Artykuł opublikowany w:

Home Biznes „L-ki” bez prądu, ale z przyszłością

Prawo jazdy na elektryku

„L-ki” bez prądu, ale z przyszłością

Prawo jazdy na elektryku

„L-ki” bez prądu, ale z przyszłością

Polityka szkoły jazdy HigH z Poznania zakłada uczenie na niedużych autach takich jak e-Up. Niestety, zdaniem jej szefa takich modeli elektrycznych praktycznie teraz nie ma
Przeczytasz w 9 min
Przeczytasz w 9 min

Z każdym rokiem rośnie liczba pojazdów elektrycznych na drogach. Zwiększa się także grono posiadaczy zeroemisyjnych pojazdów. „Elektryki” coraz częściej pojawiają się w szkołach nauki jazdy, choć póki co nie można jeszcze mówić o ekspansji na ośrodki szkolenia i WORD-y. Te z różnych powodów (np. przepisy) dość sceptycznie podchodzą do tematu. Chętnych na zrobienie prawa jazdy na elektryku jednak nie brakuje. Motywacją jest ciekawość oraz ciągły wzrost proekologicznych postaw. Posiadanie w szkolnej flocie elektryka podnosi jej prestiż. Hamulcem pozostają jak na razie niekonkurencyjne ceny zakupu BEV. Polscy i zagraniczni właściciele szkół nauki jazdy są jednak zgodni co do tego, że „szkolna” elektromobilność ma szerokie perspektywy rozwoju.

Elektromobinilność już teraz odgrywa ważną rolę w Europie. Najlepszym tego dowodem są dane statystyczne, z których wynika, że państwach Wspólnoty zarejestrowano ok. 717 tys. nowych, osobowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) – o 26% więcej niż w analogicznym okresie roku 2021. Pozycję europejskiego lidera rynku e-mobility umocniły Niemcy, gdzie od stycznia do września 2022 r. zarejestrowano ponad 273 tys. BEV. Kolejne miejsca (uwzględniając wyłącznie państwa członkowskie UE) zajęły Francja (141 tys.), Szwecja (58 tys.), Niderlandy (46 tys.) oraz Włochy (36 tys.).

Również w Polsce elektryczne samochody mają coraz większy udział w ogólnym parku pojazdów. jak wynika z licznika elektromobilności w kraju jest ich sześćdziesiąt dwa tysiące sto trzydzieści pięć (62 135). Branżowi analitycy zwracają uwagę na dynamiczną tendencję wzrostu w segmencie zeroemisyjnych pojazdów, który w okresie ostatnich 11 miesięcy powiększył się w naszym kraju o 69% r/r, a od końca 2020 r. – ponad trzykrotnie.

Nasze „L-ki” bez energii

Mając powyższe na uwadze trudno się dziwić, że coraz częściej można znaleźć ogłoszenia ośrodków szkolenia kierowców, które do praktycznej nauki jazdy wykorzystują bezemisyjne pojazdy. W Warszawie to OSK „Linia”. Elektryczny Volkswagen ID.3 na co dzień służy w oddziale firmy na Gocławiu, a oprócz tego firma korzysta też z niedużych, chińskich aut na prąd służących do zdawania na kategorię B1. W Poznaniu szkoła jazdy HigH też używa Volkswagena, ale mniejszego, czyli modelu e-Up! Z kolei kielecki ośrodek szkolenia kierowców Enigma ma BMW i3.

W każdej z wymienionych szkół, „elektryki” służą do szkolenia się i zdawania prawa jazdy na „automat”. Kierowca ma wtedy w dokumencie odpowiednią adnotację, czyli kod 78, uprawniający do jazdy wyłącznie autami, które nie mają pedału sprzęgła. Takim autem można pojechać na egzamin, mimo że WORD-y nie mają pojazdów elektrycznych we flotach. Wystarczy samochód, który jest własnością OSK. Co ważne, z punktu widzenia portfela kandydata na kierowcę, nie ma różnicy w cenie kursu prawa jazdy kat. B. Cennikowo (30 h teorii i 30 h jazdy) wychodzi tyle samo, czyli niespełna 3 tys. zł, bez względu na to, czy będzie to auto z manualną skrzynią biegów, automatyczną, czy wyposażone w silnik elektryczny i akumulator trakcyjny.

