W skrócie:
- NFOŚiGW wydłużył nabór przyjmowania wniosków o dotacje do przydomowych magazynów energii
- Chętni mogą składać dokumenty do końca kwietnia 2026
- Fundusz złagodził też zasady uczestnictwa w programie. Zmiany okazały się kosmetyczne
- Do tej pory wykorzystano zaledwie 45% przewidzianego na dopłaty budżetu
- Model polegający na refinansowaniu poniesionych wcześniej kosztów związanych z przydomowymi magazynami energii się nie sprawdził
- Można założyć, że połowa z puli 335 mln złotych nie zostanie wykorzystana. Pieniądze z KPO przepadną
Magazyny energii na ostatniej prostej
Jeszcze niedawno wszystko wskazywało na to, że nabór zakończy się w piątek 24 kwietnia. Taki był pierwotny termin końca zbierania wniosków. Ostatecznie jednak zdecydowano się na jego wydłużenie do końca miesiąca, dając potencjalnym beneficjentom dodatkowe dni na złożenie dokumentów. Do czwartku wykorzystano jedynie 45% budżetu – i zapewne stąd decyzja o wydłużeniu.
Co więcej, zmiana nie dotyczy wyłącznie terminu. Równolegle złagodzono zasady uczestnictwa, rozszerzając katalog uprawnionych. Program, który początkowo obejmował głównie osoby korzystające z Mój Prąd 6.0, został otwarty również dla prosumentów z wcześniejszych edycji – pod warunkiem rozliczania się w systemie net-billing.
To właśnie ten element był wcześniej jedną z głównych barier. Część właścicieli instalacji fotowoltaicznych, mimo inwestycji w magazyny energii, pozostawała poza systemem wsparcia.
Program, który miał wypełnić lukę
Obecny mechanizm to rozwiązanie przejściowe, mające podtrzymać rynek po zakończeniu programu Mój Prąd i przed uruchomieniem kolejnych instrumentów wsparcia. Jego konstrukcja opiera się na refinansowaniu, a więc zwrocie części kosztów poniesionych już wcześniej – w określonym oknie czasowym obejmującym inwestycje z lat 2024-2025.

Warunkiem pozostaje posiadanie instalacji fotowoltaicznej podłączonej do sieci oraz odpowiednia umowa z operatorem. Wsparcie obejmuje zarówno magazyny energii, jak i inne elementy infrastruktury prosumenckiej, jednak to właśnie magazynowanie pozostaje kluczowym celem programu.
Dane pokazują umiarkowane zainteresowanie
Mimo dynamicznego startu, gdy w pierwszych dniach liczba wniosków szybko rosła, kolejne tygodnie przyniosły wyraźne spowolnienie. Według wspomnianych danych z drugiej połowy kwietnia wykorzystanie budżetu utrzymywało się na poziomie około 45%, co przy całkowitej puli 335 mln zł oznaczało, że znaczna część środków wciąż pozostaje niewykorzystana.
Wydłużenie naboru i rozszerzenie grona beneficjentów trudno traktować wyłącznie jako gest wobec prosumentów – to również próba zwiększenia absorpcji środków, które pochodzą z Krajowego Planu Odbudowy.
Rynek gotowy, ale nie bez barier
Sytuacja jest o tyle interesująca, że jeszcze kilka miesięcy temu magazyny energii były jednym z najszybciej rosnących segmentów rynku OZE. W Polsce działa już ponad 1,6 mln instalacji fotowoltaicznych, a potrzeba magazynowania energii – wynikająca z nadprodukcji w ciągu dnia i niedoborów wieczorem – jest coraz bardziej odczuwalna.
Teoretycznie więc fundamenty pod sukces programu są bardzo solidne. W praktyce jednak początkowe ograniczenia, a także sam mechanizm refinansowania, mogły ograniczyć liczbę potencjalnych wnioskodawców. Program nie generuje bowiem nowych inwestycji, lecz rozlicza te już zrealizowane.
Decyzja słuszna, ale spóźniona?
Z perspektywy rynku zmiany wprowadzone przez Fundusz można uznać za krok w dobrym kierunku. Poszerzenie grupy uprawnionych usuwa realną barierę, która wcześniej wykluczała część prosumentów.

Jednocześnie trudno nie odnieść wrażenia, że mamy do czynienia raczej z korektą pierwotnych założeń niż z nową jakością programu. Ograniczenia, które teraz zostały zniesione, były sygnalizowane od początku jego funkcjonowania.
Magazyny energii w energetycznej trasformacji
Wydłużony nabór oznacza, że rynek dostał dodatkową szansę na sięgnięcie po środki. Pytanie, czy kilka dodatkowych dni i zmiana zasad wystarczą, by wyraźnie zwiększyć liczbę wniosków.
Jeśli nie, program może zakończyć się z niewykorzystaną pulą pieniędzy – a to w przypadku środków z KPO oznacza realne ryzyko ich utraty. Niezależnie od finału jedno jest pewne: magazyny energii pozostają kluczowym elementem kolejnego etapu transformacji energetycznej, a sposób projektowania takich programów będzie miał coraz większe znaczenie dla całego rynku.
Piotr Sobczyk