W skrócie:
- Skąd wziął się rower w salonie Lexusa i do kogo jest kierowany
- Co kryje się pod logo – rodowód Ridleya Noah Fast 3.0
- Wersje, ceny i osiągi: od 45 do 60 tys. zł
- Gwarancja jak w aucie i wątek elektromobilny
Dlaczego marka premium sprzedaje rowery?
Lexus od lat rozbudowuje ofertę lifestyle’ową – od mebli i akcesoriów po jachty oraz koncepty takie jak np. helikopter. Rower szosowy to kolejny krok w tej strategii, ale wyjątkowo konkretny, gdyż mowa nie o miejskim przecinaku a model z najwyższej sportowej półki. Można go zamówić w salonach w całej Polsce, a czas oczekiwania na egzemplarz to około trzech miesięcy, czyli tyle ile na zwykłe auto.

Co kryje się pod miedziano-czarnym lakierem?
Pod logo Lexusa kryje się Ridley Noah Fast 3.0 – flagowy model aero belgijskiej marki o wyczynowym rodowodzie. To właśnie na takim rowerze ścigała się w 2026 roku grupa Uno-X Mobility, debiutant World Touru, który latem wprowadził Torsteina Træena w żółtą koszulkę lidera Tour de France. Trzecia generacja Noah Fasta to konstrukcja „w 100 proc. aero”. Według producenta przy 50 km/h jest o 8,5 W szybsza od poprzednika, m.in. dzięki dzielonemu widelcowi, który odprowadza turbulentne powietrze od szprych. Lexus dołożył do tego roweru własny akcent – lakier Sonic Copper, czyli miedziano-czarny odcień znany choćby z modelu ES.

Od 45 do 60 tys. zł
Rower Lexusa dostępny jest w dwóch konfiguracjach. Bazowa, z japońskim napędem Shimano Ultegra Di2 w układzie 2×12, to wydatek około 10,5 tys. euro – co w przeliczeniu daje mniej więcej 45 tys. zł. Wersja topowa z bezprzewodowym Shimano Dura-Ace Di2 kosztuje ok. 13,5 tys. euro, czyli w okolicach 58–60 tys. zł, a w cenie otrzymujemy detale w rodzaju siodełka drukowanego w 3D na karbonowych prętach. Wspólny mianownik obu wersji to karbonowa rama, karbonowy kokpit (kierownica zintegrowana z mostkiem) oraz węglowe koła DT Swiss ARC 1400 DICUT. Cała maszyna waży około 8 kg. Dla porównania: najtańszy Lexus na czterech kołach, miejski LBX, startuje od ok. 130 tys. zł.
Lekkość, która robi wrażenie
Miałem okazję przetestować ten rower i od razu czuje się, że nie mamy do czynienia z wolnym sprzętem. Balans, pozycja oraz precyzja prowadzenia w tym przypadku jest na najwyższym poziomie. Dodatkowo elektryczna przerzutka przełącza przełożenia z najwyższą precyzją, niczym sportowa skrzynia biegów, która w milisekundy jest w stanie zmienić przełożenia. Co więcej nawet bez większego przygotowania można rozpędzić ten rower do prędkości rzędu 40-50 km/h i utrzymać tą prędkość. Ma się wręcz wrażenie, że został on stworzony, aby przecinać strugę powietrza tak aby opór aerodynamiczny był jak najmniejszy!

Aero pozycja bierze jeńców
Ma to jednak swoje konsekwencje. Pozycja jaką otrzymujemy w tym rowerze jest wymagająca. Kokpit jest bardzo długi i wyjątkowo wąski – „zawodowo” wąski – co pozwala ułożyć się w mocno aerodynamicznej pozycji, ale wymaga sporej gibkości i „wjeżdżenia” się w rower. Kluczowym elementem przed wyborem wymiaru jest tzw. bikefitting, czyli profesjonalny pomiar – aby jeszcze przed zamówieniem dopasować wielkość ramy, szerokość i długość kokpitu, a po otrzymaniu już swojego wymarzonego sprzętu odpowiednio dopasować wysokość siodła i inne elementy tej skomplikowanej układanki. I choć brzmi to skomplikowanie to można to porównać do wyboru swojej wymarzonej konfiguracji auta. Nie jest prosto ją określić, ale jak się uda to zadowolenie pozostanie na lata.
Z pierwiastkiem DNA Lexusa
Najciekawszy pomost między rowerem a motoryzacją to gwarancja. Lexus obejmuje szosówkę ochroną nawet na 10 lat, czyli dokładnie tak, jak akumulatory trakcyjne w swoich hybrydach i autach elektrycznych, i w przeciwieństwie do samochodów bez limitu przebiegu. Serwis nie odbywa się jednak w stacjach Toyoty i Lexusa. Właściciele szosy trafią do autoryzowanych serwisów rowerowych Ridleya, których w Polsce nie brakuje.

Czy warto?
Rower Lexusa to jednocześnie efektowna ozdoba salonu i realnie szybka maszyna wyścigowa – nietypowe połączenie, które nie każdemu przypadnie do gustu i nie każdemu będzie odpowiadać fizycznie. Dla wyczynowego amatora, który marzył o Noah Faście, to kusząca propozycja z dekadą gwarancji w pakiecie. Dla reszty to raczej luksusowy gadżet. Japończycy zapowiadają jednak, że rowerów w ofercie będzie więcej, także w wersjach bardziej „cywilnych”, a być może i z elektrycznym silnikiem – w końcu to właśnie Toyota reklamuje się jako lider elektromobilności, więc dlaczego nie może być również liderem mikromobilności? To co kupujecie bagażniki rowerowe i szykujecie się na podbój szos?








Maciej Gis
Fot. Autor
