MENU
Gotowość na kryzys

Elektryfikacja to dziś nie tylko transformacja. To kwestia bezpieczeństwa

Z polskiej perspektywy nie chodzi o to, żeby próbować przewidzieć kolejny kryzys czy jego polityczne konsekwencje, dużo ważniejsze jest pytanie o naszą gotowość na takie zdarzenia - podkreśla Piotr Drożdżyk, E-Mobility Business Development Lead w Enefit
Źródło zdjęcia: Enefit

Tekst sponsorowany

Piotr Drożdżyk, E-Mobility Business Development Lead w Enefit

Napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie po raz kolejny przypominają Europie, że cena energii jest również ceną zależności. Sytuacja wokół cieśniny Ormuz ma znaczenie daleko wykraczające poza region Zatoki Perskiej. To jeden z najważniejszych szlaków transportu ropy na świecie, dlatego poważne zakłócenia w tym miejscu mogą szybko oddziaływać na światowe ceny surowca, a w konsekwencji – na koszty ponoszone przez europejskie gospodarki i kierowców[1].

Z polskiej perspektywy nie chodzi jednak o to, żeby próbować przewidzieć kolejny kryzys czy jego polityczne konsekwencje, dużo ważniejsze jest pytanie o naszą gotowość na takie zdarzenia. Transport nadal opiera się przede wszystkim na paliwach ropopochodnych. To oznacza, że wydarzenia, na które nie mamy wpływu, mogą przekładać się na koszty mobilności i funkcjonowania całej gospodarki. I to właśnie tutaj elektryfikacja zaczyna mieć znaczenie wykraczające poza kwestie klimatyczne.

Nie tylko emisje

Przez lata o elektromobilności rozmawialiśmy przede wszystkim w kontekście ograniczania emisji. To nadal ważny argument, ale dziś zdecydowanie nie wyczerpuje tematu. Elektryfikacja transportu powinna być traktowana również jako element szerzej rozumianego bezpieczeństwa energetycznego.

Samochód elektryczny korzysta z energii, którą możemy produkować z wielu źródeł – w tym coraz częściej ze źródeł odnawialnych rozwijanych lokalnie. Nie oznacza to oczywiście, że energia elektryczna jest odporna na wszelkie wahania cen, natomiast pozwala na większą dywersyfikację oraz możliwość stopniowego zwiększania udziału energii produkowanej w kraju. Ponadto elektryfikacja transportu może wspierać stabilizację sieci elektroenergetycznej poprzez ładowanie pojazdów w momentach korzystnych dla pracy systemu. W połączeniu z dynamicznymi cenami energii może to również obniżać koszty jazdy dla kierowców.

Znaczenie tej dywersyfikacji staje się szczególnie widoczne, gdy spojrzymy na skalę uzależnienia Unii Europejskiej od importowanych surowców energetycznych. W 2024 roku import netto pokrywał 57 proc. potrzeb energetycznych UE, a ropa i produkty ropopochodne stanowiły 67 proc. importowanej do Unii energii. W przypadku samej ropy zależność importowa sięgała 96,6 proc. [2].

To ważny kontekst także dla Polski. Tylko w 2025 r. Polska wydała ok. 51 mld zł netto na import ropy naftowej[3]. Elektryfikując transport, możemy część energii zużywanej dziś w postaci paliw ropopochodnych zastępować energią elektryczną, a środki na import ropy inwestować w kraju. Tę energię, wraz z rozwojem OZE, jesteśmy w stanie w coraz większym stopniu produkować w kraju. Nie zlikwiduje to w 100% naszej zależności od importu energii i surowców, ale zmniejsza ekspozycję transportu na wahania jednego globalnego rynku.

Samochody elektryczne to tylko część układanki

Jeżeli jednak chcemy mówić o elektromobilności w kontekście bezpieczeństwa energetycznego, nie możemy patrzeć wyłącznie na liczbę samochodów elektrycznych na drogach. Potrzebujemy równolegle nowych mocy OZE, mocniejszych sieci elektroenergetycznych, magazynów energii i infrastruktury ładowania. Szczególnie sieci będą miały tutaj coraz większe znaczenie. Wraz z elektryfikacją transportu do systemu dochodzi nowe zapotrzebowanie na energię, którym trzeba umiejętnie zarządzać.

Elektryfikacja to dziś nie tylko transformacja. To kwestia bezpieczeństwa - Enefit 1 1
Fot. Enefit

W Enefit widzimy tę zmianę zarówno w Polsce, jak i w państwach bałtyckich. W 2025 roku nasza sieć przekroczyła 1500 publicznych punktów ładowania w Polsce, Estonii, na Litwie i Łotwie. Ale sama liczba ładowarek nie jest jedyną miarą dojrzałości rynku. Kierowcę interesuje przede wszystkim to, czy może łatwo znaleźć działający punkt o odpowiedniej mocy. Z perspektywy energetyki równie istotne będzie natomiast to, jak ładowanie tysięcy, a docelowo setek tysięcy pojazdów zintegrujemy z siecią elektroenergetyczną.

Bezpieczeństwo energetyczne zaczyna się od dywersyfikacji

Polska i państwa bałtyckie mają już doświadczenie w ograniczaniu strategicznych zależności energetycznych. W lutym 2025 roku Litwa, Łotwa i Estonia zsynchronizowały swoje systemy elektroenergetyczne z siecią Europy kontynentalnej przez Polskę. Był to jeden z najważniejszych kroków ostatnich lat dla bezpieczeństwa energetycznego naszego regionu.

Transport jest oczywiście innym wyzwaniem, ale lekcja jest podobna: bezpieczeństwo nie musi oznaczać pełnej samowystarczalności. W praktyce oznacza przede wszystkim posiadanie alternatyw. Nie wiemy, ile będzie kosztowała baryłka ropy za pięć czy dziesięć lat. Nie wiemy też, gdzie pojawi się kolejny kryzys, który wpłynie na jej cenę. Możemy za to zdecydować, jak bardzo polski transport będzie od tego rynku zależny.

Elektryfikacja transportu będzie wzmacniać bezpieczeństwo energetyczne tylko wtedy, gdy równolegle będziemy zwiększać krajowe moce wytwórcze, rozwijać źródła odnawialne oraz inwestować w sieci i magazyny energii. Im większą część potrzeb energetycznych transportu możemy pokrywać energią elektryczną i krajową produkcją, tym mniejszy wpływ na nasze koszty mają wahania na globalnym rynku ropy. To kierunek, który warto konsekwentnie rozwijać w Polsce. Nie wiemy, jaki będzie kolejny impuls cenowy na rynku paliw, ale możemy sprawić, żeby z czasem miał on coraz mniejsze znaczenie dla polskiego transportu i gospodarki.


[1] U.S. Energy Information Administration (EIA). Dostęp: eia.gov.

[2] Eurostat, Energy in Europe: imports dependency, 18 marca 2026 r. Dane za 2024 r. Dostęp: ec.europa.eu/eurostat.

[3] https://www.forum-energii.eu/rocznik-dane-o-energetyce

REKLAMA