W skrócie:
- Stellantis przygotowuje jedną z największych zmian strategii od czasu powstania grupy
- Plan zakłada wyraźne uprzywilejowanie czterech marek: Jeep, Ram, Peugeot oraz Fiat
- To marki o największym znaczeniu globalnym i najwyższej rentowności
- Stellantis mierzy się obecnie z wyraźnymi wyzwaniami zarówno w Europie, jak i w USA
- Dodatkowym obciążeniem była korekta planów grupy dotyczących elektromobilności
Stellantis stawia na rentowność
Według ustaleń Reutersa, prezes Antonio Filosa, który zarządza koncernem od czerwca 2025 r., zamierza skoncentrować finansowanie przede wszystkim na markach o największym znaczeniu globalnym i najwyższej rentowności. Oznacza to przesunięcie środków w stronę czterech filarów grupy: chodzi o marki Jeep, Ram, Peugeot oraz Fiat.

To wyraźna zmiana względem podejścia poprzedniego zarządu, kierowanego przez Carlosa Tavaresa, który stawiał na bardziej równomierny podział inwestycji pomiędzy wszystkie marki wchodzące w skład koncernu. Dziś priorytetem staje się efektywność i koncentracja na tych częściach biznesu, które generują największą sprzedaż i zyski.
14 marek – ale nie wszystkie równie ważne
Stellantis pozostaje jednym z najbardziej złożonych koncernów motoryzacyjnych na świecie, z portfelem aż 14 marek. Obok globalnych graczy funkcjonują w nim także brandy o bardziej lokalnym znaczeniu, takie jak Citroën, Opel czy Alfa Romeo, które mają znaczącą rolę na rynku głównie w Europie.
Nowa strategia nie zakłada jednak ich likwidacji. Zamiast tego mają one pełnić bardziej wyspecjalizowaną rolę – koncentrować się na wybranych rynkach lub segmentach, gdzie mają już ugruntowaną pozycję albo realny potencjał wzrostu.

Jak podaje Reuters, mniejsze marki będą częściej korzystać z technologii opracowanej dla głównych filarów grupy. Oznacza to dalsze pogłębianie wspólnych platform i komponentów, przy jednoczesnym zachowaniu odrębnego designu i charakteru poszczególnych modeli.
Presja rynku i rosnąca konkurencja
Zmiana strategii nie jest przypadkowa. Stellantis mierzy się obecnie z wyraźnymi wyzwaniami zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych. Udziały rynkowe spadają, a konkurencja – szczególnie ze strony chińskich producentów – rośnie szybciej niż zakładano jeszcze kilka lat temu.
Dodatkowym obciążeniem była korekta planów dotyczących elektromobilności. W lutym koncern odnotował potężne odpisy związane z wcześniejszymi założeniami dotyczącymi szybkiego przejścia na napędy elektryczne. Wygląda na to, że strategia oparta na jednolitym tempie transformacji dla wszystkich marek nie jest już aktualna i „nowy” prezes dobrze o tym wie.
Wartość koncernu spada
Problemy operacyjne mają też bezpośrednie przełożenie na wycenę spółki. Kapitalizacja rynkowa Stellantis spadła do poziomu około 21 miliardów euro, co – jak zauważa Reuters – stawia koncern na poziomie zbliżonym do startupu Rivian, a za to wyraźnie poniżej takich gigantów jak Volkswagen.
W tej sytuacji koncentracja zasobów na najbardziej dochodowych częściach biznesu wydaje się ruchem obliczonym na szybkie poprawienie wyników finansowych i odbudowę zaufania inwestorów. Mówiąc krótko: trzeba działać.
Bez zamykania marek – przynajmniej na razie
Choć część analityków sugerowała radykalne cięcia i zamykanie słabszych brandów (np. Lancii, a nawet Maserati), obecny zarząd na razie nie zamierza iść tą drogą. Według źródeł agencji, Antonio Filosa uważa, że nawet mniej rentowne marki mogą w przyszłości odegrać istotną rolę – szczególnie jeśli zmienią się warunki rynkowe.

To podejście wpisuje się w szerszą filozofię zachowania „lokalnych korzeni” przy jednoczesnym wykorzystaniu globalnej skali działania. Innymi słowy, zamiast likwidacji marek Stellantis chce nauczyć się zarządzać nimi bardziej selektywnie, stawiając na ich odrębność, a nie oferując te same modele z różnymi znaczkami.
Taka strategia jest wskazywana jako jedna z przyczyn obecnych problemów Stellantisa. Klienci nie chcieli kupować np. Peugeota, który za mało różnił się od Opla, czy Jeepa, który był pozbawiony specyficznego, amerykańskiego i terenowego charakteru.
Plan, który zdecyduje o przyszłości koncernu
Szczegóły nowej strategii mają zostać oficjalnie zaprezentowane w maju. To wtedy okaże się, jak dokładnie będą wyglądały podziały inwestycji, rozwój platform technologicznych i przyszłość poszczególnych marek.
Jedno jest jednak pewne już teraz: Stellantis odchodzi od modelu, w którym każda marka ma podobny dostęp do zasobów. W jego miejsce pojawia się podejście skoncentrowane na tych częściach biznesu, które mają większe znaczenie.
To pragmatyzm w czystej postaci. Inni gracze rynkowi z pewnością bacznie to obserwują. Czy wyciągną wnioski? Od tego może zależeć powodzenie walki z chińskimi rywalami.
Piotr Sobczyk






