W skrócie:
- Senat nie wniósł poprawek do nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym, która drastycznie zaostrza kary za wykroczenia na przejazdach kolejowych
- Za wjazd przy zamkniętych rogatkach lub czerwonym świetle kierowcy stracą prawo jazdy na trzy miesiące
- Wprowadzono również obligatoryjny zakaz prowadzenia pojazdów w przypadku spowodowania wypadku lub katastrofy
- Statystyki Komendy Głównej Policji pokazują wyraźnie, że w miażdżącej większości przypadków za tragedie odpowiadają sami kierujący
Konsekwentne zaostrzenie przepisów w parlamencie
Za przyjęciem bez poprawek nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym zagłosowało 91 senatorów, za było 90, nikt nie był przeciw, a jedna osoba się wstrzymała. To kluczowy moment legislacyjny, który oznacza, że nowe rygorystyczne przepisy przeszły już przez Sejm i Senat. Ostatnim krokiem jest podpis prezydenta, po którym nowe prawo wejdzie w życie. Ustawa ma na celu ograniczenie brawury kierowców, dla których przejazd kolejowy wciąż bywa miejscem ryzykownych manewrów.
Resort infrastruktury wielokrotnie podkreślał w uzasadnieniu do projektu, że chociaż zdarzenia na torach stanowią relatywnie niewielki odsetek wszystkich kolizji i wypadków drogowych, to charakteryzują się one nieproporcjonalnie wysoką śmiertelnością. Masa pociągu oraz jego droga hamowania sprawiają, że zderzenie z samochodem osobowym niemal nigdy nie kończy się bez ofiar.
Jakie sankcje czekają na kierowców łamiących przepisy
Nowelizacja wprowadza bezwzględne i dotkliwe sankcje dla kierujących, którzy ignorują sygnały ostrzegawcze. Każdy nieprzepisowy przejazd kolejowy pokonany w momencie, gdy szlabany są zamknięte, opuszczają się lub jeszcze się nie podniosły, będzie wiązał się z natychmiastowym, trzymiesięcznym zatrzymaniem prawa jazdy. Identyczna kara spotka kierowców wjeżdżających na skrzyżowanie dróg z torami przy nadawanym czerwonym świetle oraz w sytuacjach, gdy za torami nie ma miejsca do kontynuowania jazdy, przez co samochód utknąłby na torowisku.
To jednak nie wszystko. Regulacja wprowadza również obligatoryjny zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych w razie spowodowania realnego zagrożenia. Przy skazaniu kierowcy za doprowadzenie do katastrofy lub wypadku na przejeździe kolejowym zakaz ten ma wynosić minimum trzy lata. Z kolei w przypadku sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy sąd będzie orzekał zakaz prowadzenia pojazdów na minimum rok.
Warto przypomnieć, jak wygląda dotychczasowa taryfikacja. Obecnie za wykroczenia w tym obszarze kierowcy otrzymują mandaty w wysokości 2 tysięcy złotych oraz aż 15 punktów karnych. Jeśli ten sam czyn zostanie popełniony ponownie w ciągu dwóch lat, kara rośnie do 4 tysięcy złotych. Nowe przepisy dokładają do tego niezwykle dotkliwy wymiar administracyjny w postaci utraty uprawnień.

Statystyki policyjne nie pozostawiają złudzeń
Skala problemu jest ogromna, co potwierdzają oficjalne dane Komendy Głównej Policji przywoływane przez resort infrastruktury. W 2024 roku na przejazdach kolejowych odnotowano 39 wypadków, w których śmierć poniosły 23 osoby, a 29 zostało rannych. Co alarmujące, wyłączną winę kierującego pojazdem ustalono w 32 przypadkach, co daje ponad 80 procent wszystkich zdarzeń.
Rok później sytuacja niestety nie uległa znaczącej poprawie. Zanotowano wówczas 51 wypadków, w których zginęło 27 osób, a 40 zostało rannych, przy czym winę kierowców stwierdzono w 38 sytuacjach. Z kolei do końca sierpnia 2026 roku odnotowano już 35 wypadków, w których zginęło 16 osób, a 40 odniosło obrażenia. W 30 z tych zdarzeń winę ponosili kierujący samochodami. Liczby te pokazują, że ludzka brawura, pośpiech oraz lekceważenie podstawowych zasad bezpieczeństwa to główne źródła tragedii na styku dróg i kolei.
Co dalej z ustawą
Przyjęcie nowelizacji przez Senat bez poprawek oznacza, że tekst ustawy w niezmienionej formie trafi teraz bezpośrednio na biurko prezydenta. Jeżeli dojdzie do podpisania, to każdy nieostrożny przejazd kolejowy pokonany na czerwonym świetle czy omijający opuszczone półzapory będzie wiązał się z natychmiastową utratą prawa jazdy. Nowe prawo ma zadziałać odstraszająco i zmusić kierowców do zatrzymania się, spojrzenia w lewo i w prawo oraz upewnienia się, że torowisko jest całkowicie wolne.
Redakcja elektromobilni.pl
