W skrócie:
- Unia Europejska szykuje jedną z największych zmian w historii administracji pojazdów
- Cyfrowe dowody rejestracyjne, bo o nich mowa mają zwiększyć bezpieczeństwo na terenie UE
- Narzędzie ma ukrócić m.in. cofanie liczników, handel autami po poważnych szkodach i „legalizację” kradzionych samochodów
- Papierowe dowody nie znikną. Będą opcją głównie dla osób, które nie czują się pewnie w świecie cyfrowym
- Jako wzór wskazywany, jest belgijski system Car-Pass, który wyeliminował 97% manipulacji
Cyfrowy dowód jako europejski standard
Unia Europejska szykuje jedną z największych zmian w historii administracji pojazdów. Cyfrowe dowody rejestracyjne, obowiązkowa wymiana danych między państwami i nowe narzędzia do walki z manipulacjami przy autach mają nie tylko uprościć życie kierowcom, lecz także uderzyć w proceder, który od lat psuje rynek: cofanie liczników, handel autami po poważnych szkodach i „pranie” samochodów kradzionych między krajami.
Komisja Transportu i Turystyki Parlamentu Europejskiego (TRAN) niedawno niemal jednogłośnie poparła wprowadzenie cyfrowych dowodów rejestracyjnych. Za głosowało 39 posłów, przeciw był tylko jeden. W ciągu trzech lat od wejścia w życie nowych przepisów to właśnie wersja cyfrowa ma stać się podstawową formą dokumentu. Papier pozostanie dostępny, ale jako opcja – głównie dla osób, które nie czują się pewnie w świecie cyfrowym – czytamy w unijnym przekazie.
Dokument ma być wzbogacony o kod QR, który pozwoli służbom i diagnostom błyskawicznie zweryfikować dane pojazdu. W systemach elektronicznych znajdą się takie informacje jak, m.in. marka auta, masa, dane właściciela, wyniki badań technicznych i powody wyrejestrowania. To ma ułatwić pracę stacjom kontroli i urzędom, ale przede wszystkim – uszczelnić rynek.
Cyfrowy dowód odpowiedzią na realne problemy
Skala oszustw w Europie jest dobrze udokumentowana. W raporcie Komisji Europejskiej przywołano, że „Szacuje się, że nielegalna manipulacja licznikami kilometrów (…) dotyczy aż 50 proc. przypadków” w handlu transgranicznym. W nowych państwach członkowskich proceder jest nawet „2,5 do 3 razy częściej” niż w krajach starej Unii. Ekonomiczne skutki? Od 1,31 do nawet 8,77 mld euro strat rocznie.
Belgijski system Car-Pass, który wyeliminował 97 proc. manipulacji, jest wskazywany jako wzór. Komisja rozważa dwa warianty: obowiązkowy certyfikat przebiegu przy sprzedaży auta za granicę lub pełną wymianę danych o przebiegach między państwami. Druga opcja mogłaby przynieść gospodarce UE korzyści rzędu 8,51 mld euro – czytamy w unijnym raporcie.
„Granice działają jak filtr”. Polska perspektywa
Mikołaj Krupiński z Instytutu Transportu Samochodowego zwraca uwagę, że cyfrowy dowód to nie tylko wygoda, ale narzędzie do walki z patologiami rynku. Jak mówi: „Największe problemy to tzw. cofanie liczników, handel autami po poważnych szkodach bez ujawnienia historii, „pranie” samochodów kradzionych między krajami, rejestrowanie auta w innym państwie, żeby „zgubić” jego przeszłość”. Dziś – jak podkreśla – „granice administracyjne często działają jak filtr – po ich przekroczeniu historia auta się urywa”.

Nowy system ma to przeciąć. Państwa UE będą musiały udostępniać sobie dane o rejestracjach, przebiegach, wynikach kontroli drogowych i technicznych, a tam gdzie to możliwe – także dane z czujników zdalnych i informacje o manipulacjach przy pojazdach ciężarowych.
Kradzieże aut: Polska na tle Europy
Choć cyfryzacja dokumentów nie jest bezpośrednio skierowana przeciw złodziejom, to uszczelnienie obiegu danych może znacząco utrudnić legalizację kradzionych pojazdów. A problem, choć mniejszy niż dwie dekady temu, wciąż istnieje.
Według danych CEPiK, w 2025 roku z powodu kradzieży wyrejestrowano w Polsce 4 751 samochodów osobowych i dostawczych do 6 ton. To o 10,8 proc. mniej niż rok wcześniej i zaledwie 0,02 proc. całego parku liczącego 23,5 mln pojazdów. IBRM Samar podkreśla, że liczba kradzieży maleje od czterech lat, a wynik z 2025 roku jest najniższy od 2018 r.

Jednak statystyki CEPiK i Policji nie są tożsame. Auto trafia do CEPiK dopiero po formalnym wyrejestrowaniu, często wiele miesięcy po zgłoszeniu kradzieży. Część pojazdów odzyskanych przez Policję w ogóle nie pojawia się w ewidencji jako wyrejestrowane.
Geografia kradzieży nie zaskakuje. Mazowsze odpowiada za 38% wszystkich przypadków – 1 811 aut, z czego aż 1 146 skradziono w samej Warszawie. To więcej niż w dziesięciu najmniej dotkniętych województwach razem.
Najbezpieczniej jest w opolskim i podlaskim – odpowiednio 48 i 47 przypadków. Dla porównania, w 1999 roku w Polsce skradziono 71 543 auta. W 2005 roku – 45 292. Dzisiejsze liczby to zupełnie inna skala, ale rynek wciąż pozostaje narażony na „pranie” pojazdów kradzionych za granicą.
Cyfrowy dowód jako element większej układanki
W 2025 roku Komisja Europejska zapowiedziała także aktualizację standardów badań technicznych, kontroli drogowych i dokumentów rejestracyjnych. Celem jest poprawa bezpieczeństwa i ułatwienie swobodnego przemieszczania się osób i towarów w UE. Cyfrowy dowód rejestracyjny ma być jednym z filarów tego systemu.
Sprawozdawca PE Johan Danielsson podkreślił, że cyfryzacja może uprościć procedury, ale musi być inkluzywna. Papierowa forma dokumentu pozostanie dostępna, aby nikt nie został wykluczony.
Czy to zadziała?
Jeśli państwa członkowskie rzeczywiście wdrożą pełną wymianę danych, rynek aut używanych w Europie może przejść największe oczyszczenie od dekad. Jak podsumowuje Krupiński z ITS: „Cyfrowy dowód rejestracyjny to nie tylko zmiana formy dokumentu, ale próba uporządkowania całego rynku pojazdów w Europie. Jeśli system faktycznie zadziała tak, jak zakładają projektodawcy, kupno używanego auta stanie się po prostu mniej ryzykowne”.
Oskar Włostowski






