Sygnalizator świetlny dla OSP

Strażak na „bombach”, ale bez przywilejów. 700 tys. ochotników czeka na zielone światło

W toku prac sejmowych projekt ma zostać uzupełniony o sankcje dla osób, które używałyby zielonego sygnalizatora bezpodstawnie
Źródło zdjęcia: OSP Radość, facebook

Jeszcze przed wakacjami projekt ustawy wprowadzającej zielone, błyskowe sygnalizatory do prywatnych aut strażaków OSP ma trafić na biurko prezydenta. Przepisy zostały zaakceptowane w MSWiA i wkrótce rozpoczną sejmową ścieżkę. Zielone światło ma pomóc w dojeździe do remizy, ale nie da strażakom żadnych drogowych przywilejów. Projekt budzi sporo kontrowersji.

W skrócie:

  • Strażacy ochotnicy (OSP) będą dojeżdżać do remiz, używając zielonego znaku świetlnego we własnym aucie
  • Pojazd tak oznakowany nie będzie uprzywilejowany w rozumieniu przepisów
  • Inni uczestnicy ruchu drogowego nie będą mieli prawnego obowiązku ustąpienia mu pierwszeństwa
  • Muszą to zrobić wobec m.in. karetki, radiowozu czy wozu strażackiego na sygnałach – dźwiękowych i świetlnych
  • Projekt został zaakceptowany w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, ale budzi sporo emocji
  • W Polsce funkcjonuje ok. 700 tysięcy strażaków – ochotników

Strażak z sygnalizatorem w aucie

Kiedy w dużym mieście zaczyna wyć syrena w remizie, najtrudniejszy bywa nie wyjazd wozu bojowego, lecz wcześniejsze skompletowanie załogi. Druhowie Ochotniczych Straży Pożarnych często muszą przedrzeć się przez poranny lub popołudniowy korek własnymi samochodami. Właśnie w takich sytuacjach – jak ustaliła stacja RMF FM – pomóc ma nowe rozwiązanie legislacyjne, czyli zielony, migający sygnalizator ostrzegawczy montowany w prywatnym aucie strażaka OSP.

Strażak na „bombach”, ale bez przywilejów. 700 tys. ochotników czeka na zielone światło - straz pozarna 01
Ford Ranger na służbie. Fot. Ford

Projekt został zaakceptowany w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) i ma wkrótce trafić do Sejmu, a następnie do podpisu prezydenta. Według cytowanego przez rozgłośnię posła Polski 2050 Bartosza Romowicza, przewodniczącego sejmowej podkomisji stałej ds. rozwoju i promocji OSP, chodzi o jasny sygnał dla innych kierowców: – jadę pomagać, jeśli możesz, to ułatw mi przejazd. Jednocześnie polityk podkreśla, że nowe przepisy nie będą oznaczały „przyzwoitego łamania prawa”.

„Zielone” – jadę na akcję

O pomyśle jako pierwszy informował w styczniu br. branżowy portal Remiza.pl. Serwis pisał wówczas o politycznej zgodzie w koalicji rządowej na prace nad tzw. „zielonym światłem” dla strażaków ochotników. Przypomnijmy, rozwiązanie to funkcjonuje w niektórych regionach Kanady i Stanów Zjednoczonych – bo tam prywatne auta druhów mogą wysyłać zielony sygnał błyskowy w drodze do zdarzenia.

W Polsce projekt nowelizuje ustawę Prawo o ruchu drogowym oraz ustawę o ochotniczych strażach pożarnych. Zapis ma wprost wskazywać, że pojazd przewożący strażaka OSP w celu wzięcia udziału w akcji ratowniczej może wysyłać zielone światło błyskowe. Autorzy zastrzegają jednak, że nie będzie to pojazd uprzywilejowany w rozumieniu przepisów.

Kluczowa różnica

Jak przypomina portal Policja.pl w materiale dotyczącym uprawnień pojazdów uprzywilejowanych, zgodnie z kodeksem drogowym takim pojazdem jest ten, który wysyła jednocześnie niebieskie światła błyskowe oraz sygnał dźwiękowy o zmiennym tonie i porusza się z włączonymi światłami mijania lub drogowymi. Tylko spełnienie wszystkich tych warunków nadaje kierowcy szczególne uprawnienia.

