Koreańczycy stawiają na technologię

Hyundai szykuje dużą ofensywę. Tańsze baterie, dłuższa żywotność i nowe systemy

Producent nie obiecuje, że jego auta będą tańsze. Na razie mowa o redukcji kosztu samej baterii, dzięki zastosowaniu nowych ogniw
Źródło zdjęcia: Hyundai

Hyundai szykuje sporą zmianę w technologii swoich elektryków. Od 2027 r. mają pojawić się tańsze ogniwa NCM, a dwa lata później nowy system zarządzania baterią ma wydłużyć jej życie średnio o 20%. Producent rozwija przy okazji własne ogniwa, szybsze ładowanie i system jazdy autonomicznej poziomu 2+.

W skrócie:

  • Hyundai szykuje sporą zmianę w technologii swoich aut elektrycznych
  • Od przyszłego roku mają pojawić się ogniwa NCM. Mają zmniejszyć koszt baterii o 30%
  • Dwa lata później pojawi się nowy system zarządzania baterią wydłużający jej życie średnio o 20%.
  • Producent z Korei rozwija jednocześnie własne ogniwa, szybsze ładowanie i system jazdy autonomicznej poziomu 2+

Hyundai z ogniwami NMC

Akumulator nadal jest jednym z najdroższych elementów samochodu elektrycznego, dlatego producenci walczą już nie tylko o większy zasięg. Równie istotne stają się cena ogniw, ich trwałość i możliwość uzyskania wysokiej mocy ładowania bez przyspieszonego zużywania baterii.

Hyundai przedstawił właśnie kilka konkretnych celów w tych obszarach. Podczas CEO Investor Day 2026 Koreańczycy poinformowali, że od przyszłego roku nowe samochody elektryczne zaczną korzystać z ogniw NCM o średniej zawartości niklu. Według producenta mają one zmniejszyć koszt baterii o około 30%, zachowując osiągi wymagane podczas normalnej eksploatacji.

Tańsza bateria nie oznacza auta tańszego o 30%

To ważne rozróżnienie. Hyundai nie zapowiada, że elektryczny samochód kosztujący dziś 200 tys. zł nagle stanieje do 140 tys. zł. Mowa o redukcji kosztu samej baterii dzięki zastosowaniu nowych ogniw.

Nawet to jest jednak bardzo istotne. Akumulator pozostaje jednym z najdroższych podzespołów elektryka, więc tańsza chemia daje producentowi kilka możliwości: może obniżyć cenę samochodu, zwiększyć pojemność baterii bez podnoszenia ceny albo po prostu poprawić rentowność produkcji.

Hyundai stawia na chemię mid-nickel NCM, czyli ogniwa niklowo-kobaltowo-manganowe z mniejszym udziałem niklu niż w najbardziej wysilonych konstrukcjach high-nickel. Takie rozwiązanie ma być kompromisem pomiędzy ceną, gęstością energii, trwałością i osiągami.

To także kolejny dowód, że branża nie zamierza postawić wyłącznie na jedną chemię. Tańsze ogniwa LFP szybko zdobywają rynek, zwłaszcza w podstawowych samochodach, ale NCM nadal ma przewagę tam, gdzie ważna jest wysoka gęstość energii i ograniczenie masy akumulatora.

Bateria ma też żyć o 20% dłużej

Ciekawsza z punktu widzenia potencjalnego właściciela używanego elektryka może być druga zapowiedź. Hyundai zamierza do 2028 r. rozwinąć swój działający w chmurze system zarządzania baterią. Według firmy ma to wydłużyć średnią żywotność akumulatorów o 20%.

Nie chodzi przy tym wyłącznie o zastosowanie bardziej odpornej chemii. BMS, czyli Battery Management System, na bieżąco kontroluje m.in. temperaturę, napięcie i stan poszczególnych ogniw. Im dokładniej potrafi przewidywać ich zachowanie, tym lepiej może sterować ładowaniem, chłodzeniem i wykorzystaniem dostępnej energii.

