W artykule
- Kierowca Lexusa NX plug-in miał otrzymać 100 zł mandatu i jeden punkt karny za postój podczas ładowania.
- Od lutego znaki informujące o punktach ładowania obejmują już zarówno elektryki, jak i hybrydy plug-in.
- Problem w tym, że przepisu dotyczącego tabliczki „EV ładowanie” nie zmieniono i nadal mówi on tylko o „pojazdach elektrycznych”.
Sprawę opisała „Gazeta Wrocławska”. Kierowca Lexusa NX z napędem hybrydowym plug-in zaparkował przy publicznej ładowarce przy ul. św. Wita we Wrocławiu i podłączył samochód do prądu. Nie blokował więc ładowarki autem spalinowym i nie zostawił samochodu na miejscu bez ładowania. Korzystał z infrastruktury dokładnie w tym celu, do którego została zbudowana.
Mimo to pojawiła się straż miejska. Według relacji kierowcy początkowo miał dostać 100 zł mandatu i jeden punkt karny, ponieważ stanowisko było oznaczone znakiem D-18 „parking” oraz tabliczką „EV ładowanie”. Problem? Lexus NX plug-in formalnie nie jest w polskich przepisach „pojazdem elektrycznym”.

Elektryczny i hybrydowy to prawnie dwie różne rzeczy
Ustawa o elektromobilności rozdziela te pojęcia bardzo wyraźnie. „Pojazd elektryczny” to samochód wykorzystujący do napędu wyłącznie energię elektryczną zgromadzoną w akumulatorze ładowanym z zewnętrznego źródła. Mówiąc prościej – klasyczny BEV, czyli samochód całkowicie elektryczny.
Hybryda plug-in ma osobną definicję. Jest pojazdem spalinowo-elektrycznym, którego akumulator również można ładować z gniazdka. I właśnie tutaj zaczyna się legislacyjny bałagan.
W lutym przepisy zmieniono. Ale nie wszystkie
19 lutego 2026 roku weszła w życie nowelizacja rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych. Zmieniła znaczenie dwóch ważnych znaków. D-23b oznacza teraz „stację paliwową z punktem ładowania pojazdów elektrycznych lub hybrydowych”, a D-23c – „punkt ładowania pojazdów elektrycznych lub hybrydowych”.
Ministerstwo Infrastruktury samo tłumaczyło w uzasadnieniu projektu, że wcześniejsze przepisy nie uwzględniały hybryd plug-in i uniemożliwiały im formalne korzystanie z takich miejsc. Zmiana miała ten problem rozwiązać. Tyle że poprawiono znaki wskazujące ładowarki, ale nie wszystkie przepisy dotyczące miejsc parkingowych przy nich.
Tabliczka „EV ładowanie” została po staremu
Przepis dotyczący tabliczki umieszczanej pod znakiem parkingowym D-18 nadal mówi, że napis „EV ładowanie” oznacza miejsce przeznaczone na postój pojazdów elektrycznych wyłącznie na czas ładowania. Nie dopisano tam pojazdów hybrydowych.
Jeżeli więc czytać przepisy literalnie, powstaje absurdalna sytuacja. Znak D-23c mówi kierowcy hybrydy plug-in: tutaj możesz naładować samochód. Kilka metrów dalej tabliczka „EV ładowanie” przy samym stanowisku może zostać zinterpretowana jako miejsce wyłącznie dla samochodu całkowicie elektrycznego. A przecież hybryda plug-in także musi gdzieś stanąć, żeby pobrać energię.
Co więcej, sama ustawa dopuszcza hybrydy
Bałagan jest jeszcze większy, gdy zajrzymy do ustawy o drogach publicznych. Przy ogólnodostępnych stacjach ładowania zarządca ruchu ma wyznaczać miejsca postojowe zarówno dla pojazdów elektrycznych, jak i hybrydowych. Z takich stanowisk oba rodzaje samochodów mogą korzystać podczas ładowania.
Ministerstwo Infrastruktury powoływało się właśnie na ten przepis, przygotowując tegoroczną nowelizację znaków. Intencja ustawodawcy wydaje się więc jasna: hybryda plug-in ma mieć możliwość korzystania ze stanowiska przy publicznej ładowarce. Nie nadążono natomiast z poprawieniem wszystkich przepisów wykonawczych i oznakowania.
Mandatu ostatecznie nie było
Wrocławska historia skończyła się dla kierowcy dobrze. Po wyjaśnieniu, że Lexus jest hybrydą plug-in, sprawa zakończyła się pouczeniem. Początkowo kierowca miał jednak usłyszeć, że kolejna podobna sytuacja może skończyć się już karą. Dopiero po nagłośnieniu sprawy przez „Gazetę Wrocławską” i ponownej analizie przepisów Straż Miejska Wrocławia zmieniła podejście.
Miasto deklaruje, że kierowcy hybryd plug-in, którzy faktycznie ładują samochód na stanowisku oznaczonym „EV ładowanie”, nie będą karani. Wrocław chce jednocześnie zwrócić się do Ministerstwa Infrastruktury o ujednolicenie regulacji.
To nie znaczy, że na miejscu do ładowania można parkować dowolnie
Cała sprawa nie zmienia jednej rzeczy: stanowisko do ładowania nie jest zwykłym miejscem parkingowym. Jeżeli widnieje przy nim oznaczenie „EV ładowanie”, samochód powinien być podłączony do ładowarki. Dotyczy to również auta całkowicie elektrycznego – samo posiadanie zielonych tablic nie daje prawa do pozostawienia go tam na kilka godzin bez ładowania.
Tym bardziej takiego miejsca nie powinien zajmować samochód spalinowy, który energii z ładowarki w ogóle nie może pobrać. Wrocławski przypadek jest inny. Kierowca miał samochód zdolny do ładowania z zewnętrznego źródła i faktycznie z ładowarki korzystał. Problem stworzyły nie jego działania, lecz niespójne przepisy.
Unijne przepisy też poszły już dalej
Dodatkowy kontekst daje unijne rozporządzenie AFIR dotyczące infrastruktury paliw alternatywnych. W jego definicjach hybryda plug-in jest traktowana jako pojazd elektryczny wyposażony dodatkowo w konwencjonalny silnik spalinowy.
Polskie przepisy posługują się jednak własnymi, węższymi definicjami „pojazdu elektrycznego” i „pojazdu hybrydowego”. Dlatego samo AFIR nie rozwiązuje problemu starej tabliczki drogowej.
I właśnie tutaj potrzebna jest korekta.
Jedno słowo i spory problem
Cała historia sprowadza się właściwie do jednego brakującego określenia. W lutym rząd dopisał hybrydy do znaków informujących o punktach ładowania, ale nie zrobił tego samego przy oznaczeniu miejsca postojowego „EV ładowanie”.
Dla kierowcy efekt jest wyjątkowo mało intuicyjny. Kupuje samochód, który producent wyposażył w gniazdo ładowania, podłącza go do publicznej ładowarki, a następnie może zostać poproszony o wyjaśnienie, dlaczego stoi na miejscu do ładowania.
We Wrocławiu straż miejska zapowiedziała już, że nie będzie karać kierowców hybryd plug-in w takich sytuacjach. Teraz pozostaje uporządkowanie przepisów, żeby ta sama interpretacja obowiązywała nie dzięki zdrowemu rozsądkowi konkretnego miasta, ale dlatego, że jasno wynika z prawa.
Piotr Sobczyk