Może on – oczywiście z zachowaniem szczególnej ostrożności – nie stosować się do ograniczeń prędkości, znaków, sygnałów świetlnych czy zasad dotyczących zatrzymania i postoju. Może wjechać na skrzyżowanie na czerwonym świetle, poruszać się pod prąd czy wyprzedzać w miejscach objętych zakazem – dodaje Komenda Główna Policji.

Zielony sygnalizator dla OSP nie będzie spełniał tej definicji. Nie będzie mu towarzyszył sygnał dźwiękowy o zmiennym tonie, a sam kolor, czyli inny niż zastrzeżony dla służb, tj. niebieski i czerwony, ma pełnić wyłącznie funkcję informacyjną.

Kierowca z takim światłem nadal będzie zobowiązany do przestrzegania wszystkich przepisów ruchu drogowego. Inni uczestnicy ruchu nie będą mieli prawnego obowiązku ustąpienia mu pierwszeństwa, tak jak muszą to zrobić wobec karetki, radiowozu czy wozu strażackiego na sygnałach.

Bez szczególnego statusu

Dziś system sygnałów świetlnych i dźwiękowych w służbach mundurowych jest precyzyjnie opisany w prawie. Przypomnijmy – niebieskie światła błyskowe w połączeniu z modulowanym sygnałem dźwiękowym oznaczają pojazd uprzywilejowany biorący udział w akcji ratowania życia, zdrowia lub mienia.

Czerwone światło błyskowe, używane dodatkowo w kolumnach pojazdów, zabezpiecza przejazd najważniejszych osób w państwie. Sam sygnał świetlny bez dźwięku nie nadaje pojazdowi szczególnego statusu. Właśnie w tę lukę wpisuje się koncepcja „green lights”, jako wyraźnego, ale nieuprzywilejowanego komunikatu.

Projekt z emocjami

O ile nikt nie kontestuje potrzeby szybkiego dojazdu strażaków do jednostki, to jednak sam projekt budzi emocje. W sondzie przeprowadzonej przez Remiza.pl w mediach społecznościowych 805 z 1127 respondentów opowiedziało się za wprowadzeniem zielonego światła, 274 było przeciw, a 48 nie miało zdania. Niemniej w komentarzach powtarza się jeden postulat – jeśli rozwiązanie wejdzie w życie, musi mu towarzyszyć jasny system kar za nadużycia.

I tu ustawodawca zapowiada doprecyzowanie przepisów. Jak wynika z informacji RMF FM, w toku prac sejmowych projekt ma zostać uzupełniony o sankcje dla osób, które używałyby sygnalizatora bezpodstawnie. Mowa o mandatach i punktach karnych. To odpowiedź na obawy, że zielone światło mogłoby stać się sposobem na omijanie korków czy demonstracyjne wymuszanie pierwszeństwa.

700 tys. strażaków w OSP

Istotny jest również aspekt finansowy. Sygnalizator druhowie będą musieli kupić sami. Jak przekonywał w rozmowie z RMF FM poseł Romowicz, koszt urządzenia to kilkanaście złotych na zagranicznych platformach zakupowych i około czterdziestu złotych w polskich sklepach. Skala wydatku jest więc symboliczna, ale to rodzi kolejne pytanie, jak zapewnić jednolity standard urządzeń, by na drogach nie pojawiła się feeria przypadkowych, słabo widocznych lampek?

Tym bardziej, że w Polsce działa ponad 16 tysięcy jednostek OSP, skupiających – według danych przywoływanych w debacie publicznej – ponad 700 tysięcy strażaków ochotników. W wielu gminach to oni jako pierwsi docierają na miejsce wypadku czy pożaru. Jeśli zielone światło rzeczywiście skróci czas kompletowania obsady i wyjazdu wozu, może przełożyć się na realne sekundy w walce o życie.

Ale warunek jest jeden – kierowcy muszą wiedzieć, co oznacza zielony błysk w lusterku. Bo bez szerokiej kampanii informacyjnej nawet najlepszy przepis pozostanie martwy.

Oskar Włostowski

REKLAMA