W skrócie:
- Jeden z najbardziej skomplikowanych węzłów komunikacyjnych w Polsce wchodzi w końcową fazę
- Zaawansowanie prac sięga już około 74 proc. – podaje GDDKiA
- Konstrukcje estakad wznoszą się nawet na 20 metrów nad ziemią
- Obwodnica zacznie realnie odciążać miasto jeszcze w tym roku
S7: Największe wyzwania inżynieryjne zostały pokonane
Jeszcze niedawno w miejscu węzła Mistrzejowice dominowały surowe filary i rozpięte nad nimi niedokończone przęsła. Dziś obraz jest zupełnie inny. Jak relacjonują Gazeta Krakowska, z perspektywy najnowszych zdjęć lotniczych trudno już dostrzec miejsca, w których konstrukcja nie jest domknięta. Braki – jak podkreślają dziennikarze – są już symboliczne. Największe wyzwania inżynieryjne zostały pokonane, a na pierwszy plan wysuwa się to, co dla kierowców najbardziej namacalne: asfalt.

To właśnie jego wciąż brakuje na większości estakad. A mówimy przecież o konstrukcjach, które miejscami wznoszą się nawet na 20 metrów nad ziemią. Jak opisywał serwis Forsal.pl, kierowcy będą tu pokonywać wielopoziomowy układ drogowy – najpierw wznosząc się na kilkanaście metrów, by chwilę później znaleźć się jeszcze wyżej, na jednym z trzech poziomów węzła. Całość przecina się nie tylko z drogami lokalnymi, ale też z trasą S52 i liniami kolejowymi, co czyni inwestycję jednym z najbardziej spektakularnych projektów drogowych w Polsce.
Charakterystyczne „ślimaki”
Według danych Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad zaawansowanie prac na tym odcinku sięga już około 74 proc. Betonowa konstrukcja estakad jest w dużej mierze gotowa, a charakterystyczne „ślimaki” zjazdowe zaczynają nadawać całości ostateczny kształt. Wciąż jednak brakuje kluczowych elementów – warstw konstrukcyjnych jezdni i fragmentów spinających estakadę z południowym odcinkiem trasy.

Historia tej inwestycji pokazuje, jak trudna jest to realizacja. O ile odcinki poza granicami Krakowa udało się oddać zgodnie z planem – w grudniu 2024 roku uruchomiono ponad 13 kilometrów między Widomą a Mistrzejowicami – o tyle fragment miejski wymagał przeprojektowania z powodu błędów.
To właśnie te problemy przesunęły harmonogram o wiele miesięcy. Początkowo mówiło się o zakończeniu w połowie 2026 roku, dziś coraz częściej padają bardziej ostrożne prognozy wskazujące na jesień, a nawet końcówkę roku – pisze krakow.naszemiasto.pl.
Utrudnienia nadal będą
Zresztą sama „Gazeta Krakowska” studzi optymizm. Choć wizualnie inwestycja wygląda na niemal gotową, kierowcy jeszcze przez jakiś czas będą musieli zmagać się z utrudnieniami. Przykładem jest choćby zmiana organizacji ruchu w rejonie Grodzkiego Urzędu Pracy, gdzie od marca dojazd możliwy jest wyłącznie od strony al. Solidarności.

Warto jednak spojrzeć na tę budowę szerzej niż tylko przez pryzmat lokalnych korków. S7 to jedna z najważniejszych arterii w Polsce – łączy północ z południem kraju, prowadząc od Gdańska aż po Tatry. Dla Krakowa oznacza przede wszystkim domknięcie wschodniej części obwodnicy i realne odciążenie miasta, zwłaszcza Nowej Huty. To także kluczowy element większego układu komunikacyjnego, który w przyszłości ma stworzyć pełny ring wokół aglomeracji – rozwiązanie, którym dziś może pochwalić się właściwie tylko Łódź.
Nie wszystko szło zgodnie z planem
Jednocześnie na południe od Krakowa sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Jak informowała GDDKiA w marcu 2026 roku, prace nad odcinkiem S7 do Myślenic wracają do punktu wyjścia. Dotychczasowe warianty przebiegu trasy straciły rekomendację, a proces planowania został otwarty na nowo, z większym udziałem samorządów i mieszkańców. To efekt licznych protestów i obaw o wpływ inwestycji na lokalne społeczności.

Na tym tle północny odcinek S7 w Krakowie jawi się jako historia, która – mimo opóźnień – zmierza do finału. Jeśli nie pojawią się kolejne komplikacje, jeszcze w 2026 roku kierowcy pojadą nową trasą, a miasto zrobi kolejny krok w stronę pełnego drogowego pierścienia.
Oskar Włostowski
Fot. GDDKiA