Oprócz tego, samochody elektryczne mogą być doskonałym uzupełnieniem „tradycyjnego” kursu na samochodzie spalinowym. Kursanci uczą się wtedy jazdy bez zmieniania biegów, a poza tym mogą zasmakować elektromobilności.

– Coraz częściej zdarza się, że ktoś zaczyna kurs na samochodzie z ręczną skrzynią, ale po przejechaniu się „elektrykiem” dochodzi do wniosku, że chce kończyć go już tylko w takim aucie. Odpadają wtedy podstawowe problemy: auto nie gaśnie, nie stoczy się podczas ruszania pod górkę, no i nie trzeba myśleć nad wyborem odpowiedniego przełożenia – opowiada Artur Pluta, właściciel kieleckiej szkoły Enigma.

– Motoryzacja jest teraz dostępna dla każdego. Wystarczy wynająć auto na minuty, a takie samochody często mają automatyczną skrzynię, bywają elektryczne. Dobrze, żeby kursanci umieli nimi jeździć – tłumaczy Marcin Kukawka, szef ośrodka HigH z Poznania. – Hyundaie i20, którymi uczymy jeździć, bo na takich autach zdaje się w Warszawie egzamin, trącą już myszką. Przejażdżka Volkswagenem ID.3 to zupełnie inny świat, samochód jest nowocześniejszy, wyższej klasy – opowiada Piotr Romaldowski, instruktor z OSK „Linia”, który uczy jeździć elektrycznym VW.

Czy jednak obecność samochodu elektrycznego w szkole jazdy sprawia, że klienci wybierają ją chętniej od innych? Marcin Kukawka ma wątpliwości. – „Elektryk” buduje prestiż szkoły, kursanci są miło zaskoczeni możliwością przejażdżki, ale raczej nie wybierają mojej firmy ze względu na e-Up!’a – tłumaczy. Artur Pluta uważa inaczej i zauważa, że ma klientów – nazywa ich „eko” – którzy po prostu chcą jeździć autem na prąd. – Jesteśmy jedyną szkołą w województwie świętokrzyskim, która ma takie auto – dodaje. Również Piotr Romaldowski zauważa, że wśród kursantów rośnie świadomość na temat elektromobilności. Niektórzy nie wyobrażają sobie nauki na aucie spalinowym.

Jakie są wrażenia kursantów po przejażdżce modelem EV? Niemal wszyscy przedstawiciele OSK wskazują, że kandydaci na kierowców doceniają ciszę, dynamikę i zwinność takich aut. – Jednym z najczęściej padających pytań podczas nauki jazdy jest „czy mogę zmienić pas? Czy zdążę?” – mówi Piotr Romaldowski. –W przypadku samochodu elektrycznego i jego dynamiki, wszystko jest jasne. Pokazuję kursantom na początku jazd, przez chwilę, jak Volkswagen przyspiesza. Nie po to, by się popisać, ale by uświadomić – dodaje. Wspomina też, że choć ID.3 jest znacząco większe od „standardowego” Hyundaia i20, dzięki zwrotności manewry na parkingu nie przysparzają kłopotów.

Także sami instruktorzy chwalą sobie pracę w autach EV. Piotr Romaldowski docenia ciszę na pokładzie. – Po kilku godzinach spędzonych w wozie spalinowym i słuchania warkotu silnika, jestem zmęczony. W elektrycznym warkotu nie ma. Pozostali też wskazują, że wozami elektrycznymi jeździ się po prostu przyjemniej. Czy codzienna eksploatacja takich aut nie przysparza problemów? W każdym z przypadków, auta są ładowane na terenie firm, bez korzystania z publicznych ładowarek. – I tak do nich podjeżdżamy, by nauczyć kursantów, jak to działa, jak podłączać samochód – mówi Marcin Kukawka. Zasięg modeli waha się od ok. 120 km w Up’ie, aż do ponad 300 w i3 i ID.3, ale wszyscy wskazują, że nie brakuje im większych akumulatorów. Auta robią dziennie maksymalnie ok. 100 kilometrów. -Zużycie energii to od 18 do 22 kWh na 100 km – opowiada instruktor z Warszawy i dodaje, że stara się pokazywać kursantom także ekojazdę „elektrykiem”, ze szczególnym uwzględnieniem funkcji odzyskiwania energii. – Bywają zaskoczeni, gdy wyjeżdżamy z placu z zasięgiem 300 km i wracamy z takim samym.

