Technologia

BYD: 1000 km na jednym ładowaniu? Ultra zasięgi widać na horyzoncie

Przekroczenie zasięgowej granicy 1000 km na bateriach, jest kwestą niedługiego już czasu
Źródło zdjęcia: Mercedes

Wyścig o największy zasięg samochodu elektrycznego nabiera tempa. Chiński gigant BYD zapowiada baterię nowej generacji zdolną do przejechania ponad 1000 km na jednym ładowaniu, a europejskie testy pokazują, jak zasięg wygląda w realnej jeździe. Sprawdzamy, ile naprawdę potrafią dziś elektryki sprzedawane w Polsce i które modele są najbliżej przełomowej bariery tysiąca kilometrów.

W skrócie:

  • BYD zapowiada baterię nowej generacji zdolną do przejechania w chińskim cyklu testowym CLTC ponad 1000 km na jednym ładowaniu
  • Pierwsze generacji tej baterii oferowała około 600 km zasięgu w tym samym standardzie
  • Nowa bateria o mocy ok. 150 kW ma trafić m.in. do marki Yangwang i modelu U7
  • W czołówce europejskich długodystansowców jest Mercedes EQS, który w najlepszej konfiguracji oferuje ponad 700 km zasięgu w procedurze WLTP

BYD z długodystansową wizją

Rynek samochodów elektrycznych rozwija się dziś nie tylko w tempie kolejnych premier modeli, lecz przede wszystkim w wyścigu technologicznym o baterie trakcyjne. To właśnie one decydują o najważniejszym parametrze dla wielu kierowców, czyli o zasięgu. Najnowsza zapowiedź chińskiego koncernu BYD sugeruje, że granica 1000 km na jednym ładowaniu może przestać być futurystyczną wizją.

Według serwisów Electrek oraz Car News China producent pracuje nad drugą generacją akumulatorów Blade Battery. Nowe ogniowo ma trafić m.in. do luksusowej marki Yangwang i modelu U7. Jak poinformował Zheng Yu, dyrektor produktu marki Yangwang, nowa generacja akumulatora pozwoli osiągnąć „ultra długi zasięg elektryczny na poziomie 1006 km” w chińskim cyklu testowym CLTC. To ogromny skok względem pierwszej generacji tej baterii, która oferowała około 600 km zasięgu w tym samym standardzie – chwali się producent.

„Niemożliwy trójkąt”

Chińczycy twierdzą przy okazji, że rozwiązanie ma rozwiązać tzw. „niemożliwy trójkąt” elektromobilności, tj. wysoką wydajność, duży zasięg i bardzo szybkie ładowanie. Według przedstawicieli marki ma to być możliwe dzięki nowej architekturze wysokiego napięcia, ulepszonemu systemowi zarządzania temperaturą oraz samej baterii o mocy 150 kW. Jak podaje Electrek, w przeliczeniu na europejską procedurę WLTP zasięg przekroczyłby, mniej więcej, 900 km, a według amerykańskiego standardu EPA wynosiłby około 725 km, czyli całkiem nieźle!

To jednak nie jedyna ambitna deklaracja z obozu BYD. Luksusowa submarka Denza zapowiada, że jej model Z9 GT (z tą samą baterią – przyp. red.) może osiągać nawet 1036 km zasięgu w cyklu CLTC. Jeśli te wartości przełożą się na rzeczywistość choćby w części, to może to oznaczać poważną zmianę w postrzeganiu samochodów elektrycznych jako aut wyłącznie miejskich.

Zasięg w katalogu a zasięg w realnej jeździe

W praktyce najważniejsze pytanie brzmi jednak nie tyle „ile deklaruje producent”, lecz „ile da się przejechać naprawdę”. Odpowiedzi na to pytanie od kilku lat szukają europejscy dziennikarze motoryzacyjni w teście EcoBest Challenge organizowanym przez organizację AutoBest.

Podczas ubiegłorocznej edycji piętnaście „elektryków” przejechało trasy w normalnym ruchu drogowym wokół Mediolanu – 55 proc. po autostradach, 25 proc. po drogach krajowych i 20 proc. w mieście. Samochody jechały do pełnego rozładowania baterii, a wyniki rejestrowano przy pomocy specjalnej aplikacji monitorującej zużycie energii. Test miał jak najlepiej odzwierciedlać realne warunki użytkowania samochodu.

Opisywaliśmy wówczas, że największym zasięgiem popisało się Audi A6 Sportback e-tron, które przejechało 556 km. Elektryczna limuzyna korzysta z akumulatora o pojemności 94,9 kWh i architektury 800 V, która pozwala także na bardzo szybkie ładowanie. Drugie miejsce zajęła Tesla Model 3 Long Range z wynikiem 544 km, a trzecie nowa Kia EV3, która w realnym ruchu pokonała 501 km.

W dalszej części stawki znalazły się m.in. Škoda Elroq (487 km), Peugeot e-3008 (451 km) oraz Renault 5 E-Tech Electric (346 km). Zestawienie zamknęła Dacia Spring, która zatrzymała się po 219 km.

Test pokazał również ciekawą zależność: realny zasięg aut elektrycznych wynosił średnio około 90 proc. wartości deklarowanej w cyklu WLTP. To wynik znacznie bliższy rzeczywistości niż starsze normy homologacyjne stosowane jeszcze kilka lat temu.

Największe zasięgi w Polsce

Jeśli spojrzymy na dane homologacyjne WLTP dla modeli sprzedawanych w Polsce, to liderzy długodystansowej jazdy elektrycznej są dziś dobrze znani. Wśród samochodów dostępnych na rynku bardzo wysokie wartości osiąga choćby EQS od Mercedesa, który w najlepszej konfiguracji oferuje ponad 700 km zasięgu WLTP. Bardzo blisko znajduje się też Model S Long Range od Tesli przekraczający 630 km.

Do grona e-aut o zasięgu przekraczającym 600 km należą także BMW i7, Hyundai Ioniq 6 czy Tesla Model 3 Long Range. W segmencie bardziej popularnych modeli coraz częściej pojawiają się auta oferujące ponad 500 km, jak Kia EV6, Volkswagen ID.7 czy Skoda Enyaq w wersji z największą baterią.

To oznacza, że jeszcze kilka lat temu dystans uznawany za psychologiczną barierę dla elektromobilności, tj. 500 km, a stał się dziś w wielu przypadkach standardem.

1000 km normą?

Deklaracje producentów sugerują, że w najbliższych latach może rozpocząć się kolejny etap rozwoju baterii. Producenci pracują nad nowymi chemikaliami ogniw, architekturą 800 V, a także nad bardziej wydajnymi systemami chłodzenia i zarządzania energią.

Jeżeli kolejne, nowe technologie ogniw faktycznie trafią do produkcji seryjnej, a trafią, to elektryki o zasięgu zbliżonym do 1000 km przestaną być wyjątkiem w segmencie premium. W praktyce oznaczałoby to możliwość przejechania z Warszawy do Berlina i z powrotem bez ładowania.

Na razie rzeczywistość jednak jest taka, że nawet najbardziej zaawansowane modele w realnych warunkach osiągają około 500-600 km, ale dla wielu kierowców to i tak już dystans w pełni wystarczający.

Oskar Włostowski

REKLAMA