W skrócie:
- Bentley ujawnił nazwę pierwszego modelu elektrycznego marki
- Torcal, który jest podobny do Bentaygi ma być najbardziej przemyślanym autem marki – twierdzi producent
- SUV ma mieć pięć metrów długości i zasięg ponad 480 km
- Pytanie, czy marce Volkswagena uda się osiągnąć sukces w czasach niezbyt przyjaznych dla luksusowych elektryków
Torcal bez kontrowersji Luce
Brytyjczycy od miesięcy przygotowywali opinię publiczną na swój pierwszy w pełni elektryczny samochód, którego debiut zaplanowano we wrześniu 2026 roku. Teraz znamy jego nazwę – Torcal – oraz pierwsze szczegóły, choć wciąż bez pełnej specyfikacji. Jak podaje producent, inspiracją dla modelu stał się „dramatyczna wapienna dzicz z ułożonymi na sobie formacjami skalnymi, klifami i labiryntami” z El Torcal de Antequera w Andaluzji.
Co ciekawe, sama nazwa „Torcal” dzieli etymologiczne korzenie ze słowem „torque”, co Bentley podkreśla jako symbol „twistu wiatru, który ukształtował skały” – i zapowiedź ogromnego momentu obrotowego, jaki zaoferuje elektryczny napęd – czytamy na stronie producenta.

Auto będzie miało pięć metrów długości i zasięg ponad 300 mil, czyli ponad 480 km. To wartości, które w segmencie luksusowych SUV‑ów elektrycznych są dziś absolutnym minimum, ale Bentley celowo nie próbuje szokować. Torcal ma być SUV-em o odpowiedniej wielkości i niepolaryzującym wyglądzie, zaprojektowany tak, by nie wywoływać kontrowersji podobnych do tych, które towarzyszyły debiutowi Ferrari Luce.
Najbardziej przemyślane auto marki
Stylistycznie Torcal jest mniejszy od Bentaygi, ale – jak zauważają dziennikarze motoryzacyjni – oferuje więcej miejsca na nogi i bagaże, bo jest elektryczny. Najbardziej charakterystycznym elementem jest ogromna, iluminowana kratka z trójwymiarowych kryształów, którą można wyłączyć, jeśli kierowca nie chce „być widziany z kosmosu”. Z tyłu pojawiają się poziome lampy, a we wnętrzu – zakrzywiony ekran centralny i fizyczne przełączniki, które Bentley świadomie zachował, wbrew modzie na pełną digitalizację.
W rozmowie z mediami prezes Frank‑Steffen Walliser podkreśla, że „nasz nowy Torcal będzie najbardziej przemyślanym samochodem w historii Bentleya”. To zdanie powtarza się również w relacji Wired, które zostało zaproszone na tajny pokaz modelu. Serwis zauważa, że Torcal „jest podobny do Bentaygi, ponieważ pokrewieństwo między nimi jest oczywiste”, choć nowy SUV jest nieco mniejszy, ma bardziej opadającą linię dachu i zupełnie nową sygnaturę świetlną.

Najgorszy możliwy moment na debiut?
Problem w tym, że Bentley wprowadza Torcala na rynek, który właśnie się załamał. Wired pisze wprost: „To zdecydowanie niestabilna sytuacja na rynku luksusowych pojazdów elektrycznych. Bentley chce wprowadzić na rynek swój nowy, całkowicie elektryczny SUV Torcal.”
Dlaczego? Bo lista jest długa. Na przykład Lamborghini anulowało projekt Lanzador, bo popyt na elektryki wśród klientów „idzie prawie do zera”. Ferrari Luce – pierwszy „elektryk” marki – po premierze „zmyło miliardy z wartości rynkowej firmy”. Mercedes sprzedał w Europie tylko 1450 elektrycznych G‑klas, przy 9700 wersjach spalinowych.
Audi zamknęło fabrykę w Brukseli i wycofało Q8 e‑tron z powodu „globalny spadek zamówień klientów”. Porsche musiało odpisać 3,9 mld euro na korektę strategii EV, a Taycan traci na wartości tak szybko, że dealerzy „odmawiają przyjęcia w rozliczeniu samochodu elektrycznego własnej marki o wysokich osiągach”.

Inny przykład? Proszę bardzo – Rolls‑Royce Spectre i spadek sprzedaży o 44 proc. Mercedes EQS SUV – podobny spadek. Krótko mówiąc, to nie jest rynek, na którym chce się debiutować z pięciometrowym SUV‑em za setki tysięcy euro – ocenia część branży.
A jednak Bentley próbuje inaczej
Bentley (Grupa Volkswagen) jest w lepszej sytuacji niż większość konkurentów. W 2025 roku firma zanotowała siódmy z rzędu rok zysku – 216 mln euro (ok. 928 mln zł). To jednak aż 42 proc. mniej niż rok wcześniej. Marka inwestuje w elektryfikację zakładu w Crewe, ale jednocześnie zwolniła 275 pracowników i przesunęła pełną elektryfikację gamy z 2030 na 2035 rok.
Walliser tłumaczy tę ostrożność: „Poszukiwacze technologii (…) chcieli mieć samochody, które wyglądają inaczej. Teraz ludzie tego nie chcą. Chcą po prostu mieć samochód”. Bentley nie chce rewolucji – chce ewolucji. Torcal ma być „kropką” Bentleya, a nie „Bentleyem elektrycznym”.
Konkurencja: kto naprawdę walczy o klienta?
W segmencie luksusowych elektrycznych SUV‑ów Torcal będzie rywalizował przede wszystkim z:
• Mercedes EQS SUV – ceny od ok. 120 tys. euro (ok. 516 tys. zł).
• BMW iX M60 – ok. 140 tys. euro (602 tys. zł).
• Audi Q8 e‑tron (wycofywany z rynku) – ok. 90 tys. euro (387 tys. zł).
• Porsche Taycan Cross Turismo – ok. 160 tys. euro (688 tys. zł).
• Rolls‑Royce Spectre – ok. 400 tys. euro (1,72 mln zł).
• Ferrari Luce – 586 600 dolarów, czyli ok. 540 tys. euro (2,32 mln zł).
Bentley nie podał jeszcze ceny Torcala, ale biorąc pod uwagę pozycjonowanie Bentaygi (od ok. 200 tys. euro, czyli 860 tys. zł), można spodziewać się kwoty w okolicach 220-250 tys. euro, czyli 946 tys. – 1,075 mln zł. To segment, w którym klienci kupują emocje, prestiż i markę – a nie tylko specyfikację. Dlatego Bentley może mieć przewagę nad markami, które próbowały zbyt mocno „odciąć się” od swoich spalinowych korzeni.
Czy Torcal odniesie sukces?
Paradoksalnie, choć rynek luksusowych EV w Europie i USA się kurczy, w Azji zaczyna się odbudowywać. Wired zauważa, że Ferrari Luce – mimo fatalnego przyjęcia na Zachodzie – w Chinach sprzedało całą roczną pulę 88 sztuk od ręki. Bentley liczy na podobny efekt.
Torcal nie jest futurystycznym eksperymentem. To ostrożny, konserwatywny krok w stronę elektryfikacji – dokładnie taki, jakiego oczekują dziś klienci Bentleya. Jeśli marka z Crewe w Wielkiej Brytanii dobrze wyczuje nastroje rynku, może okazać się, że w czasach kryzysu właśnie rozsądek będzie największym atutem luksusu.
Oskar Włostowski






