W skrócie:
- Europa wciąż traci dystans do Chin w elektromobilnym wyścigu
- Stary Kontynent może odrobić straty przed 20230 rokiem
- Warunek? Nie wolno osłabiać regulacji – podkreśla T&E
- Chiny produkują dziś 60 proc. wszystkich „elektryków” sprzedawanych na świecie
Europa – margines błędu się kurczy
Europa nie stoi jeszcze na przegranej pozycji w globalnym wyścigu o elektromobilność, ale margines błędu gwałtownie się kurczy. Najnowsze analizy Transport & Environment (T&E), opublikowane w raporcie „State of European Transport 2026”, pokazują, że Unia Europejska wciąż może dogonić Chiny pod względem sprzedaży samochodów elektrycznych przed końcem dekady. Zdaniem autorów, warunek jest jeden – nie wolno zwalniać tempa, a tym bardziej rozmiękczać regulacji dotyczących emisji CO₂ dla nowych aut.
Słabsze normy osłabiły presję
Według T&E, jeszcze w 2020 r. Europa i Chiny szły łeb w łeb, jeśli chodzi o udział pojazdów elektrycznych w sprzedaży nowych samochodów. Sytuacja zmieniła się po 2022 r., gdy słabsze europejskie normy CO₂ pozwoliły producentom „na oddech”, ale jednocześnie osłabiły presję na elektryfikację. Chiny wykorzystały ten moment i odskoczyły. Teraz, dzięki ambitniejszym celom na 2025 r., dystans zmalał do trzech lat – wynika z najnowszej analizy T&E.

Samochody elektryczne to „super-dźwignia”
To jednak tylko jedna strona medalu. Druga jest znacznie bardziej dotkliwa ekonomicznie. Bo Europa, wstrząsana kolejnymi kryzysami energetycznymi, wciąż płaci gigantyczny rachunek za ropę. Według doniesień T&E, import ropy ma w tym roku sięgnąć 300 mld euro, z czego aż 80 mld euro to „premia kryzysowa” wynikająca z wysokich cen surowca, czyli z sytuacji z którą obecnie się zmagamy, a co gorsza – nie wiadomo jak długo jeszcze.

W tym kontekście elektryfikacja transportu przestaje być kwestią ekologii, a staje się strategicznym narzędziem bezpieczeństwa energetycznego. Jak podkreśla William Todts, dyrektor wykonawczy T&E, „samochody elektryczne są super-dźwignią kończącą europejską zależność od importowanej ropy”.
Więcej BEV, mniej ropy
T&E przypomina także, że już dziś 8 milionów „elektryków” jeżdżących po europejskich drogach pozwala ograniczyć zużycie ropy o wiele milionów baryłek rocznie – pisaliśmy o tym niedawno na elektromobilni.pl, cytując wyliczenia Reuters.
To realny, policzalny efekt, który w krajach o wysokiej sprzedaży EV, w krajach takich jak Dania czy Niderlandy, przekłada się na wyraźne spadki emisji z transportu. Problem w tym, że w innych państwach, m.in. w Hiszpanii, sprzedaż aut elektrycznych pozostaje zbyt niska, by zrównoważyć wzrost emisji.

Zielony Ład to nie obciążenie
W tle trwa globalna rywalizacja o technologie przyszłości. Chiny produkują dziś 60 proc. wszystkich „elektryków” sprzedawanych na świecie, a ich moce wytwórcze w bateriach trakcyjnych są dwudziestokrotnie większe niż europejskie, pisze serwis CNBC.
Jednocześnie europejski sektor bateryjny przechodzi transformację, bo na kontynencie inwestują firmy europejskie, chińskie i południowokoreańskie. T&E przekonuje, że odpowiednia polityka i finansowanie mogą odblokować potencjał Europy, ale tylko jeśli regulacje pozostaną ambitne.
Todts nie owija przy tym w bawełnę i mówi, że „narracja części europejskich producentów, jakoby kontynent był zbyt daleko za Chinami i potrzebował słabszych norm CO₂, jest – jak mówi – ‘fundamentalnie błędna’”. To właśnie regulacje trzymają Europę w grze. Ich osłabienie oznaczałoby kapitulację.
Raport „State of European Transport 2026” stawia sprawę dość jasno, a mianowicie, że Europejski Zielony Ład to nie obciążenie, lecz plan budowy gospodarki typu „cleantech” i fundament bezpieczeństwa energetycznego.
Ataki na ten projekt, prowadzone przez część branży motoryzacyjnej, T&E interpretuje jako krótkowzroczność i pogoń za zyskiem tu i teraz kosztem przyszłej konkurencyjności.
Oskar Włostowski






