W skrócie:
- Jeszcze kilka lat temu producenci prześcigali się w zapowiedziach nowych elektryków
- Dziś część z tych projektów znika, zanim trafi na rynek, a inne kończą życie szybciej, niż zakładano
- Korekta elektromobilnych ambicji jest podyktowana różnymi przesłankami, głownie ekonomicznymi
- W gronie bateryjnych aut odchodzących do lamusa jest m.in. BMW, Honda, Lamborghini i Tesla
Znikające projekty EV
Najbardziej spektakularne są przypadki aut, które miały być symbolem nowej ery, a zakończyły się na etapie planów. Sony Honda Mobility Afeela to przykład projektu, który miał łączyć motoryzację z elektroniką użytkową. Japońska firma elektroniczna miała połączyć siły z uznanym producentem aut i zaprezentować coś wyjątkowego.

Zapowiadano ceny na poziomie ok. 320 tys. zł, zaawansowane systemy autonomiczne i pełną integrację cyfrową. Mimo gotowych prototypów i planów debiutu w 2026 roku projekt został wstrzymany.

Wśród aut, które nie ujrzą przyszłego roku, znajduje się także Lamborghini Lanzador – elektryczne gran turismo o mocy ponad 1300 KM. Samochód miał trafić na rynek pod koniec dekady, ale został odłożony na przyszłość, bez konkretnej daty. Powód był prosty: brak zainteresowania klientów segmentu ultra-premium. Wciąż wolą oni ryk ośmiu czy dwunastu cylindrów, napędzanych benzyną bezołowiową, ewentualnie z elektrycznym wsparciem w formie układu hybrydowego.
Modele przejściowe, które kończą misję
BMW i4 to nieźle znane także z naszych dróg czterodrzwiowe coupe o mocy do 544 KM (w wersji M50) i zasięgu sięgającym 590 km WLTP. Model pojawił się w 2021 roku jako elektryczna adaptacja platformy spalinowej. Dziś jego miejsce ma zająć nowa generacja oparta o Neue Klasse.
Podobną rolę pełnił BMW iX, flagowy SUV o mocy do 619 KM (wersja M60) i baterii o pojemności brutto ponad 111 kWh. Auto było demonstracją technologii, ale jego kariera w obecnej formie się kończy, bo BMW przechodzi na nową architekturę.

Tych aut nie można uznać za nieudane. Spełniły swoją rolę na rynku i nie brakuje klientów, którzy są z nich zadowoleni. Były jednak etapem przejściowym między erą spalinową a elektryczną, a ich konstrukcja wymuszała pewne kompromisy. Teraz technologia się rozwinęła, więc ich miejsce w salonach zajmą bardziej zaawansowane modele, oferujące większy zasięg, lepsze zarządzanie energią czy korzystniej rozplanowane wnętrze.
Podobnie dzieje się w Kii w przypadku modelu Niro EV. Ten udany rodzinny samochód ustępuje miejsca nowym modelom EV4 i EV5.
Tesla żegna pionierów
Zmiany widać także w marce nazywanej czasem pionierem elektromobilności. Tesla Model S to jeden z najdłużej produkowanych elektryków na rynku, obecny od 2012 roku. W topowej wersji Plaid oferuje ponad 1000 KM i przyspieszenie do 100 km/h w 2,1 s.

Obok niego funkcjonuje Tesla Model X – SUV z charakterystycznymi drzwiami Falcon Wing, również dostępny w wersji Plaid o mocy przekraczającej 1000 KM. Obydwa modele są teraz dostępne w limitowanych wersjach na pożegnanie (których… nie można łatwo sprzedać, jeśli nie chce się płacić kary od producenta). Co ciekawe, o następcach póki co się nie mówi, a marka mocniej skłania się ku innym biznesowym inicjatywom (oprogramowanie, robotaxi itd.) niż ku dalszej produkcji nowych samochodów.
Modele wycofywane lub ograniczane regionalnie
Niektóre auta nie znikają globalnie, ale tracą znaczenie na konkretnych rynkach. Volkswagen ID.4 to jeden z najważniejszych elektryków Volkswagena, oferujący baterie o pojemności do 77 kWh i zasięg do 520 km WLTP.
Model pozostaje kluczowy w Europie i notuje tu świetne wyniki, ale jego sprzedaż w USA się kończy. Podobnie z Volvo EX30. To pokazuje, że producenci muszą dopasowywać swoją strategię do konkretnych rynków.

Za Oceanem żegnamy także Chevroleta Bolta czy Hyundaia Ioniqa 6.
Dlaczego te auta znikają
Niemal codziennie donosimy o premierach nowych aut elektrycznych – ale nieuniknione jest to, że coraz częściej będziemy też mówić o końcu kariery takiego czy innego samochodu. Na etapie przedprodukcyjnym znikają przede wszystkim projekty zbyt drogie i zbyt ryzykowne. Z salonów znikają za to modele przejściowe, ustępując miejsca autom nowej ery, całkowicie odrzucającym spalinowy rodowód.
Rynek EV przestaje być polem eksperymentów. Dziś liczy się skala, koszt baterii, efektywność produkcji i zdolność konkurowania z chińskimi producentami. Modele, które tego nie zapewniają, nie mają miejsca w długoterminowej strategii. Dlatego zamiast gwałtownego odwrotu od elektryfikacji mamy raczej jej „oczyszczenie”. Zostają auta, które są w stanie się obronić. A schodzące modele często można… kupić w dobrych cenach.
Piotr Sobczyk