Hyundai chce wykorzystać także dane przesyłane do chmury. System ma wcześniej wykrywać nieprawidłowości i lepiej przewidywać starzenie się akumulatora.

Hyundai zaczyna projektować własne ogniwa

Koreańczycy idą jeszcze krok dalej. Hyundai poinformował, że samodzielnie opracował wysokowydajne ogniwa akumulatorowe, które mają oferować ponad dwukrotnie większą moc niż stosowane wcześniej ogniwa high-nickel. Jednocześnie czas ładowania ma zostać skrócony o 40%.

Pierwszym zastosowaniem nowej technologii mają być samochody EREV, które pojawią się w pierwszej połowie 2027 r. To elektryki z dodatkowym silnikiem spalinowym służącym przede wszystkim do zwiększania zasięgu. Hyundai deklaruje, że taki samochód będzie potrzebował akumulatora o pojemności mniejszej niż połowa baterii porównywalnego pełnego elektryka, zachowując charakter jazdy typowy dla auta napędzanego silnikami elektrycznymi.

Jednym z pierwszych modeli ma być Santa Fe EREV przeznaczony m.in. na rynek północnoamerykański. Hyundai zapowiada dla swoich aut tego typu łączny zasięg przekraczający 600 mil, czyli 965 km.

Więcej uwagi Hyundai poświęci bezpieczeństwu

Równolegle rozwijane jest rozwiązanie nazwane Thermal Runaway Protection. Ma ono ograniczać jeden z najpoważniejszych scenariuszy związanych z akumulatorami litowo-jonowymi – przenoszenie się niekontrolowanego przegrzania z jednego ogniwa na następne.

Hyundai twierdzi, że zamiast jedynie opóźniać rozprzestrzenianie się wysokiej temperatury, jego konstrukcja ma blokować ten proces dzięki sposobowi odprowadzania ciepła i fizycznym barierom między ogniwami. Rozwiązanie przeszło ponad 200 testów. Pierwszym modelem korzystającym z tej technologii ma być Genesis GV90.

BMS ma być pierwszą linią zabezpieczenia – wykrywać nieprawidłowości, zanim sytuacja stanie się poważna. TRP ma zadziałać wtedy, gdy trzeba ograniczyć skutki problemu już wewnątrz samego pakietu.

Hyundai z większą samodzielnością

Baterie były tylko jedną częścią dużej prezentacji technologicznej. Hyundai podał również konkretny termin wprowadzenia bardziej zaawansowanego systemu wspomagania kierowcy.

W 2028 r. pierwszy seryjny samochód SDV marki ma otrzymać system jazdy półautonomicznej poziomu 2+ rozwijany wspólnie z Nvidią. Za jego działaniem będzie stać Atria AI, czyli rozwijana przez Hyundai Motor Group sztuczna inteligencja przeznaczona do jazdy zautomatyzowanej. Jeszcze w 2026 r. system ma rozpocząć zbieranie danych na drogach Korei.

Warto przy tym uważać na określenie „autonomiczny”. Poziom 2+ nadal oznacza system wspomagający kierowcę, a nie samochód, w którym można przestać interesować się drogą. Odpowiedzialność za prowadzenie pozostaje po stronie człowieka.

Docelowo Hyundai chce rozwijać tę samą technologię aż do poziomu 4. Pomóc ma skala całej grupy – Hyundai i Kia sprzedają łącznie ponad 7 mln samochodów rocznie, a dane zbierane przez kolejne auta mają służyć do dalszego uczenia systemu.

Na horyzoncie znacznie większa ofensywa

Wszystko to jest częścią dużo większego planu. Do 2030 r. Hyundai chce wprowadzić lub gruntownie odświeżyć ponad 100 modeli, a udział samochodów zelektryfikowanych ma wzrosnąć z 23% sprzedaży w 2025 r. do 60% pod koniec dekady. Globalne możliwości produkcyjne koncernu mają zwiększyć się o 1,27 mln samochodów rocznie.

Piotr Sobczyk

REKLAMA