W skrócie:
- Rozpoczynający się niebawem salon samochodowy Auto China 2026 ma pokazać potęgę chińskiej motoryzacji w segmencie premium
- Organizatorzy zapowiadają debiut 181 modeli i 71 samochodów koncepcyjnych
- Będą luksusowe SUV-y, które cieszą się od dawna dużą popularnością wśród klientów premium
- Chińscy producenci powalczą o premium z liderami tego segmentu: BMW, Porsche, czy Mercedesem
- Czy ceny niższe np. o połowę, przekonają europejskich i amerykańskich klientów z zasobnymi portfelami?
Chiny chcą więcej
Na tegorocznym salonie samochodowym w Pekinie (2026 Beijing International Automotive Exhibition 24 kwietnia-3 maja br.) tamtejsze marki wyślą do Europy i USA komunikat, którego nie da się zignorować. Jak zauważa Reuters, producenci tacy jak Geely czy Nio, po latach dominacji w segmencie zaawansowanych technologicznie i relatywnie tanich aut elektrycznych, wchodzą na poziom premium, a na dodatek robią to z rozmachem. Ich nowe modele mają więcej wyposażenia, więcej technologii i jednocześnie zauważalnie niższe ceny niż propozycje z Ingolstadt, Monachium czy Stuttgartu.
To wyraźna zmiana kierunku po trzech latach wyniszczającej wojny cenowej na rynku EV. Jak zauważa Bo Yu z JATO Dynamics, „wojna cenowa zamieniła się w wojnę wartości”. W praktyce oznacza to, że chińskie marki nie chcą już konkurować najniższą ceną, lecz relacją ceny do oferowanych możliwości, a ta zaczyna być dla europejskich producentów poważnym problemem.

Modele i liczby
Skalę ofensywy widać w liczbach. Podczas salonu w Pekinie ma zadebiutować 181 modeli i 71 samochodów koncepcyjnych, w tym cała fala dużych, luksusowych SUV‑ów z tzw. „serii 9”, jak podaje sekretarz generalny China Passenger Car Association (CPCA) Cui Dongshu. To właśnie w tym segmencie niemieckie marki przez lata czuły się bezpiecznie, a dziś ich pozycja zaczyna się chwiać.
Według danych S&P Global Mobility sprzedaż niemieckich producentów w Chinach spadła z 5,1 mln aut w 2019 roku do 3,85 mln w 2023 roku, tj. niemal o jedną czwartą. Mercedes, BMW oraz marki Volkswagena, takie jak Porsche i Audi, zanotowały w pierwszym kwartale kolejne spadki.
Jednocześnie chińscy producenci coraz śmielej patrzą na rynki zagraniczne, zwłaszcza że wojna cenowa doprowadziła do nadpodaży aut na rynku krajowym. Nawet unijne cła na „elektryki” z Chin nie zatrzymały ekspansji – producenci z Państwa Środka wciąż potrafią utrzymać ceny poniżej europejskich odpowiedników.
Prowokacja wobec Porsche
Jednym z symboli tej zmiany jest Zeekr 8X, zaprezentowany przez Geely. To pełnowymiarowy SUV typu plug‑in hybrid, naszpikowany technologią, począwszy od systemów bezpieczeństwa, które potrafią unieść nadwozie przed uderzeniem bocznym, po funkcję samodzielnego wyjazdu z ciasnego miejsca parkingowego na gest kierowcy. Cena startowa – poniżej 53 tys. dolarów (czyli 190 tys. zł, a za taką kwotę trudno nawet o używane Porsche – przyp. red.) – wygląda jak prowokacja wobec modelu Cayenne czy BMW 5M, które zaczynają się odpowiednio od około 135 tys. i 205 tys. dolarów.

Jak zauważa Tu Le z Sino Auto Insights, ofensywa dużych chińskich SUV‑ów to także sygnał wysłany w stronę Detroit. General Motors, Ford i Stellantis od lat opierają swoją rentowność na dużych, drogich modelach. „Krowa dojna Detroit nie jest już bezpieczna” – komentuje Le. Na razie amerykańscy kierowcy nie mogą kupować chińskich aut, ale wielu analityków uważa, że to tylko kwestia czasu – zauważa Reuters.

Zmiana profilu i motoryzacyjnej rzeczywistości
Zmienia się również profil chińskiego klienta. Według CPCA średni wiek kupującego wzrósł z 30 do ponad 40 lat, a rodziny coraz częściej szukają większych, bardziej komfortowych modeli. Jednocześnie młodsi kierowcy nie przywiązują wagi do dziedzictwa marek premium z Niemiec – ich uwagę przyciąga technologia, w której chińscy producenci są dziś liderami. „Niemieckie marki utknęły w przeszłości, a chińscy konsumenci chcą przyszłości” – mówi Bo Yu.
Chcieć, nie znaczy móc
Felipe Munoz, konsultant rynku motoryzacyjnego, przypomina, że jeszcze pięć lat temu trudno było sobie wyobrazić, by chińskie marki premium mogły konkurować z niemieckimi na ich własnym podwórku. Dziś to rzeczywistość. Pytanie brzmi, czy ten trend przeniesie się poza Chiny. W Europie, ale też w USA niemieckie marki wciąż są synonimem jakości – i to może być najtrudniejszą barierą do przełamania – zauważa analityk.
Warto pamiętać, że klient premium posiada zasobny portfel i jest zazwyczaj bardzo przywiązany do wcześniejszych wyborów i tym samym wierny „swojej”, ulubionej marce. Pytanie, czy zatem da się go skusić o połowę niższą ceną na chiński produkt? Mało prawdopodobne. Jednak raczej na pewno chińscy producenci premium „nadgryzą” ten drogi tort. Jak mocno? Odpowiedź na to pytanie pozostaje na dziś otwarta.

Oskar Włostowski






