Elektromobilność dzieli polityków, biznes i Brukselę

Arval: 42% polskich firm posiada przynajmniej jeden pojazd z napędem zelektryfikowanym

Elektryfikacja aut firmowych jeszcze nigdy nie budziła tak dużych emocji jak dziś
Źródło zdjęcia: Volkswagen

Elektryfikacja firmowych flot stała się w ostatnich miesiącach jednym z najbardziej zapalnych tematów w europejskiej debacie o transporcie. Polaryzuje polityków, ekspertów i opinię publiczną, a najnowsze dane pokazują, że rozbieżności między Polską a Zachodem rosną, zamiast maleć. Głównym motorem sprzyjającym elektryfikacji flot w Polsce jest wciąż chęć redukcji kosztów paliwa.

W skrócie:

  • 42 proc. polskich firm posiada w swoich flotach przynajmniej jeden pojazd z napędem zelektryfikowanym – wynika z badania firmy Arval
  • W Europie odsetek ten sięga 57 procent
  • 16 proc. firm w Polsce deklaruje posiadanie przynajmniej jednego pełnego elektryka, wobec 24 proc. w Europie
  • Nasze floty pozostaną w najbliższych latach zdominowane przez pojazdy spalinowe — 84 proc. w segmencie osobowym i 90 proc. w dostawczym – twierdzą eksperci
  • Polska niestety jedzie „pod prąd”, co z pewnością spowolni transformację napędową w naszym kraju

Arval i wskazania barometru

Elektryfikacja aut firmowych jeszcze nigdy nie budziła tak dużych emocji jak dziś. W ostatnich tygodniach temat stał się wręcz gorący, bowiem polaryzuje polityków, ekspertów i opinię publiczną, a kolejne raporty tylko podsycają dyskusję. Najnowsza edycja „Barometru Flot i Mobilności” Arval Mobility Observatory pokazuje, że choć w Polsce rośnie liczba firm korzystających z pojazdów zelektryfikowanych, to tempo zmian wciąż pozostaje daleko za europejską średnią.

Z badania wynika, że 42 proc. polskich firm posiada już w swoich flotach przynajmniej jeden pojazd z napędem zelektryfikowanym, podczas gdy w Europie odsetek ten sięga 57 proc. Jeszcze większa różnica dotyczy aut w pełni elektrycznych (BEV) – 16 proc. firm w Polsce deklaruje posiadanie przynajmniej jednego takiego samochodu, wobec 24 proc. w Europie. Prognozy na trzy lata są jeszcze bardziej wymowne. Arval estymuje, że udział BEV w polskich flotach wzrośnie do 7 proc., podczas gdy w Europie osiągnie 22 proc.

Obecnie głównym motorem sprzyjającym elektryfikacji flot w Polsce jest wciąż chęć redukcji kosztów paliwa – podkreśla Radosław Kitala z Arval Service Lease Polska, cytowany w raporcie. Wskazuje na to 47 proc. polskich firm, podczas gdy w Europie 32 proc. Dopiero na drugim miejscu znajduje się wpływ na środowisko.

Jednocześnie rodzime floty pozostaną w najbliższych latach zdominowane przez pojazdy spalinowe — 84 proc. w segmencie osobowym i 90 proc. w dostawczym. W Europie przewidywane tempo zmian jest znacznie szybsze, zwracają uwagę eksperci.

Politycy dolewają oliwy do ognia

Dyskusję podgrzała również dzisiejsza wypowiedź ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka, który na platformie X ogłosił, że Polska wraz z grupą państw „zablokowała tzw. zazielenianie flot” podczas trwającego posiedzenia Rady UE ds. Transportu w Luksemburgu. Minister napisał, że zielona transformacja musi być rozsądna i oparta na realiach rynku, a nie na odgórnych nakazach. Nie zgadzamy się na rozwiązania, które zmuszałyby przedsiębiorców do wymiany części floty według sztucznie narzuconych limitów.

To ewidentny dowód, że rząd zamierza twardo bronić zasady „zachęt zamiast przymusu”, co stawia Polskę w jednym szeregu z państwami domagającymi się większej „neutralności technologicznej”.

Dane z rynku: wciąż daleko od elektrycznej rewolucji

Kilka tygodni temu portal Samar.pl przypomniał, że według raportu EY i Eurelectric samochody elektryczne stanowią zaledwie ok. 12 proc. flot firmowych w Polsce. Dla porównania w Europie Zachodniej udział ten sięga 50-70 proc.

Autorzy analizy wskazują na trzy główne bariery, tj. ograniczone zachęty podatkowe, wysokie ceny aut oraz niedostatecznie rozwiniętą infrastrukturę ładowania.

Raport „Fleet forward: powering the transition to electric mobility” pokazuje również, że pełna elektryfikacja flot w Europie mogłaby do 2030 r. przynieść nawet 246 mld euro oszczędności operacyjnych oraz ograniczyć emisje CO₂ o miliard ton. To argumenty, które w Brukseli padają coraz częściej – pisaliśmy o nich także na Elektromobilni.pl.

Bruksela naciska, biznes protestuje

Tymczasem Komisja Europejska wraca do projektu Clean Corporate Vehicles, który zakłada obowiązkowe udziały aut zero- i niskoemisyjnych w nowych rejestracjach flotowych. Dla Polski od 2030 r. miałoby to być 48 proc., w tym 31 proc. BEV. Branża reaguje ostro. 67 firm, w tym BMW, Toyota, Avis czy Hertz, podpisało list do Ursuli von der Leyen, ostrzegając przed destabilizacją rynku.

Firmy podkreślają, że „elektryki” są nadal droższe o kilkadziesiąt tysięcy złotych, a brak infrastruktury w Europie Środkowej może wręcz uniemożliwić realizację celów. W Polsce problem jest szczególnie widoczny, ponieważ część przedsiębiorstw nie ma możliwości budowy własnych punktów ładowania.

Europa podzielona jak nigdy

Do tego dochodzi kolejny front sporu. Jak informuje Brussels Time, siedem państw UE, w tym Dania, Francja, Luksemburg, Niderlandy, Portugalia, Hiszpania i Szwecja sprzeciwiło się złagodzeniu norm CO₂ dla samochodów. Ich zdaniem każde poluzowanie zasad „spowolniłoby elektryfikację i podważyło przewidywalność regulacyjną” – pisaliśmy dziś o tym na Elektromobilni.pl. To bezpośredni konflikt z grupą państw, w której znajdują się m.in. Polska, Włochy i Węgry, opowiadających się za większą rolą hybryd plug‑in i paliw syntetycznych po 2035 r.

Oskar Włostowski

REKLAMA