W skrócie:
- CANARD się rozkręca w tempie nomen omen ekspresowym
- Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym uruchomiło 11 nowych fotoradarów i odcinkowych pomiarów prędkości. Jednego dnia!
- Lokalizacje obejmują krótkie i wielokilometrowe odcinki najważniejszych tras w kraju.
- Gdzie? Od Podkarpacia po Pomorze, od dróg krajowych po autostrady A1 i A4 oraz ekspresówki S5, S6, S7, S8 i S19
CANARD od Podkarpacia po Pomorze
Miniony czerwiec zapisze się jako miesiąc, w którym kierowcy mogli poczuć, że przerwa w rozbudowie systemu nadzoru była tylko złudzeniem. Po ponad dwóch tygodniach ciszy CANARD wrócił do działania z rozmachem. Jak podał RMF24.pl, w jeden dzień uruchomiono 11 nowych fotoradarów i odcinkowych pomiarów prędkości, obejmujących zarówno krótkie, jak i wielokilometrowe odcinki najważniejszych tras w kraju. To lokalizacje rozrzucone od Podkarpacia po Pomorze, od dróg krajowych po autostrady A1 i A4 oraz ekspresówki S5, S6, S7, S8 i S19.

Nowe urządzenia pojawiły się m.in. na DK9 w Głogowie Małopolskim i Cmolasie, gdzie obowiązuje limit 50 km/h, oraz na A1 między Zabrzem Północ a Zabrzem Zachód, na odcinku 4,2 km monitorowanym przy prędkości dopuszczalnej 140 km/h. Najdłuższy z nowych pomiarów – 19‑kilometrowy fragment A1 między Piotrkowem Trybunalskim Południe a Dąbrową – również objęto limitem 140 km/h. Podobne systemy uruchomiono na A4 pod Krakowem, na S8 w Podlaskiem, na S6 w rejonie gdańskiego lotniska czy na S5 między Poznaniem Zachód a Stęszewem.
Więcej, więcej, więcej
Jak podkreśla RMF24, lista nowych lokalizacji jest znacznie dłuższa, bo w czerwcu CANARD uruchomił kolejne urządzenia – od OPP na S7 w Nowym Dworze Gdańskim, przez pomiary na S17 pod Markuszowem, aż po fotoradary w Mokrem, Zegrzu, Rzeszowie i na DK92 w Błoniu-Wsi. W sumie to kilkanaście nowych punktów kontroli, które w praktyce oznaczają jedno: kierowcy mają coraz mniej miejsc, w których mogą liczyć na „chwilę oddechu”.

Warto przypomnieć, że na początku czerwca pisaliśmy o tym, że dzięki środkom z Krajowego Planu Odbudowy na polskich drogach pojawi się 128 nowych urządzeń. Wśród nich 70 fotoradarów, 43 odcinkowe pomiary prędkości, 10 systemów Red Light oraz pięć kamer monitorujących przejazdy kolejowe. Według informacji przekazanych wówczas przez zastępcę Głównego Inspektora Transportu Drogowego Marka Konkolewskiego, do końca czerwca liczba urządzeń automatycznego nadzoru miała wzrosnąć do 731.
OPP działa i to jak!
Rozbudowa nie jest przypadkowa. Odcinkowe pomiary prędkości – jak wynika z danych inspektoratu – należą do najskuteczniejszych narzędzi dyscyplinowania kierowców. Wymuszają utrzymanie stałej prędkości na całym monitorowanym odcinku, a nie tylko punktowe zwolnienie przed fotoradarem. W 2025 roku OPP zarejestrowały ponad 227 tys. wykroczeń, co pokazuje skalę problemu i jednocześnie skuteczność systemu.

Rzecz jasna kierowcy mogą odnieść wrażenie, że sieć kontroli gęstnieje z tygodnia na tydzień, ale na szczęście dla nich taryfikator mandatów pozostaje bez zmian. Przypomnijmy, aktualne stawki to od 50 zł za przekroczenie prędkości o maksymalnie 10 km/h, aż po 2500 zł (lub 5000 zł w przypadku recydywy) za przekroczenie limitu o ponad 70 km/h. To oznacza, że każdy nowy odcinkowy pomiar prędkości staje się realnym ryzykiem dla kierowców, którzy liczą na „szybkie nadrobienie czasu”.
Oskar Włostowski