Wszystkie samochody są odpowiednio dostosowane do potrzeb i przepisów związanych ze szkoleniem kierowców. Instruktor ma do dyspozycji hamulec lub gaz i hamulec. – Musieliśmy jechać na adaptację aż do Warszawy, zakład z Kielc nie chciał się podjąć zadania – wspomina Artur Pluta i dodaje, że udało mu się przy okazji przeróbki zachować gwarancję BMW.

Żaden z użytkowników nie narzeka na awaryjność samochodu elektrycznego, choć niektóre służą w szkołach już kilka lat. Czy planują powiększenie floty? – Zainteresowanie jest duże, auto jest mocno obciążone, więc myślimy o drugim samochodzie. Teraz najkorzystniej cenowo wypada Nissan Leaf – mówi właściciel kieleckiej „Enigmy”.  – Nasza polityka zakłada uczenie na niedużych samochodach. Niestety, takich modeli elektrycznych praktycznie teraz nie ma. Nie mamy czego kupić – narzeka Marcin Kukawka, choć dodaje, że prywatnie kupił właśnie inny samochód elektryczny. – Takie auta są drogie. BMW kosztuje 260 tys. zł. To tyle, co trzy hybrydowe Toyoty – dodaje Artur Pluta. – Kursanci po przejechaniu się ID.3 często mówią, że już teraz wiedzą, jaki samochód chcą kupić. Są zachwyceni. Niestety, rzut oka na cennik stanowi tu bolesne zderzenie z rzeczywistością – opowiada Piotr Romaldowski.

WORD-y na razie na nie

Ośrodków szkolenia kierowców posiadających w swojej flocie auta elektryczne jest jednak w Polsce niewiele. Na pytania redakcji portalu elektromobilni.pl, wysłane do kilkunastu ośrodków w całej Polsce, dotyczące popularności pojazdów elektrycznych wśród OSK, zainteresowania kursantów nauką na elektrykach oraz kwestii związanych z planami zakupów takich pojazdów na potrzeby kształcenia kandydatów na kierowców, wszystkie odpowiedzi zwrotne były na “nie”.  

Zapytaliśmy także dziesięć Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego z: Wrocławia, Warszawy, Poznania, Krakowa, Katowic, Opola, Szczecina, Olsztyna, Rzeszowa i Bydgoszczy o to, czy pojazdy elektryczne są przez nie używane podczas państwowego egzaminu na prawo jazdy oraz czy w najbliższych latach planują zakup takich pojazdów na potrzeby egzaminów? Podobnie jak w przypadku OSK, także WORD-y są w większości sceptycznie nastawione do inwestycji w elektromobilny park samochodowy.

W odpowiedzi na pytania dotyczące pojazdów elektrycznych w procesie nauczania oraz egzaminowania WORD w Opolu informuje, że na dzień dzisiejszy nie używa pojazdów elektrycznych do przeprowadzania egzaminów na prawo jazdy, natomiast umowa wynajmu aktualnie używanych pojazdów kończy się dopiero w III kwartale 2024 r. i nie ma jeszcze żadnych planów dotyczących pojazdów do egzaminowania – poinformowała Ewa Radyjowska z działu zamówień publicznych w opolskim WORD. 

Również szczeciński ośrodek egzaminowania kierowców nie planuje w najbliższym czasie zakupu pojazdów elektrycznych na potrzeby egzaminów na prawo jazdy. – Nie używamy pojazdów elektrycznych podczas egzaminu państwowego na prawo jazdy – mówi Dagmara Witków Kierownik Wydziału Obsługi Ośrodka. Tej samej argumentacji używa też Piotr Górny, z-ca dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Katowicach oraz Włodzimierz Bogaczyk z poznańskiego WORD-u.

