W skrócie:
- Dlaczego hałas trafił do pierwszej trójki zagrożeń zdrowotnych w Europie
- Które źródło hałasu jest największe (i dlaczego to zaskoczenie)
- Ile realnie kosztuje nas życie w hałasie
- Jak miasta walczą z hałasem u źródła
- Jaką rolę odgrywa elektromobilność
- Temat będzie omawiany podczas KNM 2026 w Katowicach
Hałas – trzecie największe zagrożenie środowiskowe w Europie
Skutki dotykają milionów ludzi. Blisko 17 mln Europejczyków doświadcza chronicznego rozdrażnienia związanego z hałasem, a 4,6 mln – poważnych zaburzeń snu. Badania wiążą go również z depresją, pogorszeniem funkcji poznawczych, a nawet z ryzykiem demencji. Szczególnie narażone są dzieci: EEA szacuje, że ponad pół miliona z nich ma z tego powodu trudności w czytaniu, a około 272 tys. zmaga się z nadwagą. Mechanizm jest biologiczny – hałas działa, jak przewlekły stresor, uruchamiając reakcje organizmu nawet podczas snu, gdy człowiek świadomie go „nie słyszy”.
Największe źródło – nie lotnictwo, lecz droga za oknem
Największe emocje budzi zwykle hałas lotniczy, ale skala problemu jest gdzie indziej. Według EEA aż 92 mln Europejczyków jest narażonych na szkodliwy hałas drogowy przekraczający obowiązujące progi (55 dB w porze dzienno-wieczorno-nocnej). Dla porównania: kolej dotyczy około 18 mln osób, a lotnictwo – 2,6 mln. To ruch samochodowy, zwłaszcza w gęsto zabudowanych centrach miast, jest dominującym i najbardziej powszechnym źródłem hałasu.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) dodaje przy tym, że negatywne skutki zdrowotne mogą pojawiać się już przy poziomach niższych niż limity obowiązujące w wielu państwach – realna skala zjawiska jest więc prawdopodobnie większa, niż pokazują oficjalne mapy akustyczne.
Noc – gdy cisza decyduje o regeneracji
Kluczowy jest hałas nocny. Zaburza sen i regenerację organizmu, a długotrwała ekspozycja wiąże się ze zwiększonym ryzykiem nadciśnienia i chorób układu krążenia. Dyrektywa hałasowa (END) wyznacza dla pory nocnej próg 50 dB, ale WHO w swoich wytycznych z 2018 roku rekomenduje wartości jeszcze niższe. To dlatego coraz częściej mówi się nie o „ograniczaniu uciążliwości”, lecz o ochronie zdrowia publicznego – hałas nocny jest w tej perspektywie problemem medycznym, a nie tylko komfortowym.
Koszt – ponad 95 miliardów euro rocznie
Życie w hałasie ma też wymiar ekonomiczny. EEA szacuje, że hałas transportowy odpowiada w Europie za utratę 1,3 mln lat życia w zdrowiu rocznie, co przekłada się na koszt rzędu 95,6 mld euro – około 0,6 proc. europejskiego PKB. To skala, przy której cisza przestaje być kategorią estetyczną, a staje się realną pozycją w rachunku zdrowotnym i gospodarczym miast.
Miasta – walka z hałasem u źródła, nie tylko za ekranem
Europejskie miasta coraz częściej walczą z hałasem u źródła, zamiast ograniczać się do ekranów akustycznych – te bowiem chronią punktowo i nie rozwiązują problemu tam, gdzie ludzie faktycznie mieszkają. W praktyce oznacza to strefy Tempo 30, cichsze nawierzchnie, rozwój transportu publicznego i infrastruktury rowerowej oraz wyznaczanie „stref ciszy”. Zmienia się też sam sposób oceny jakości miejskiej przestrzeni. Liczy się już nie tylko to, jak szybko można się po mieście przemieszczać, ale również jak głośno się w nim żyje. Ograniczenie hałasu zaczyna być traktowane podobnie jak poprawa jakości powietrza czy dostęp do zieleni – jako jeden z warunków zdrowego miasta.
Polska – mapy hałasu i strefy Tempo 30 w praktyce
W Polsce narzędzia do walki z hałasem są już wpisane w prawo. Miasta powyżej 100 tys. mieszkańców mają obowiązek – wynikający z unijnej dyrektywy hałasowej (END) i ustawy Prawo ochrony środowiska – sporządzać i aktualizować co pięć lat strategiczne mapy hałasu (dawniej mapy akustyczne). To one wskazują miejsca najbardziej narażone na hałas drogowy, szynowy i lotniczy, a następnie stają się podstawą programów ochrony środowiska przed hałasem. Równolegle coraz więcej polskich miast – od Warszawy po Kraków i Gdańsk – rozszerza strefy Tempo 30 i obszary uspokojonego ruchu, które ograniczają hałas u źródła, zamiast maskować go ekranami. To pokazuje, że pytanie o „projektowanie ciszy” nie jest w Polsce abstrakcją, lecz realnym elementem polityki miejskiej.

Elektromobilność – cichszy, choć nie bezgłośny transport
W tym równaniu istotną rolę odgrywa zmiana napędów. Samochody elektryczne przy niskich prędkościach – typowych dla ruchu miejskiego – są znacząco cichsze od spalinowych, bo znika hałas jednostki napędowej. Nie jest to cisza absolutna: przy wyższych prędkościach dominuje hałas opon i toczenia, a ze względu na bezpieczeństwo pieszych auta elektryczne muszą emitować dźwięk systemu AVAS przy prędkościach do około 20 km/h. Mimo to elektryfikacja floty realnie obniża tło akustyczne miast – nieprzypadkowo w optymistycznym scenariuszu EEA na 2030 rok jednym z założeń jest właśnie 25-procentowy udział pojazdów elektrycznych w ruchu drogowym.
Czy da się zaprojektować ciszę?
To pytanie coraz częściej trafia do urbanistów, architektów i samorządów. EEA ostrzega, że przy obecnym tempie zmian Unia Europejska nie osiągnie celu ograniczenia liczby osób chronicznie narażonych na hałas o 30 proc. do 2030 roku (względem 2017). Bez dodatkowych działań – regulacyjnych i projektowych – próg pozostanie poza zasięgiem. Oznacza to, że walka z hałasem będzie wymagała nie tylko nowych przepisów, ale przede wszystkim innego projektowania mobilności i przestrzeni miejskiej.
Hałas tematem Kongresu Nowej Mobilności 2026
Właśnie dlatego hałas będzie jednym z tematów Kongresu Nowej Mobilności 2026, który odbędzie się w dniach 23–25 września w Katowicach. W ramach ścieżki New Climate Policy & Health zaplanowano m.in. keynote „Nowy miejski smog: hałas” oraz panel „SUMP a zdrowe miasto. Jak polityki mobilności wpływają na zdrowie, jakość powietrza i jakość życia?”. Punktem wyjścia będzie proste pytanie: czy zamiast chronić mieszkańców przed hałasem, możemy projektować miasta tak, żeby generowały go mniej?
Źródło: PSNM
