Rynek wtórny na akumulatorach

Paliwo drożeje, kierowcy uciekają do prądu. Używane BEV poszukiwane

Wojna z Iranem właśnie dokonała tego, czego nie udało się osiągnąć przez dekadę polityki klimatycznej – zmieniła samochody na elektryczne - pisze w analizie EBM
Źródło zdjęcia: elektromobilni.pl

Rosnące ceny paliw – od Australii po Europę i USA – wywołały gwałtowny zwrot w stronę używanych samochodów elektrycznych. Jak wynika z analiz Australian Financial Review, Reuters i European Business Magazine, popyt na e-auta z rynku wtórnego rośnie szybciej, niż rynek jest w stanie je dostarczyć. Co ciekawe, to nie chwilowa moda, ale przyspieszenie trendu, który dojrzewał od lat – oceniają eksperci.

W skrócie:

  • Rosnące ceny paliw wywołały gwałtowny zwrot w stronę używanych samochodów elektrycznych
  • Popyt na e-auta z rynku wtórnego rośnie szybciej, niż rynek jest w stanie je dostarczyć
  • Dlaczego rynek wtórny reaguje najszybciej?
  • Są trzy powody: niższa o 30-40% cena zakupu, natychmiastowa dostępność oraz rosnące zaufanie do technologii baterii

Używane BEV – eksploatacja w cenie

Gwałtowne podwyżki cen paliw, wywołane wojną w Iranie i zakłóceniami dostaw ropy, w kilka tygodni zmieniły zachowania kierowców bardziej niż lata polityk klimatycznych. Zjawisko to widać szczególnie wyraźnie na rynku używanych samochodów elektrycznych, który – jak opisuje Australian Financial Review (AFR) – na Antypodach urósł ponad dwukrotnie w ciągu zaledwie jednego miesiąca.

AFR podkreśla, że liczba ofert zaczęła jednocześnie spadać, co oznacza szybkie „wchłanianie” dostępnych pojazdów przez rynek. To klasyczna reakcja popytu na szok cenowy, tzn. kierowcy szukają tańszej w eksploatacji alternatywy wobec aut spalinowych.

Bliskowschodni impuls

Impuls jest oczywisty. Konflikt na Bliskim Wschodzie zaburzył globalny handel ropą, a ceny benzyny w wielu krajach osiągnęły poziomy, które jeszcze niedawno wydawały się nie do zaakceptowania. W Europie – jak podaje Reuters, powołując się na dane Komisji Europejskiej – średnia cena litra benzyny wzrosła o 12 proc., do 1,84 euro. W niektórych krajach przekroczenie psychologicznej bariery 2 euro za litr natychmiast przełożyło się na wzrost zainteresowania „elektrykami”. Platformy OLX notują skok zapytań o BEV o 39-54 proc. w zależności od rynku, a francuski Aramisauto niemal podwoił udział sprzedaży elektryków w ciągu trzech tygodni — z 6,5 proc. do 12,7 proc.

Podobne sygnały płyną z północy Europy. Norweski Finn.no informuje, że e-auta stały się najlepiej sprzedającym się typem napędu, wyprzedzając diesle. W Szwecji Blocket odnotował 11‑procentowy wzrost sprzedaży EV w pierwszej połowie marca, a liczba odsłon ogłoszeń wzrosła o 17 proc. W Niemczech, jak podaje Reuters, udział wyszukiwań aut elektrycznych na platformie mobile.de (popularnej także w wersji polskiej – przyp. red.) potroił się – z 12 do 36 proc. – a dealerzy otrzymują o 66 proc. więcej zapytań niż miesiąc wcześniej.

Zmiana preferencji wpływa na rynek

Dlaczego akurat rynek wtórny reaguje najszybciej? AFR wskazuje trzy powody: niższą cenę zakupu (nawet o 30-40 proc. względem nowych modeli), natychmiastową dostępność oraz rosnące zaufanie do technologii baterii. To właśnie ta kombinacja sprawia, że dla wielu kierowców używany „elektryk” staje się pierwszym realnym wejściem w elektromobilność. W przeciwieństwie do nowych aut, na które trzeba czekać miesiącami, samochody z drugiej ręki można kupić od ręki – co w czasach gwałtownych zmian cen paliw ma ogromne znaczenie.

Zmiana preferencji kierowców zaczyna wpływać na cały rynek motoryzacyjny. Reuters opisuje, że udział aut spalinowych w sprzedaży Aramisauto spadł z 34 do 28 proc., a diesli – z 14 do 10 proc. W Australii, jak podaje AFR, ceny niektórych używanych modeli elektrycznych zaczęły rosnąć, podczas gdy auta spalinowe tanieją. To odwrócenie trendu, który jeszcze kilka lat temu wydawał się nie do pomyślenia – to auta bateryjne szybciej traciły na wartości, a rynek wtórny był w powijakach.

Kryzys to katalizator

Najmocniej wybrzmiewa jednak analiza European Business Magazine (EBM), która stwierdza wprost: „Wojna z Iranem właśnie dokonała tego, czego nie udało się osiągnąć przez dekadę polityki klimatycznej – zmieniła samochody na elektryczne”. Według EBM zapytania o EV na Autotraderze wzrosły o 28 proc. miesiąc do miesiąca, a udział elektryków w zapytaniach osiągnął rekordowe 19,5 proc.

W Niemczech ruch związany z EV na platformach dealerskich wzrósł o 40 proc. W USA, gdzie benzyna w niektórych miejscach przekroczyła 6 dolarów za galon, zainteresowanie pojazdami zelektryfikowanymi – według danych Edmunds – skoczyło do 22,4 proc. całej aktywności badawczej kierowców.

EBM zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt, a mianowicie to, że obecny kryzys paliwowy działa jak katalizator, który przyspiesza proces i tak już widoczny. W przeciwieństwie do lat 70., gdy kierowcy przesiadali się na mniejsze auta, dziś alternatywa jest gotowa – to dojrzały rynek wtórny EV, spadające ceny, certyfikaty stanu baterii i infrastruktura ładowania, która w wielu krajach przestała być barierą.

Używane „elektryki” mają się coraz lepiej

Czy to trwały trend? AFR podkreśla, że zainteresowanie EV rosło już wcześniej, a obecny szok cenowy jedynie przyspieszył decyzje zakupowe. Reuters zauważa, że sprzedaż używanych elektryków reaguje na zmiany cen paliw szybciej niż rynek nowych aut, a EBM dodaje, że globalna niestabilność rynku ropy nie zniknie nawet po zakończeniu konfliktu, bo zniszczona na skutek działań wojennych infrastruktura w regionie będzie odbudowywana latami.

A to oznacza, ni mniej, ni więcej, że używane samochody elektryczne stają się masowym, dostępniejszym wejściem w elektromobilność. A jeśli ceny paliw pozostaną wysokie, ten segment może w najbliższych latach stać się jednym z głównych motorów transformacji całej branży.

Oskar Włostowski

REKLAMA