Rynek wtórny BEV

Używane auta elektryczne wracają do łask. Co można kupić za 10 i 150 tys. złotych?

Wysokie ceny paliw, niepewność geopolityczna i rosnąca dostępność używanych EV sprawiają, że przesiadka na prąd staje się dziś dla wielu kierowców bardziej realna niż kiedykolwiek
Źródło zdjęcia: elektromobilni.pl

Ceny paliw znów wystrzeliły, a rynek wtórny samochodów bateryjnych przeżywa ożywienie. Na największym polskim portalu aukcyjnym czeka aktualnie ponad dwa tysiące używanych BEV – od kultowych już Leafów po niemal nowe Tesle i Audi e‑tron. Dane z Europy potwierdzają, że kierowcy masowo szukają sposobu na uniezależnienie się od drożejącej ropy.

W skrócie:

  • Wzrastające ceny paliw spowodowały ożywienie rynku wtórnego segmencie aut elektrycznych
  • Na największym polskim portalu aukcyjnym, czyli otomoto czeka na nowych właścicieli ponad dwa tysiące używanych BEV
  • Można wybierać od leciwych Leafów za 10 tys., po najnowsze wersje aut
  • W okolicach 150 tys. zł wybór jest spory również z segmentu premium

Używane auta elektryczne, czyli ogromna rozpiętość cenowa

Na największym w Polsce portalu aukcyjnym – otomoto.pl- można znaleźć dokładnie 2108 używanych, nieuszkodzonych samochodów elektrycznych (stan na 2 kwietnia br.). Rozpiętość cen jest wręcz ogromna, bo od niespełna 10 tys. zł za najtańszy egzemplarz po auta kosztujące ponad dziesięciokrotnie więcej. Wspólny mianownik jest jeden, bowiem rosnące ceny paliw sprawiły, że kierowcy zaczęli szukać alternatywy, a „elektryki” z drugiej ręki stały się naturalną alternatywą dla aut spalinowych.

„Najtańszą ofertą dnia” na Otomoto jest sprowadzony z Norwegii, jeszcze niezarejestrowany Nissan Leaf z 2013 r., wyceniony na niecałe 10 tys. zł. W okolicach 25 tys. zł wybór robi się już znacznie bogatszy. Za tę kwotę można kupić choćby Citroëna C‑Zero z 2018 r. i przebiegiem 32,5 tys. km, kilka krajowych Leafów z baterią 24 kWh i przebiegami około 100 tys. km, a także popularne Fiaty 500e z 113‑konnym silnikiem i przebiegami rzędu 50–70 tys. km.

Poniżej 30 tys. zł pojawia się też sporo ofert Citroëna Ami – tego niewielkiego, dwuosobowego mikrosamochodu z akumulatorem 5,5 kWh (niespełna), który mimo kilku koni mechanicznych mocy świetnie odnajduje się w miejskim ruchu.

W podobnych widełkach cenowych mieszczą się również elektryczne Kie Soul, Smart Fortwo czy Renault Zoe. Jednak dopiero od około 30 tys. zł zaczynają się propozycje, które można uznać za godne uwagi (dla kierowców szukających większego, bardziej uniwersalnego auta). Za tę kwotę można już kupić choćby 115‑konnego Volkswagena e‑Golfa z przebiegiem około 100 tys. km – pięcioosobowy, dobrze znany model, który wciąż uchodzi za jedną z najbardziej dopracowanych konstrukcji pierwszej generacji EV.

Co za 50 tys. zł?

Prawdziwe „zagłębie” ofert zaczyna się jednak przy 50 tys. zł. W tym przedziale można przebierać w BMW i3, nowszych Nissanach Leaf z baterią 40 kWh, kilkuletnich Peugeotach e‑208, Hyundai’ach Ioniq, Hondach e, Volkswagenach e‑Up i e‑Golf, a także w dostawczych Nissanach e‑NV200. Zdarzają się nawet Tesle, choćby Model S 90D z 422‑konnym napędem, z przebiegiem ponad 200 tys. km.

