W skrócie:
- Koszty napraw w Niemczech rosną w tempie, które zaczyna realnie wpływać na decyzje zakupowe kierowców
- Zjawisko wpływa też nam wysokość ubezpieczeniowych składek
- Dlaczego jest drogo? Wpływ na ceny ma wszechobecna elektronika
- Najdroższy w zestawieniu ADAC i OLX okazał się Volkswagen Golf – ponad 2400 euro brutto za kompletną „operację” naprawy
- W przypadku MG4 koszt spadł poniżej 1000 euro
- Producenci powinni projektować systemy bardziej przyjazne naprawom, czyli tak, by można było wymienić np. sam klosz reflektora, a nie cały moduł za kilka tysięcy euro – podkreśla ADAC
- W Polsce w 2024 roku 33% kierowców zapłaciło za ostatnią naprawę ponad 2000 zł, czyli niemal dwukrotnie więcej niż w 2023 r.
Ile kosztuje dziś serwis
Niemiecki automobilklub ADAC w najnowszym nie owija w bawełnę i stawia tezę, że „mała szkoda, to horrendalne koszty”. Eksperci organizacji przeanalizowali 21 modeli samochodów i zasymulowali trzy typowe sytuacje z codziennego życia kierowcy, tj.: parkingowe uszkodzenie przodu, tyłu oraz wymianę przedniej szyby po uderzeniu kamieniem. Kosztorysy przygotował niezależny rzeczoznawca przy użyciu profesjonalnego oprogramowania, czyli tak jak zrobiłby to autoryzowany serwis producenta.
Wyniki pokazują skalę problemu. Wymiana przedniej szyby, która jeszcze kilka lat temu kosztowała kilkaset euro, dziś niemal zawsze oznacza wydatek czterocyfrowy. Powód? Nowoczesne auta mają w szybie zintegrowane kamery systemów asystujących – od automatycznych świateł drogowych po asystenta pasa ruchu – które po montażu trzeba ponownie skalibrować – przyp. red.
Za co płacimy?
Najdroższy w zestawieniu okazał się Volkswagen Golf – ponad 2400 euro brutto za kompletną „operację” naprawy. Dla porównania w przypadku MG4 koszt spada poniżej 1000 euro. Zaskakująca okazała się też różnica między Suzuki Swace a Toyotą Corollą – konstrukcyjnie to bliźniacze modele produkowane na tej samej linii w Wielkiej Brytanii, a jednak szyba do Suzuki jest o ponad 200 euro droższa!

Jeszcze bardziej spektakularne są rachunki za uszkodzenie przodu auta. W symulacji ADAC konieczna była wymiana reflektora i zderzaka. W przypadku Fiat 500 koszty wyniosły niespełna 3000 euro. Tymczasem BMW 330e dobiło niemal do 8000 euro. Kluczowy okazał się laserowy reflektor (dziś już wycofany z oferty producenta), którego cena netto sięgała około 3300 euro za sztukę. Dla porównania reflektor LED oznaczałby oszczędność rzędu 1700 euro.
Również naprawa tyłu pojazdu potrafi zaboleć. W analizowanym scenariuszu wymieniano zderzak z czujnikami. Tu niespodzianką była Tesla Model Y, która wypadło „relatywnie tanio” – około 2800 euro. Producent nie stosuje w tylnej części dodatkowych czujników, opierając systemy wsparcia na kamerach.
Z kolei Golf znów znalazł się wśród najdroższych – nie tylko ze względu na stawki robocizny, ale też dlatego, że zgodnie z procedurą producenta trzeba wymienić dwa sterowniki (po 674 euro netto każdy), choć w symulacji uszkodzony był tylko jeden. Jak wskazuje ADAC, wynika to z przyjętego planu napraw, który nie dopuszcza łączenia starego i nowego modułu.
Wymiana a nie naprawa
Organizacja zwraca też uwagę na praktykę zakazywania naprawy zderzaków i nakazywania ich wymiany. Argumentem ma być ryzyko nieprawidłowego działania czujników po ponownym lakierowaniu. Problem w tym, że nowe elementy i tak trafiają do lakiernika, bo dostarczane są jedynie w podkładzie.
Zdaniem ADAC producenci powinni projektować systemy bardziej przyjazne naprawom, czyli tak, by można było wymienić np. sam klosz reflektora, a nie cały moduł za kilka tysięcy euro. To kwestia nie tylko kosztów, ale i ekologii.
Rosnące rachunki widać również w Polsce. Jak informował w październiku 2025 r. Business Insider Polska, powołując się na badanie OLX przeprowadzone przez SW Research, już 33 proc. kierowców zapłaciło za ostatnią naprawę ponad 2000 zł, czyli niemal dwukrotnie więcej niż w 2023 r. Tylko 35 proc. zmieściło się w kwocie poniżej 1000 zł, podczas gdy dwa lata wcześniej było to 54 proc.
Badanie pokazuje też emocjonalny wymiar problemu. 36 proc. kierowców deklaruje stres w związku z awarią auta, 27 proc. – niepokój i irytację. Najbardziej zestresowani są kierowcy w wieku 25–44 lata, czyli ci, którzy z auta korzystają najintensywniej zawodowo.
Używki w cenie
W odpowiedzi na drożyznę rośnie zainteresowanie częściami używanymi. Z danych cytowanych przez Business Insider Polska wynika, że już 49 proc. kierowców korzystało z oryginalnych części z drugiej ręki – ponad dwa razy więcej niż w 2023 r. Aż 75 proc. badanych uważa je za realną alternatywę dla nowych, a 69 proc. dostrzega ich ekologiczny wymiar.

Co istotne, decyzje coraz częściej zapadają poza autoryzowanymi serwisami. 40 proc. kierowców naprawia auto u znajomego mechanika, 29 proc. w prywatnych warsztatach, a tylko 16 proc. wybiera ASO. Dla 71 proc. kluczowa jest opinia mechanika – to on w 68 proc. przypadków rekomenduje zastosowanie części używanych.
Wnioski z Niemiec i Polski układają się w spójną całość. Samochody są coraz bardziej zaawansowane technologicznie, naszpikowane czujnikami i elektroniką, co poprawia bezpieczeństwo i komfort, ale sprawia, że nawet drobna szkoda generuje lawinę kosztów. A skoro rachunki rosną, rosną też składki ubezpieczeniowe. Pytanie, czy producenci znajdą równowagę między technologicznym wyścigiem a zdrowym rozsądkiem w projektowaniu aut, które da się naprawić bez finansowej katastrofy.
Oskar Włostowski
