W skrócie:
- 23 polskie miasta są od stycznia 2026 r. zobligowane do zakupów wyłącznie zeroemisyjnego taboru przewozowego
- To się może zmienić za sprawą MSWiA. Resort uważa, że elektryki nie nadają się do masowej ewakuacji ludności w czasie zagrożenia
- Atutem e-autobusów są akumulatory, czyli dość pokaźne magazyny energii
- Rejestracje bezemisyjnych autobusów rosną w imponującym tempie
- Na koniec kwietnia br., elektrycznych i wodorowych autobusów było 2 225
- To jednak zaledwie ok. 8% całej autobusowej floty w naszych miastach
Bezemisyjne autobusy w zdecydowanej mniejszości
Krajobraz polskich ulic zmienia się nie do poznania, a cisza sunących przez centra miast autobusów elektrycznych staje się nowym standardem. Zjawisko to nie jest dziełem przypadku, lecz efektem „dokręcania śruby” przez ustawodawcę. Zgodnie z nowelizacją Ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych, od początku 2026 roku miasta liczące powyżej 100 tysięcy mieszkańców stają przed radykalnym wyborem, tzn. muszą kupować mogą wyłącznie autobusy zeroemisyjne.
To nie jest już tylko sugestia czy proekologiczny trend, ale twardy obowiązek prawny, który bezpośrednio dotyka 23 największe ośrodki w kraju. Na liście tej znajdują się nie tylko tętniące życiem metropolie jak Warszawa, Kraków czy Łódź, ale także mniejsze ośrodki, takie jak Elbląg czy Tychy, które muszą dostosować swoje plany zakupowe do nowych, restrykcyjnych realiów.

Skala tej transformacji jest imponująca, co potwierdzają twarde dane z rynku. Jak wynika z Licznika elektromobilności, na koniec kwietnia 2026 roku w Polsce zarejestrowanych było już 2061 autobusów elektrycznych, co stanowi wzrost o blisko 40 procent w stosunku do roku ubiegłego. Tylko w samym kwietniu park tych pojazdów powiększył się o rekordowe 146 sztuk, a łącznie z „wodorowcami” Licznik elektromobilności wskazuje już ponad 2 225 ekologicznych jednostek. Mimo tak dynamicznego wzrostu, warto zachować odpowiednią perspektywę. Przy ogólnej liczbie około 18,5 tysiąca autobusów miejskich w Polsce, „zielona flota” to wciąż zaledwie 8 procent całego taboru.

MSWiA chce furtki w przepisach
Ten optymistyczny obraz ekologicznej rewolucji został jednak ostatnio zmącony przez twarde stanowisko Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Jak donosi „Dziennik Gazeta Prawna”, wiceszef resortu Wiesław Leśniakiewicz skierował do rządu pismo, w którym wprost alarmuje, że autobusy elektryczne nie nadają się do masowej ewakuacji ludności w warunkach wojennych lub podczas blackoutu.
Głównym problemem jest ograniczony zasięg oraz całkowite uzależnienie od infrastruktury energetycznej, która w sytuacjach kryzysowych jest pierwszym celem ataku lub najsłabszym ogniwem systemu, chociaż nie jest z nią tak źle, co także udowadnia Licznik elektromobilności PSNM oraz PSNM, ale MSWiA dąży do stworzenia „furtki” w przepisach, która pozwoliłaby wyłączyć zakupy pojazdów realizowane na potrzeby obrony cywilnej z restrykcyjnego obowiązku zeroemisyjności.

