W skrócie:
- Chińczycy chwalą się, że opracowali niepalny elektrolit do baterii sodowo-jonowych
- W przypadku ponadnormatywnej temperatury akumulatora elektrolit twardnieje tworząc barierę przeciwpożarową
- Dane pokazują, że nawet bez takich „wynalazków” ryzyko pożaru w autach elektrycznych jest znikome
- Wskaźnik pożarów BEV jest niższy niż aut spalinowych – tak wynika z obliczeń
Chińscy naukowcy i niepalny elektrolit
Chińscy naukowcy są zdania, że opracowali technologię, która może całkowicie odmienić debatę o bezpieczeństwie pojazdów elektrycznych. Podczas gdy w Polsce i Europie kolejne raporty Państwowej Straż Pożarnej (PSP), F5A New Mobility Research & Consulting oraz Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności (PSNM) pokazują, że zapłony aut elektrycznych są zjawiskiem dość rzadkim. Ba! Statystycznie rzadszym niż w przypadku aut spalinowych, ale w Chinach powstało rozwiązanie, które może dodatkowo ograniczyć ryzyko do poziomu wcześniej nieosiągalnego.
Ów przełom ogłosił zespół z Institute of Physics przy Chińskiej Akademii Nauk. Jak opisuje serwis Yahoo Autos, badacze opracowali nowy, „samoochronny”, niepalny elektrolit do akumulatorów sodowo‑jonowych. Materiał nazwany „Polymerizable Non-flammable Electrolyte” (PNE), czyli polimeryzowalny niepalny elektrolit, nie tylko nie podtrzymuje ognia, ale aktywnie reaguje na niebezpieczne temperatury.

Po przekroczeniu 150°C elektrolit gwałtownie zmienia stan skupienia i twardnieje, tworząc wewnętrzną barierę – coś na wzór swoistego „inteligentnego firewall’a”, który ma fizycznie zatrzymać rozprzestrzenianie się ciepła między ogniwami. To właśnie zjawisko niekontrolowanego wzrostu temperatury, tzw. thermal runaway, tj. niekontrolowany wzrost temperatury odpowiada za najbardziej spektakularne pożary baterii trakcyjnych – przyp. red.
W odróżnieniu od klasycznych elektrolitów z dodatkami ognioodpornymi, które działają pasywnie, chińskie rozwiązanie ma aktywnie blokować reakcję łańcuchową. I tu uwaga, technologia powstała z myślą o akumulatorach sodowo‑jonowych – tańszych, opartych na powszechnie dostępnych surowcach i coraz częściej wskazywanych jako alternatywa dla litowo‑jonowych w zastosowaniach, gdzie liczy się koszt, trwałość i bezpieczeństwo. Jeśli deklaracje naukowców potwierdzą się w testach przemysłowych, może to być jedna z najważniejszych innowacji w bezpieczeństwie „elektryków” od lat.
Kierowcy e-aut mogą spać spokojnie
Tymczasem dane z Polski i Norwegii pokazują, że nawet bez takich przełomów ryzyko pożaru w autach elektrycznych jest niskie i stabilne. Najnowszy „Raport Bezpieczeństwa Pożarowego EV”, przygotowany przez F5A New Mobility Research & Consulting we współpracy z Państwowej Straży Pożarnej (PSP) i Polskim Stowarzyszeniem Nowej Mobilności, wskazuje, że w trzecim kwartale 2025 r. BEV-y odpowiadały zaledwie za 0,53 proc. wszystkich pożarów samochodów w Polsce.

Od początku 2020 r. do końca września 2025 r. PSP odnotowała 104 pożary aut elektrycznych, podczas gdy w tym samym czasie doszło do 53 576 pożarów pojazdów spalinowych. Wskaźnik pożarów BEV wyniósł 0,356 na 1000 zarejestrowanych pojazdów, czyli minimalnie mniej niż w przypadku aut spalinowych (0,359).
Z kolei dane za cały 2025 rok potwierdzają ten trend, bo mowa o 44 pożarach BEV wobec 9 515 pożarów aut spalinowych. Oznacza to, że samochody elektryczne odpowiadały za mniej niż pół procenta wszystkich pożarów pojazdów w kraju.
Wskaźnik ryzyka liczony na 1000 pojazdów wyniósł 0,362 dla BEV i 0,415 dla aut spalinowych. Jak podkreśla Albert Kania z F5A, podobny obraz widać w Norwegii, gdzie BEV-y stanowią ponad 28 proc. floty, a mimo to płoną ponad sześciokrotnie rzadziej niż samochody spalinowe.

Również Państwowa Straż Pożarna podkreśla, że rodzaj napędu nie jest czynnikiem decydującym o trudności akcji. St. bryg. Tomasz Jonio z Komendy Głównej PSP zwraca uwagę, że czas opanowania pożaru w garażu podziemnym zależy przede wszystkim od systemów bezpieczeństwa budynku i szybkości wykrycia zagrożenia. Przykładem jest pierwszy w Polsce pożar BEV w garażu podziemnym (Warszawa, 15 sierpnia 2025 r.), który został opanowany w 3 godziny i 16 minut – bez komplikacji wynikających z rodzaju napędu – dodają strażacy.
Elektrolit i przewaga dzięki technice
Co więcej, doświadczenie służb rośnie. Średni czas interwencji przy pożarach BEV skrócił się z 4 godzin i 21 minut w 2024 r. do 2 godzin i 40 minut w 2025 r. W tym samym roku odnotowano także pierwszy pożar autobusu wodorowego, który zakończył się po 46 minutach.
Wniosek? Jeśli akumulatory przyszłości będą w stanie fizycznie zatrzymać szybkie rozprzestrzenianie się ogniwa w ogniwie, to e-auta mogą stać się pod względem pożarowym bezpieczniejsze niż samochody spalinowe, które wożą w sobie kilka litrów łatwopalnej benzyny lub oleju napędowego oraz liczne źródła zapłonu.
Oskar Włostowski