Na drugim końcu skali jest z kolei stołeczny WORD, który realizuje egzaminy na prawo jazdy pojazdami elektrycznymi, choć te nie są jego własnością. – Osoby, które szkolą się tego rodzaju pojazdami mają możliwość zdawania egzaminu tym pojazdem. Samochody elektryczne to pojazdy bez pedału sprzęgła w związku z tym tylko nieliczni kursanci decydują się na takie szkolenie – mówi Rafał Grodzicki, Kierownik Wydziału Realizacji Egzaminów Państwowych WORD Warszawa.

Na dzień dzisiejszy tylko kilka Ośrodków Szkolenia dysponuje i szkoli pojazdami elektrycznymi. Spowodowane jest to obowiązującym prawem – tj. rozporządzeniem Ministra Infrastruktury z dnia 28 czerwca 2019 r. w sprawie egzaminowania osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami, szkolenia, egzaminowania i uzyskiwania uprawnień przez egzaminatorów oraz wzorów dokumentów stosowanych w tych sprawach (Dz. U. z 2019 r. poz. 1206 ze zm.). Osoba, która zdała egzamin pojazdem bez pedału sprzęgła posiada uprawnienia do prowadzenia pojazdów tylko bez pedału sprzęgła i w związku z tym zainteresowanie tego rodzajem egzaminami nie jest duże – argumentuje kierownik Grodzicki i dodaje, że – w przypadku zmiany przepisów prawa w tym zakresie, a co za tym idzie wzrostem zainteresowania egzaminami tego rodzaju WORD w Warszawie rozważy możliwość posiadania w dyspozycji pojazdu elektrycznego do realizacji egzaminów państwowych na prawo jazdy.

Auta elektryczne są fajne

Stanowisko eksperta ds. egzaminów ze stołecznego WORD-u wydaje się odzwierciedlać idee, które zauważają instruktorzy z innych krajów europejskich – zainteresowanie środowiskiem naturalnym i zrównoważonym rozwojem, w tym mobilnością rośnie z każdym rokiem, zwłaszcza wśród młodych ludzi, którzy jednocześnie stanowią największą grupę uczestników kursów na prawo jazdy. Z danych CEPiK wynika, że tylko 2021 r. (w post-pandemicznym roku) ponad 216 tys. osób odebrało dokument pozwalający na kierowanie pojazdem. Co ciekawe większość ze świeżo upieczonych kierowców stanowiły kobiety (109 887 kierowców)

Europa z inną prędkością

Szybko rosnący park samochodów elektrycznych w Europie znajduje odzwierciedlenie w potrzebie kształcenia kandydatów na kierowców EV. Szkoły nauki jazdy wykorzystujące zeroemisyjne wersje napędowe stają się czymś zupełnie powszechnym wszędzie tam, gdzie elektromobilność już się przyjęła, dzięki czemu kursant może wybrać, na jakim typie napędu będzie się szkolił.

Mobilność elektryczna w szkołach nauki jazdy to mega temat. To jest przyszłość i myślę, że to wspaniale, że możemy uczyć początkujących kierowców nowoczesnych technologii, a oni uczą się obsługi pojazdu w teorii i praktyce – mówi dla portalu elektroauto-news.net Frank Schäfer, instruktor nauki jazdy z Wulmstorf niedaleko Hamburga. 

Wtóruje mu Malte Sander, 43-letni właściciel szkoły jazdy, który krok po kroku wprowadza transformację mającą na celu zelektryfikowanie ośrodka szkoleniowego, który aktualnie posiada już cztery samochody elektryczne – Obecnie w naszej flocie mamy jeszcze około 30 aut z silnikami spalinowymi, z których jak najwięcej chcemy zastąpić samochodami elektrycznymi. Ale to również musi pasować do procesów operacyjnych – wyjaśnia Sander.

