Limit pod kontrolą

Tesla żegna Model S i Model X. Kara za sprzedaż nawet 50 tys. USD!

Jesli chodzi o nowe modele, to niewiele się dzieje w Tesli od lat. Musk za to sprytnie wykorzystuje popularność firmy
Źródło zdjęcia: MA

Tesla kończy historię swoich najstarszych modeli w sposób, który przypomina rynek kolekcjonerskich supersamochodów. Pożegnalne wersje Modelu S i Modelu X kosztują w przeliczeniu ponad pół miliona złotych, ale wraz z autem kupujący podpisuje umowę, która przez rok zakazuje jego odsprzedaży. Za złamanie zasad grozi kara nawet 50 000 dolarów. Spece od marketingu i reklamy amerykańskiego producenta pracują ciężko, by o firmie było cały czas głośno.

W skrócie:

  • Model S i Model X przechodzą do historii
  • Można kupić limitowane wersje Signature Edition – łącznie 350 sztuk
  • Cena jednego egzemplarza została ustalona na 160 tys. USD
  • Jest jedno ale. Auta przez 12 miesięcy od kupna nie można sprzedać
  • Za złamanie warunków umowy grozi kara. Nawet 50 tys. USD

Tesla z pakietem Luxe

Tesla przygotowała bardzo ograniczoną, ostatnią serię swoich flagowych, utytułowanych modeli – o czym donosiliśmy. Produkcja obejmuje 250 egzemplarzy Modelu S oraz 100 egzemplarzy Modelu X w wersji Signature Edition. Sprzedaż odbywa się wyłącznie na zaproszenie – co samo w sobie sugeruje, że producent chce mieć pełną kontrolę nad tym, kto stanie się właścicielem tych aut.

Cena każdego egzemplarza została ustalona na 159 420 dolarów (ok. 570 tys. zł). W zamian klient otrzymuje pełne wyposażenie z pakietem Luxe oraz elementy wyróżniające tę serię – m.in. lakier Garnet Red, złote detale stylistyczne, wnętrze wykończone Alcantarą oraz indywidualne oznaczenia.

To oficjalne zamknięcie historii modeli, które są na rynku od ponad dekady. Model S zadebiutował w 2012 roku, a Model X w 2015 roku. Tesla jasno komunikuje, że kończy ich produkcję, aby skupić się na nowych projektach związanych z autonomią i sztuczną inteligencją.

Tesla podsuwa umowę, czyli rok bez odsprzedaży

Największe kontrowersje budzi zapis w umowie zakupu. Każdy nabywca musi zobowiązać się, że przez 12 miesięcy od odbioru auta nie sprzeda go ani nie podejmie próby sprzedaży.

W praktyce oznacza to, że nawet wystawienie samochodu na sprzedaż może zostać uznane za naruszenie warunków kontraktu. Jeśli dojdzie do złamania umowy, Tesla ma prawo domagać się od właściciela kary finansowej w wysokości 50 000 dolarów (prawie 180 tys. zł) albo całej kwoty uzyskanej ze sprzedaży – w zależności od tego, która będzie wyższa.

To jednak nie wszystko. Firma zastrzega sobie również możliwość odmowy sprzedaży kolejnych samochodów osobie, która złamie warunki umowy. W praktyce może to oznaczać trwałe wykluczenie z dostępu do przyszłych modeli Tesli.

Tesla chce kontrolować rynek wtórny

Powód takiej decyzji jest dość oczywisty. Przy produkcji ograniczonej do 350 egzemplarzy i wysokiej cenie wejścia rynek wtórny mógłby bardzo szybko podbić wartość tych aut. Tesla chce uniknąć sytuacji, w której samochody trafiają do spekulantów, a nie do rzeczywistych użytkowników.

Mechanizm kontroli jest rozbudowany. Jeśli właściciel będzie zmuszony sprzedać auto wcześniej, musi najpierw poinformować o tym Teslę i dać jej możliwość odkupu pojazdu. Firma może wtedy odkupić samochód po cenie zakupu pomniejszonej o 0,25 dolara za milę przebiegu (0,89 zł za milę), a także koszty zużycia i przygotowania auta do standardów pojazdu używanego. Dopiero jeśli Tesla odmówi odkupu, możliwa jest sprzedaż osobie trzeciej – i to wyłącznie za zgodą marki.

Korzyści znikają przy zmianie właściciela

Istotny jest również fakt, że nawet po upływie roku część najważniejszych korzyści związanych z edycją Signature nie przechodzi na kolejnego właściciela.

Pakiet Luxe obejmuje m.in. dożywotni dostęp do systemu Full Self-Driving (Supervised), darmowe ładowanie w sieci Supercharger oraz dożywotnią łączność Premium Connectivity. Wszystkie te elementy wygasają przy zmianie właściciela.

Oznacza to, że samochód na rynku wtórnym traci znaczną część swojej wartości użytkowej. Nowy właściciel otrzymuje limitowaną wersję z unikatowymi akcentami wizualnymi, ale bez najcenniejszych benefitów przypisanych do pierwszego nabywcy.

Powrót do kontrowersyjnej strategii

To nie pierwszy raz, kiedy Tesla próbuje ograniczyć tzw. flipping, czyli szybkie odsprzedaże nowych modeli z zyskiem. Podobne zapisy pojawiły się przy premierze Cybertrucka.

W tamtym przypadku firma ostatecznie wycofała się z restrykcji po krytyce i poprawie dostępności modelu. Tym razem sytuacja jest jednak inna. Produkcja Signature Edition jest definitywnie zamknięta, więc ograniczenie podaży ma charakter trwały, a nie przejściowy.

Rynek kolekcjonerski czy nadmierna kontrola?

Decyzja Tesli wpisuje się w praktyki znane z rynku aut kolekcjonerskich i luksusowych marek, gdzie producenci kontrolują, kto kupuje samochód i jak długo go posiada. Różnica polega na tym, że Model S i Model X nie są niezwykłymi, nowymi konstrukcjami, lecz końcową serią modeli obecnych na rynku od lat.

To rodzi pytania o granice kontroli producenta nad produktem, który został już sprzedany. Krytycy wskazują, że takie zapisy mogą ograniczać prawa właściciela i komplikować sytuacje życiowe wymagające szybkiej sprzedaży auta.

Z drugiej strony Tesla jasno pokazuje, że chce mieć pewność, że limitowana seria nie stanie się jedynie narzędziem do spekulacji. Czy restrykcyjna umowa okaże się skuteczna? To okaże się dopiero po rozpoczęciu dostaw zaplanowanych na maj 2026 roku. Już teraz jednak widać, że Tesla nie zamierza oddać kontroli nad swoim produktem nawet po jego sprzedaży. Na pewno kontrowersyjny zapis powoduje, że o marce jest głośno. Elon Musk lubi być w centrum uwagi, co niejednokrotnie potwierdzał. Może właśnie o to chodzi w tym wszystkim.

Piotr Sobczyk

REKLAMA