Francuzi celują w premium

DS N°7, czyli francuski luksus w elektrycznej odsłonie. Nawet do 740 km zasięgu

DS N°7 to następca modelu DS 7 i jednocześnie pierwszy tak kompleksowo przeprojektowany samochód marki
Źródło zdjęcia: Stellantis

DS Automobiles otwiera nowy rozdział. Model N°7 zastępuje najlepiej sprzedającego się SUV-a marki i stawia na elektryfikację oraz luksus w stylu „first class”. Problem w tym, że rynek premium nie wybacza błędów, a francuska marka już dziś zmaga się z wyraźnym spadkiem sprzedaży.

W skrócie:

  • DS Automobiles otwiera nowy rozdział
  • To za sprawą modelu N°7, który ma zastąpić najlepiej sprzedającego się SUV-a marki – DS 7
  • Topowa wersja z większą baterią trakcyjną (97,2 kWh) jest w stanie pokonać ponad 450 km autostradą przy prędkości 120 km/h – deklaruje producent
  • W 2025 roku sprzedaż marki w Unii Europejskiej spadła o 23 proc. – wynika z danych ACEA
  • Czy nowy model, którym DS chce powalczyć w segmencie premium jest w stanie poprawić sprzedażowe wyniki?

DS N°7 – nowa nazwa, nowa era

DS N°7 to następca modelu DS 7 i jednocześnie pierwszy tak kompleksowo przeprojektowany samochód marki od jej powstania, czyli od 2014 roku. Jak podkreśla producent (Grupa Stellantis – przyp.red.) w oficjalnym komunikacie, to „SUV klasy first class”, który ma łączyć komfort, technologię i wyrafinowanie.

Zmiana nazwy nie jest przypadkowa. Wprowadzenie oznaczenia „N°” wpisuje się w nową strategię nazewnictwa – obok modeli N°8 i N°4 – i ma podkreślać francuski rodowód oraz aspiracje premium.

Samochód także urósł względem poprzednika. Ma 4,66 m długości i rozstaw osi wynoszący 2,79 m. To wartości, które wpisują się w trend segmentu kompaktowych SUV-ów z wyższej półki, gdzie każdy dodatkowy centymetr przekłada się na przestrzeń i komfort.

Design, który ma przyciągać

Auto ma kusić nie tylko wymiarami. Pierwsze wrażenie robi przód. Podświetlany panel i charakterystyczne światła w kształcie litery „V” tworzą jedną z najbardziej rozpoznawalnych sygnatur świetlnych w tej klasie – chwalą się Francuzi.

Nie jest to jednak wyłącznie zabieg stylistyczny. Aerodynamika została dopracowana do poziomu współczynnika Cx 0,26, co oczywiście ma bezpośredni wpływ na efektywność i zasięg wersji elektrycznych.

Także Kabina DS N°7 pozostaje wierna filozofii marki – ma być nie tylko nowoczesna, ale przede wszystkim zmysłowa. Obok 10-calowych zegarów pojawia się 16-calowy ekran systemu multimedialnego, a całość uzupełniają materiały takie jak skóra Nappa, Alcantara czy prawdziwe drewno.

DS podkreśla, że szczególną uwagę poświęcono komfortowi. Fotele mogą oferować masaż, wentylację, a nawet ogrzewanie szyi. System audio Focal z 14 głośnikami i mocą 690 W ma zapewniać „immersyjne doświadczenie dźwiękowe” – czytamy w komunikacie. To podejście odróżnia DS od niemieckiej konkurencji, która aktualnie częściej stawia na minimalizm i technologię niż na rzemiosło.

Elektryfikacja na pierwszym planie

Najważniejsza zmiana dotyczy jednak napędów. N°7 wjeżdża w nową erę elektryczną pełną parą. Klienci będą mieli do wyboru trzy warianty, tj.: 230 KM i zasięg do 543 km (WLTP), 245 KM i nawet 740 km zasięgu (WLTP) oraz 350 KM AWD i 679 km zasięgu. Producent jednocześnie deklaruje, że topowa wersja z większą baterią trakcyjną (97,2 kWh) jest w stanie pokonać ponad 450 km autostradą przy prędkości 120 km/h.

To wynik, który – przynajmniej na papierze – plasuje DS w czołówce segmentu. Dodatkowo szybkie ładowanie do 160 kW pozwala uzupełnić energię od 20 do 80 proc. w około 27 minut. Czyli są to już wartości zgodne z aktualnymi standardami rynku.

Jednocześnie w ofercie pozostanie klasyczna hybryda o mocy 145 KM, która może poruszać się w trybie elektrycznym nawet przez 50 proc. czasu w mieście. Największą zmianą jest jednak brak diesla. To odważna decyzja, szczególnie w Europie, gdzie silniki wysokoprężne wciąż mają swoich zwolenników w segmencie SUV-ów – oceniają branżowi eksperci.

Technologie i komfort jazdy

7-emka wprowadza pełen zestaw systemów wspomagających, takich jak półautonomiczna jazda poziomu 2, DS NIGHT VISION czy adaptacyjne światła DS PIXELVISION o zasięgu do 400 metrów. Ciekawostką jest aktywne zawieszenie, które analizuje nawierzchnię drogi i dostosowuje pracę amortyzatorów w czasie rzeczywistym. To rozwiązania, które mają budować przewagę w obszarze komfortu – kluczowego wyróżnika marki.

Konkurencja nie śpi

Segment kompaktowych SUV-ów premium jest jednym z najbardziej konkurencyjnych w Europie. DS N°7 będzie rywalizował z takimi modelami jak Audi Q4 e-tron, BMW iX1 czy Mercedes EQA.

Według danych ACEA, przywoływanych przez branżowe media, to właśnie niemieckie marki dominują w obszarze elektromobilności. Dysponują szeroką gamą modeli i agresywną polityką cenową.

Co więcej, rynek wyraźnie skręca w stronę elektryfikacji. Sprzedaż samochodów elektrycznych w Europie wzrosła o blisko 30 proc., hybryd o 13,7 proc., a plug-inów aż o 33,4 proc.

Na tym tle sytuacja DS Automobiles wygląda niepokojąco. Z danych ACEA wynika, że w 2025 roku sprzedaż marki w Unii Europejskiej spadła aż o 23 proc., podczas gdy cały rynek urósł o 1,8 proc. To oznacza, że problem nie leży w popycie, lecz w ofercie i pozycjonowaniu marki. DS N°7 ma być odpowiedzią na ten kryzys – pytanie, czy wystarczająco mocną.

Ceny jeszcze nieznane, ale przewidywalne

Oficjalne ceny DS N°7 nie zostały jeszcze ogłoszone. Można jednak zakładać, że model będzie pozycjonowany podobnie jak poprzednik, czyli w przedziale od około 200 do 300 tys. zł – w zależności od wersji. Model o najdłuższym zasięgu może się zbliżyć cenowo do poziomu konkurencji premium, czyli nawet ponad 300 tys. zł. Auto będzie oferowane w czterech wersjach wyposażenia: Pallas, Étoile, Aura oraz limitowanej La Première.

Oskar Włostowski

Fot. Stellantis

REKLAMA