Frank Schneider z działu pojazdów i mobilności Stowarzyszenia Nadzoru Technicznego (VdTÜV) zauważa, że każdy, kto zda egzamin na prawo jazdy w samochodzie elektrycznym, otrzyma w pełni ważne prawo jazdy – ale dotyczy to tylko pojazdów, które mają automatyczną skrzynię biegów. – Jeśli chce się ominąć to ograniczenie, wówczas egzamin należy przeprowadzić na samochodzie ze skrzynią manualną. Stowarzyszenie TÜV (VdTÜV) zaleca jednak, aby osoby uczące się jazdy z ręczną skrzynią biegów odbywały podczas szkolenia kilka lekcji jazdy pojazdem elektrycznym. Chodzi o to, aby zapoznać się z istniejącymi systemami wspomagającymi kierowanie, które są instalowane w samochodach elektrycznych – tłumaczy ekspert. – Istnieje wiele różnych systemów wspomagania, na przykład przy zmianie pasa ruchu lub przy parkowaniu. W zależności od producenta i modelu mogą występować różnice – wyjaśnia specjalista z VdTÜV i dodaje, że dotyczy to również zwykłych samochodów. –  Dlatego zawsze ważne jest, aby sobie z tym poradzić, niezależnie od tego, czy jest to samochód elektryczny, czy nie.

Przyszłość już dziś

W najbardziej zelektryfikowanym kraju w Europie i na Świecie również nie brakuje ośrodków szkolenia kierowców, które przygotowują adeptów do kierowania takimi pojazdami. W Norwegii, bo o niej mowa, cztery na pięć nowych samochodów sprzedanych w 2022 r. to samochody elektryczne – donosi agencja informacyjna Reutera. Norweska Federacja Drogowa (OFV) podaje z kolei, że w roku ubiegłym udział sprzedanych pojazdów elektrycznych wzrósł do 79,3 proc. wszystkich rejestrowanych aut z 65 proc. w 2021 r. Dla porównania, jeszcze 10 lat temu stanowiły one jedynie 2,9 proc. nowych aut.

Siłą rzeczy „L-ki” z napędem elektrycznym na norweskich drogach są czymś zupełnie naturalnym. Tamtejsze Stowarzyszenie Szkół Jazdy (ATL), które zrzesza 700 spośród 1000 szkół nauki jazdy, na swojej stronie internetowej informuje, które ośrodki mają jeden lub więcej samochodów elektrycznych w swojej flocie.

Aktualnie na stronie Norweskiego Stowarzyszenia Szkół Ruchu Drogowego spośród 656 szkół oferujących kursy prawa jazdy kat. B, aż 118 oferuje naukę także na wersjach bezemisyjnych, niektóre z nich także na elektrycznych jednośladach.

Zdaniem Jana Harrego Svendsen, specjalisty ds. informacji w ATL, w przyszłości coraz więcej norweskich szkół nauki jazdy będzie koncentrować się na samochodach elektrycznych – popyt na takie usługi prawdopodobnie wzrośnie, ponieważ młodzi ludzie martwią się o środowisko i wielu odmówi jazdy autami na paliwa kopalne. Dlatego nawet podczas szkoleń, kiedy istnieją alternatywy, wolą wybrać te, które nie emitują spalin – dodaje norweski ekspert.

Obecność samochodów elektrycznych w szkołach nauki jazdy ma także sens z punktu widzenia producentów tych pojazdów. – Oprócz sprzedaży czy innej form użytkowania takiego auta do celów szkoleniowych, ważny jest także entuzjazm osób, które szkolą się na aucie elektrycznym, ponieważ często chcą po nim jeździć po zdobyciu uprawnień – zwracają uwagę eksperci z niemieckiego portalu branżowego elektroauto-news.net i dodają, że nierzadko ten sam model jest używany do nauki i egzaminu na prawo jazdy. Nie dziwi zatem fakt, że po zdobyciu uprawnień świeżo upieczeni kierowcy nabywają właśnie taki sam samochód do jazdy na co dzień. Zdaniem fachowców należy też zwrócić uwagę na to, że szczególnie młode pokolenie będzie w przyszłości decydowało o tym, jak szybko samochody elektryczne będą zastępowały auta z silnikami spalinowymi na naszych drogach. Wniosek płynie z tego taki, że szkoły nauki jazdy mogą przyczyniać się do kształtowania opinii i postaw ekologicznych wśród kursantów.

Autor: Mikołaj Adamczuk, Oskar Włostowski 

Narzędzia
i kalkulatory