W skrócie:
- Chip Motors zaprezentował pojazd do codziennego użytku w obszarach miejskich
- Małe autko ma sześć miejsc, 160 km zasięgu i startuje z ceną 15 tys. USD
- Ciekawostką jest funkcja zdalnego parkowania przez specjalnego operatora
- To nie jest „przerobiony wózek do golfa”, lecz konstrukcja od początku zaprojektowana do jazdy po drogach publicznych – podkreśla producent z Miami
- Pierwsze dostawy zaplanowano w 2027 roku
Chip: 160 km zasięgu i zdalne parkowanie
Amerykański startup Chip Motors z Miami wchodzi na rynek z pomysłem, który może wywrócić do góry nogami sposób, w jaki mieszkańcy przedmieść i ciepłych stanów poruszają się na co dzień. Ich pierwszy model – po prostu Chip – to elektryczny tzw. Life Utility Vehicle (LUV), czyli pojazd użytkowy do codziennych zadań. Jakich? Od odwożenia dzieci do szkoły po szybki wypad na plażę. Cena? 15 tys. dolarów, czyli 56 850 zł. Zasięg? Ponad 160 km. A do tego możliwość… zdalnego parkowania przez operatora siedzącego setki kilometrów dalej.

To nie jest kolejny „tani elektryk”, który próbuje udawać pełnoprawny samochód. Chip świadomie wchodzi w kategorię LSV (Low-Speed Vehicle) – po naszemu pojazdów wolnobieżnych – gdzie prędkość maksymalna wynosi 25 mph, czyli około 40 km/h, a pojazdy mogą poruszać się po drogach z ograniczeniem do 35 mph (ok. 56 km/h). Jak pisze InsideEVs, Chip Motors celuje w rosnący segment „street‑legal golf carts”, które w wielu amerykańskich społecznościach stały się drugim samochodem – tańszym, prostszym i bardziej praktycznym niż SUV.
LUV zamiast SUV-a
Chip Motors określa swój pojazd jako – wspomniany – Life Utility Vehicle. To marketingowa nowość, ale technicznie Chip mieści się w definicji LSV. Firma podkreśla jednak, że nie jest to „przerobiony wózek do golfa”, lecz konstrukcja od początku zaprojektowana do jazdy po drogach publicznych.
„Chcieliśmy stworzyć pojazd, który jest równie praktyczny jak golf cart, ale znacznie bezpieczniejszy i wygodniejszy” – tłumaczy firma w rozmowie cytowanej przez InsideEVs.
Pojazd będzie dostępny w wersji cztero – i sześcioosobowej. Ceny wynoszą odpowiednio: 56 850 zł (15 000 USD) za wersję 4‑miejscową oraz 68 220 zł (18 000 USD) za wersję 6‑miejscową. Rezerwacje już ruszyły – depozyt to 250 dolarów, czyli ok. 948 zł, a pierwsze dostawy zaplanowano na 2027 rok.
Prosty, praktyczny i odporny na codzienność
Chip wygląda jak skrzyżowanie małego Jeepa z nowoczesnym wózkiem plażowym. Ma otwartą kabinę, zdejmowany dach, plastikowe panele nadwozia i wnętrze, które można… umyć wężem ogrodowym. Do tego dochodzą: standardowe mocowania do fotelików dziecięcych, przedni bagażnik (frunk), wyższy prześwit czy pałąk bezpieczeństwa. Lista akcesoriów jest długa: klimatyzacja, twardy lub miękki dach, CarPlay/Android Auto, zestaw głośników i nawigacja. Chip Motors wyraźnie celuje w klientów, którzy chcą pojazdu „na co dzień”, ale niekoniecznie „na autostradę”.
Efektywność największym atutem
Największym atutem Chipa ma być efektywność. Firma deklaruje ponad 100 mil zasięgu, czyli około 160 km, dzięki baterii LFP o pojemności ok. 15 kWh i silnikom w piastach kół. Ładowanie? Ze zwykłego gniazdka 110 V (takie są w USA – przyp. red.) wystarczy noc, z napięciem 240 V – to kilka godzin. Dodatkowo jest port NACS. Jak podkreślają branżowe media, ostateczne dane techniczne zostaną potwierdzone bliżej premiery.
Amerykanie dojrzeli do mniejszych pojazdów? Chip twierdzi, że tak.

Rynek USA od dekad kocha duże SUV-y i pick-upy, ale Chip Motors zauważa zmianę. W wielu nadmorskich miejscowościach, osiedlach dla seniorów wózek golfowy stał się drugim samochodem – tańszym w utrzymaniu i idealnym na krótkie dystanse, przekonuje producent.
„Rynek elektrycznych golf cartów w USA to już 6 miliardów dolarów” – przypomina Forbes, cytując założyciela firmy Jamesona Detweilera. „Potrzebny jest produkt z większą technologią, bezpieczeństwem i komfortem”. I Chip ma być właśnie takim „ulepszonym golf cartem”.
Zdalne parkowanie, to nie autonomia
Najbardziej kontrowersyjna funkcja to Chip Go – system, który część mediów błędnie opisała jako autonomiczny. Chip Motors prostuje: to „teleoperacja”, czyli zdalne sterowanie przez człowieka.
„Chip Go nie jest technologią samojezdną” – podkreśla firma. „Pojazd będzie sterowany przez przeszkolonych operatorów, ale tylko wtedy, gdy nie ma w nim pasażerów”. Zdalny operator może zaparkować pojazd, podjechać pod dom lub wrócić do stacji ładowania. Klienci będą kupować pakiety „czasu zdalnego prowadzenia”, ale ceny nie są jeszcze znane.
Chip ma jednak ambicje autonomiczne. Pojazd wyposażono w kamery 360°, radar i łączność gotową na przyszłe aktualizacje. Nie ma lidaru, bo firma uważa, że w środowisku niskich prędkości nie jest konieczny. W przyszłości Chip Motors chce licencjonować technologię poziomu 4.
Nowa fala tanich, dziwnych i praktycznych EV?
Forbes pisze wprost: „Chip to kolejny z tanich, dziwacznych EV, które mają odmienić rynek po załamaniu sprzedaży elektryków w USA”. Po likwidacji federalnej ulgi podatkowej sprzedaż EV spadła, ale pojazdy takie jak Chip mogą otworzyć nowy segment – nie dla kierowców autostradowych, lecz dla tych, którzy chcą taniego, prostego środka transportu na codzienne dystanse.
Chip kosztuje 56,8 tys. zł, czyli mniej niż większość nowych samochodów spalinowych i elektrycznych. Nie zastąpi SUV-a na wakacyjny wyjazd, ale może zastąpić drugi samochód w rodzinie – ten, który służy do podwiezienia dzieci, skoku do sklepu czy przejazdu na siłownię. Czy Amerykanie kupią taki pomysł? Czas pokaże.
Oskar Włostowski