W skrócie:
- Polestar i Clever jako pierwsi w Danii uruchomili pilotaż pełnego systemu V2X
- Polestar 4 nie tylko pobiera energię, ale też oddaje ją do domu i sieci
- Pojazd staje się tym samym elementem infrastruktury energetycznej
- W pełni naładowany BEV może utrzymać działanie przeciętnego gospodarstwa domowego nawet przez kilka dni
- Europa pozostaje kluczowym rynkiem submarki Volvo – odpowiada za 78 proc. sprzedaży detalicznej
Polestar jak powerbank
Kiedy Henrik Bang, dyrektor zarządzający Polestar Denmark, mówi, że „rozwiązanie jednych z największych wyzwań energetycznych naszych czasów prawdopodobnie stoi już na twoim podjeździe”, trudno uznać to za przesadę. Polestar i Clever rozpoczęli w Danii pilotaż technologii V2X (vehicle‑to‑everything), która pozwala wykorzystać akumulator trakcyjny samochodu elektrycznego jako magazyn energii dla domu, a nawet jako źródło zasilania dla sieci elektroenergetycznej. Projekt obejmuje wybrane gospodarstwa domowe i wykorzystuje do tego model Polestar 4, tj. pierwszy w Danii samochód testowany w pełnym scenariuszu V2X – czytamy na stronie firmy.
Według danych producenta, Polestar 4 w ramach pilotażu może pracować w trzech trybach: V2H, czyli zasilania domu w godzinach szczytu; V2G, czyli oddawania energii do sieci, gdy zapotrzebowanie rośnie; oraz w trybie wyspowym, który pozwala zasilać dom podczas awarii. To nie tylko technologia, ale realna zmiana logiki energetycznej – auto wówczas staje się buforem, który stabilizuje system i obniża koszty użytkownika.
Inteligentne ładowanie
Clever wykorzystuje w projekcie swoją platformę inteligentnego ładowania, która już dziś automatycznie planuje ładowanie w godzinach najniższych cen energii. V2X idzie krok dalej, bo samochód może nie tylko ładować się wtedy, gdy prąd jest najtańszy, ale też oddawać energię, gdy ceny rosną lub gdy sieć tego potrzebuje. Jak podkreśla Christina Fink, CEO Clever, „przenosimy V2X z wizji przyszłości do codzienności”. Firma zapowiada, że pierwsze komercyjne rozwiązania V2X chce wprowadzić już w 2027 roku.

W praktyce oznacza to, że samochód elektryczny może pokryć zapotrzebowanie domu na energię w najdroższych godzinach doby, korzystając z wcześniej zgromadzonej, tańszej energii. W trybie awaryjnym – jak wynika z danych Polestar – w pełni naładowany pojazd może utrzymać działanie przeciętnego gospodarstwa domowego nawet przez kilka dni. To szczególnie istotne w krajach, gdzie rośnie udział niestabilnych źródeł odnawialnych i potrzebne są elastyczne magazyny energii.
Sprzedaż, ale nie w Polsce
Polestar równolegle wzmacnia swoją obecność w Europie. Producent ogłosił wejście na rynki Estonii, Łotwy i Litwy, gdzie pierwsze salony – tzw. Polestar Spaces – zostaną otwarte jeszcze w tym roku. To część strategii rozbudowy globalnej sieci sprzedaży do 250 lokalizacji. Jak podkreśla Scott Dicken, Chief Commercial Officer marki, to znaczący krok dla młodego producenta, który działa już w ponad 30 krajach. Europa pozostaje kluczowym rynkiem – odpowiada za 78 proc. sprzedaży detalicznej Polestar w pierwszym kwartale 2026 roku – chwali się producent.
W krajach bałtyckich kierowcy Polestar skorzystają z rozbudowanej infrastruktury ładowania – ponad 2800 punktów, od szybkich ładowarek po lokalne stacje, dostępnych przez usługę Polestar Charge. To ważne, bo region ten dynamicznie rozwija sieć ładowania i staje się jednym z bardziej przyjaznych rynków dla elektromobilności w Europie Północnej.
W Polsce sytuacja wygląda inaczej. Marka nie posiada oficjalnego przedstawicielstwa ani własnej sieci salonów. Jak przypomina portal EVdlaCiebie.pl, samochody można kupić jedynie poprzez niezależnych importerów i prywatnych dealerów. Z kolei Elektromobilni.pl zwracają uwagę, że mimo braku oficjalnej sieci sprzedaży, właściciele Polestarów mogą korzystać z autoryzowanych serwisów Volvo, m.in. w Warszawie i Wrocławiu, ale to brzmi w pełni naturalnie, bo przecież obie marki należą do tej samej grupy (Geely – przyp. red.) i dzielą część infrastruktury technicznej.
Oskar Włostowski