Głos resortu nie jest odosobniony, bo podobne obawy od dawna artykułowali sami samorządowcy. Andrzej Nowakowski, prezydent Płocka – miasta, które odważnie inwestuje zarówno w wodór (zamówienie na 18 sztuk), jak i elektryczność – przestrzega przed całkowitym odejściem od tradycyjnych napędów. Jego zdaniem miasto musi być przygotowane na nieprzewidywalność rzeczywistości, a posiadanie w odwodzie „zwykłych diesli” jest po prostu kwestią elementarnego bezpieczeństwa mieszkańców – pisze Portal Samorządowy.
Podobnego zdania jest prof. Robert Tomanek, który przywołuje historyczną analogię: dawniej na stacjach kolejowych w Katowicach trzymano parowozy na wypadek wojny. Dziś taką rezerwą strategiczną powinny być autobusy spalinowe, choć jednocześnie profesor podkreśla, że kierunek dekarbonizacji jest słuszny, gdyż buduje odporność na wahania cen paliw kopalnych wywołane chociażby konfliktami na Bliskim Wschodzie – cytowany przez portal wnp.pl.
Zeroemisyjny transport to inwestycja w zdrowie..
Z drugiej strony barykady stoją eksperci od ochrony środowiska i zdrowia publicznego. Katarzyna Sobótka, ekspertka ds. e-mobilności, podczas European Economic Congress 2026 podkreślała, że inwestycja w zeroemisyjny transport to przede wszystkim inwestycja w zdrowie mieszkańców. W miastach, gdzie jakość powietrza drastycznie odbiega od norm, szybka elektryfikacja taboru jest jedyną drogą do ograniczenia szkodliwych emisji. Sobótka zauważa, że wyzwania infrastrukturalne i finansowe są duże, ale pasażerowie doceniają komfort jazdy bez wibracji i hałasu, a kierowcy zdążyli już przyzwyczaić się do nowej technologii.
.. i w bezpieczeństwo energetyczne
Warto pamiętać w nawiązaniu do obaw dotyczących skutecznej ewakuacji ludności. że autobusy elektryczne, to też spore magazyny energii na kołach. Taka forma wykorzystania pojazdów w czasie potencjalnego kryzysu, może zapewnić dostęp do zgromadzonej energii, niezbędnej do ratowania życia, czy zdrowia.
Miliardy z KPO
Paliwem napędzającym transformację napędową są ogromne pieniądze płynące z Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej rozdysponował już 2,63 miliarda złotych bezzwrotnych dotacji, co pozwoli 68 miastom na zakup 763 elektrobusów i ponad stu pojazdów wodorowych. Liderem zakupowym jest Warszawa, która otrzymała ponad 236 milionów złotych na 80 nowoczesnych jednostek. Tuż za nią plasuje się Kraków z dotacją 131 milionów złotych oraz Łódź z kwotą 116 milionów. Jednak te astronomiczne sumy niosą ze sobą presję czasu – aby rozliczyć środki z KPO, tabor musi zostać odebrany do końca czerwca 2026 roku. To ogromne wyzwanie dla producentów, zwłaszcza że produkcja autobusu wodorowego może trwać nawet rok – uważają branżowi eksperci.
Polska elektromobilność
Polska na tym polu ma jednak powody do dumy, będąc europejską potęgą w produkcji zeroemisyjnych pojazdów. To u nas działają tacy giganci jak Solaris (hiszpańska Grupa CAF), ale także firmy z polskim kapitałem jak Autosan, ARP e-Vehicles czy wodorowy projekt grupy Polsat-Plus – PAK-PCE. Nasz rodzimy przemysł jest w stanie odpowiedzieć na rosnący popyt, ale czy system energetyczny i plany obronne nadążą za tą zmianą?

W cieniu wielkiej polityki i miliardowych inwestycji pozostaje jeszcze problem wykluczenia komunikacyjnego. Podczas gdy metropolie walczą o czyste powietrze, gminy wiejskie biją na alarm w sprawie zmian w Funduszu rozwoju przewozów autobusowych. Według danych (cytowanych w Dziennik Gazeta Prawna), aż 815 gmin w Polsce boryka się z bardzo wysokim poziomem zagrożenia wykluczeniem transportowym. Rządowe plany zmiany zasad dofinansowania, promujące współpracę między samorządami i większych organizatorów, budzą obawy mniejszych gmin, że zostaną zepchnięte na margines.
Wnioski
Podsumowując, polska komunikacja miejska znajduje się na rozdrożu. Z jednej strony mamy ambitne cele klimatyczne i miliardy na ich realizację, z drugiej – brutalną rzeczywistość geopolityczną i potrzeby obronne państwa. Jak zauważył wiceprezydent Krakowa Stanisław Mazur, cytowany przez media, wysoki standard kosztuje i wymaga silnego wsparcia centralnego. Wydaje się jednak, że najdroższą lekcją może być ta, którą odbierzemy w momencie braku prądu, jeśli wcześniej nie zadbamy o mądrą dywersyfikację i strategiczne rezerwy „tradycyjnego” taboru.
Statystyki ogólne – Elektromobilność w polskiej komunikacji miejskiej (stan na kwiecień 2026 r.).
| Kategoria | Liczba / Wartość |
| Miasta powyżej 100 tys. mieszkańców (objęte nowym obowiązkiem od 2026 r.) | 23 |
| Zarejestrowane autobusy bezemisyjne w Polsce (stan na 30.04.2026 r.) | 2 225 |
| Planowane do zakupu autobusy elektryczne (w ramach programu ZTP 3.0*) | 763 |
| Liczba miast otrzymujących dotacje na zeroemisyjny tabor (ZTP 3.0) | 68 |
| Udział „zielonej floty” w całym taborze autobusowym w Polsce | ok. 8 proc. |
* Program Zielony transport publiczny ZTP 3.0
Źródło: Licznik elektromobilności/opr. własne
Oskar Włostowski