Ale już około 100 tys. zł otwiera drzwi do nowszych, bardziej zaawansowanych konstrukcji ze świata elektromobilności. W tej cenie pojawiają się kilkuletnie Tesle Model 3 z przebiegami rzędu kilkudziesięciu tysięcy kilometrów, Kia Niro EV z 204‑konnym silnikiem i baterią 64 kWh, Volkswagen ID.5 z 2023 r. czy Toyota bZ4X z 2025 r. z przebiegiem zaledwie 10 tys. km – często w ramach promocyjnych wyprzedaży dealerskich.

W okolicach 150 tys. zł wybór jest jeszcze szerszy. Za tę kwotę można kupić Cuprę Born z baterią 58 kWh i przebiegiem 84 tys. km, Audi e‑tron z 2022 r. i 314‑konnym napędem, roczną Teslę Model Y z 534‑konnym silnikiem i przebiegiem 85 tys. km czy Mercedesa EQB z przebiegiem 30 tys. km. Nie brakuje też niemal nowych aut z roczników 2024-2025, często z pełną gwarancją – mowa o np.: BMW i4, Volvo C40, Lexus RZ 450e, Mini Countryman SE, Kia EV5 i EV6 czy Mercedes CLA w wersji elektrycznej.

Dlaczego na horyzoncie jest boom na używane „elektryki”?

Odpowiedź przynosi analiza Globenergia.pl oraz dane zebrane przez agencję Reuters. Jak podaje polski portal, gwałtowny wzrost cen benzyny i oleju napędowego, napędzany m.in. napięciami w rejonie Cieśniny Ormuz – sprawił, że kierowcy zaczęli masowo szukać tańszej alternatywy. Reuters cytuje z kolei największe europejskie platformy sprzedażowe, które w ostatnich tygodniach odnotowały lawinowy wzrost zapytań o używane EV.

Francuski serwis Aramisauto raportuje, że zainteresowanie „elektrykami” wzrosło z 6,5 proc. do 12,7 proc. w zaledwie kilka tygodni. Szef platformy, Romain Boscher, wskazuje, że kluczowym impulsem była benzyna kosztująca 2 euro za litr. Jednocześnie spadło zainteresowanie dieslami – z 14 do 10 proc.

Podobne trendy widać w danych OLX. Jak informuje Reuters, liczba wyszukiwań używanych e-aut wzrosła o 54 punkty procentowe w Portugalii, o 50 procent we Francji, a w Polsce i Rumunii – odpowiednio o 39 proc. i 40 proc. „Wydaje się, że niestabilność przyspieszyła transformację” – komentuje Christian Gisy, dyrektor generalny OLX.

Transformacja przyspiesza – i to nie tylko na papierze

Wysokie ceny paliw, niepewność geopolityczna i rosnąca dostępność używanych EV sprawiają, że przesiadka na prąd staje się dla wielu kierowców bardziej realna niż kiedykolwiek. Zwłaszcza że auta używane są dostępne od ręki, a nie po miesiącach oczekiwania, jak w przypadku nowych modeli. Dla właścicieli domowej fotowoltaiki i magazynów energii to dodatkowo sposób na niemal darmowe ładowanie.

A propos magazynów energii i paneli słonecznych – kilka dni temu pisaliśmy na Elektromobilni.pl, że polski rząd uruchamia nowy program wsparcia dla prosumentów, który ma wypełnić lukę po zakończeniu „Mojego Prądu 6.0”. Dzięki 335 mln zł z KPO osoby inwestujące w fotowoltaikę i magazyny energii mogą liczyć na refundację sięgającą nawet 28 tys. zł za instalacje wykonane w ostatnich dwóch latach.

Oskar Włostowski

Fot. elektromobilni.pl

REKLAMA