W skrócie:
- Geely od 2028 roku zacznie produkować swoje samochody w europejskich fabrykach Volvo
- W grze są przede wszystkim marki premium, czyli Zeekr i Lynk & Co
- Decyzje może zmienić układ sił na europejskim, motoryzacyjnym rynku i pomóc Volvo wyjść z kryzysu
- Producent ze szwedzkimi korzeniami obniżył też prognozy dostaw na 2026 rok
- Fabryka w Gandawie nie wykorzystuje, jak do tej pory elektromobilnych mocy
Europejska układanka Geely i Volvo
Kiedy An Conghui, nowy przewodniczący Geely Automobile, ogłosił, że europejskie fabryki Volvo staną się „kluczowym filarem strategii lokalizacyjnej Grupy”, w branży zawrzało. Zresztą ów cytat pochodzi z konferencji Geely za pierwsze półrocze 2026 roku, a jego nieformalne tłumaczenie należy odczytywać, że „Europejskie zakłady Volvo będą ważną bazą dla naszej lokalnej strategii. Podejmą produkcję samochodów z wyższej półki w ramach ekosystemu Geely”. To zdanie otwiera nowy rozdział w relacjach między szwedzką marką a jej chińskim właścicielem – oceniają branżowi eksperci.
Według niemieckiego dziennika Handelsblatt Volvo od miesięcy analizowało możliwość udostępnienia swojej europejskiej sieci produkcyjnej innym markom z portfolio Geely. Taki scenariusz wydawał się tylko kwestią czasu, zważywszy na to, że Volvo należy do Geely właśnie.

Teraz plan nabrał realnych kształtów. Jakich? Produkcja ruszy w 2028 roku, choć wciąż nie wiadomo, które modele trafią na taśmy. W grze są przede wszystkim marki premium, czyli Zeekr i Lynk, które naturalnie pasują do segmentu „high-end”, o którym mówił Conghui.
Chińczycy wjadą do szwedzkich fabryk
Równolegle serwis Electrive.com przypomina, że zmiana na szczycie Geely nie jest kosmetyczna. Li Shufu, założyciel koncernu, ustąpił ze stanowiska przewodniczącego Geely Automobile, pozostając jednocześnie szefem nadrzędnego Zhejiang Geely Holding. Conghui, który wcześniej był odpowiedzialny m.in. za markę Zeekr, ma teraz wzmocnić synergię wewnątrz grupy i przyspieszyć jej rozwój w Europie. A Volvo ma dziś trzy kluczowe zakłady: w Göteborgu, Gandawie i budowany w Koszycach, który ruszy w przyszłym roku. To właśnie między nimi rozstrzygnie się, gdzie powstaną pierwsze europejskie Geely.

Szczególnie głośno jest o fabryce w Gandawie. W lipcu Volvo podpisało list intencyjny z rządem federalnym Belgii i władzami Flandrii, który przewiduje pakiet wsparcia do 119 mln euro oraz – co kluczowe – możliwość produkcji samochodów innych marek w formule kontraktowej. To otwiera drzwi dla Geely, ale też ratuje zakład, który według Handelsblatt „nie skorzysta na elektryfikacji gamy Volvo”.
W tle słabe wyniki Szwedów i polityka
W tym samym czasie Volvo zmaga się z własnymi problemami. W drugim kwartale 2026 roku przychody spadły o 17 proc., a wynik operacyjny o połowę. Jak pisał Handelsblatt, „operacyjny wynik załamał się o około 50 procent”. Volvo obniżyło też prognozy dostaw na 2026 rok. Nic dziwnego, że Håkan Samuelsson (prezes Volvo Cars) mówił wiosną: „Moglibyśmy wesprzeć ich (czytaj Geely – red.) europejskimi mocami produkcyjnymi”.
W tle trwa polityczna burza. Peter Navarro, doradca handlowy Donalda Trumpa, nazwał chińskich producentów „piratami”. Samuelsson odpowiedział, że to przesada: „Chińscy producenci zrobili wiele rzeczy dobrze. Obok tradycyjnych koncernów należą dziś do liderów branży” – cytuje z kolei Bloomberg. To rzadki moment, w którym szef europejskiej marki publicznie broni chińskich firm.
Geely nie tylko w Skandynawii
Geely nie ogranicza się jednak do Volvo. W Hiszpanii, w ramach joint venture z Fordem, od 2028 roku powstaną dwa elektryczne SUV-y Geely. To kolejny element europejskiej układanki, która ma dać koncernowi stabilną pozycję na kontynencie. Według CarNewsChina Geely rozważa produkcję modeli Lynk & Co 900, Zeekr 9X oraz Zeekr 8X – to wszystkie z segmentu premium lub semi-premium.

W Polsce Geely już jest obecne, choć na razie nie przez Volvo. Marka sprzedaje dwa modele: hybrydową plug‑in Starray EM-i oraz elektryczny E5. Pierwszy oferuje do 943 km zasięgu i średnie spalanie 2,4 l/100 km, drugi – do 425 km zasięgu i przyspieszenie 0-100 km/h w 7,1 s. To dopiero początek, bo wejście Geely do europejskich fabryk Volvo może oznaczać, że w przyszłości także polski rynek zobaczy więcej modeli „Made in UE” z portfolio koncernu.
Oskar Włostowski






