Test elektromobilnych

15 stopni poniżej zera, czyli Kia EV4 Fastback na autostradzie. Ogromne zaskoczenie

Mity mówiące o tym, że samochody elektryczne nie nadają się do jazdy podczas mrozów można włożyć między bajki
Źródło zdjęcia: Jan Wiewiór

Choć pożegnanie z zimą w ostatnim czasie znacząco przyspieszyło, jesteśmy Wam winni zaprezentowanie wyników naszego ekstremalnego (prawie) testu jednego z najbardziej wyróżniających się aut, które w ostatnim czasie pojawiły się na polskich drogach. Mowa o Kii EV4 Fastback, którą pokonaliśmy prawie 500 kilometrów w jedną z najzimniejszych nocy mijającej zimy. Rezultat? Będziecie zaskoczeni.

Przeciwieństwa, które się przyciągają

Nie dalej jak kilka lat temu TikTokerzy ukuli sformułowanie „ugly hot”. Za internetową definicją tego pojęcia, kryje się określenie osób niekonwencjonalnie pięknych, o wyglądzie odbiegającym od kanonów piękna, jednak szalenie atrakcyjnych.

Ja również o tym wcześniej nie słyszałem. Okazuje się jednak, że Kia EV4 Fastback wpisuje się idealnie w definicję TikTokowych mędrców. Obok tego samochodu nie da się przejść obojętnie, ponieważ na pierwszy rzut oka wygląda tak pokracznie, że z każdym spojrzeniem coraz bardziej zaczyna się podobać. Trzeba się tylko przekonać do linii nadwozia, z którą nigdy wcześniej nie mieliście do czynienia.

Kia nazywa swoją filozofię designu sloganem „Przeciwieństwa, które się uzupełniają”. Pierwszym przeciwieństwem w sedanie, które od razu widzimy, jest stosunkowo krótka maska i bardzo długa, ciągnąca się niemal przez całą kabinę linia dachu, która opada dopiero na styku z klapą bagażnika.

Dzięki temu otrzymujemy samochód, który mierzy 4,7 metra długości i ponad 1,8 metra szerokości, opatrzony w kanciaste linie charakterystyczne dla myśli projektowej producenta. To dość spore gabaryty, co można odczuć dopiero za kierownicą pojazdu, próbując manewrować nim po zatłoczonym mieście.

Z zewnątrz EV4 Fastback sprawia wrażenie zwinnego i gibkiego, między innymi za sprawą opcjonalnego matowego lakieru Yacht Blue, który w zimowej scenerii prezentuje się obłędnie.

Konserwatywnie w środku

Pozycja za kierownicą jest poprawna. Oczywiście czuć, że siedzimy nieco wyżej, jednak efekt ten dla osoby mierzącej niespełna 180 centymetrów wzrostu jest praktycznie niezauważalny. Wyższym osobom, może się wydać ona lekko nienaturalna. Niby nisko nad ziemią, ale wysoko. Tak wiem, nam mikrusom o wzroście 178 cm wzrostu ciężko sobie to wyobrazić.

Samo wnętrze jest bardzo praktyczne i ergonomiczne, szczególnie jeśli często podróżujecie na dłuższych dystansach. Materiały użyte do wykończenia są przyjemne w dotyku, zwłaszcza tam, gdzie miłe być powinny.

Plastiku nie brakuje, choć jest on mniej inwazyjny, niż – ostatnimi czasy – w autach niemieckich marek. Bardzo duży plus należy postawić również przy pozostawieniu guzików, zarówno haptycznych, jak i analogowych. Pod ręką macie wszystko to, czego potrzebujecie, zwłaszcza w kontekście sterowania nawiewem i fotelami.

Wydawało mi się, że nie da się zepsuć czegoś, co jest idealne. Działy marketingu w pogoni za wymyślaniem innowacji postanowiły w wielu markach pożegnać stare, dobre przyciski. Dobrze, że Kia w tym aspekcie poszła pod prąd. Zdarza się również, że projektanci zapominają o tylnej kanapie. Czy tak jest w przypadku EV4 Fastback?

Zgadliście – nie jest. Z tyłu siedzi się bardzo wygodnie – miejsca nie zabraknie nawet najbardziej wymagającym osobom mierzącym powyżej 180 centymetrów wzrostu.

Podgrzewane fotele? W wersji GT Line są standardem, za który marki premium każą płacić krocie. Dodatkowo producent nie zapomniał o udogodnieniach w postaci kilku portów USB-C. To naprawdę dobrze przemyślane wnętrze!

Pierwsza rysa? Ładowanie

Uśmiech schodzi z twarzy, gdy zatrzymamy się na ładowanie. Do naszego ekstremalnego (prawie) testu przejdziemy za chwilę, jednak patrząc na to, co obiecuje producent – czyli ładowanie z maksymalną mocą 120 kW, należy zastanowić się, czy w dzisiejszych czasach to wynik wystarczający, jak dla auta tej klasy.

To z kolei efekt architektury 400 V i akumulatora litowo-jonowego, o pojemności 81,4 kWh (Kia do wyboru daje także wersję o pojemności 58,3 kWh). Dzięki temu od 10 do 80 procent można się naładować w nieco ponad pół godziny.

Samochód został skonstruowany na platformie E-GMP, która jest współdzielona między Kią, a Hyundaiem. Co ciekawe, jest ona dostosowana również do architektury 800 V, której mimo wszystko tu brakuje.

Producent obiecuje też ekonomiczną jazdę, z zasięgiem WLTP w cyklu mieszanym na poziomie 612 kilometrów. Do dyspozycji mamy także napęd na przednią oś, 204 KM pozwalające rozpędzić EV4 Fastback do 100 km/h w 7,5 s. Trochę mało, choć czy potrzebujemy więcej? Coraz częściej się nad tym zastanawiam.

Obydwie wersje nadwoziowe EV4 są wyposażone w funkcję Vehicle-to-Load (V2L), która umożliwia zasilanie urządzeń zewnętrznych oraz w technologię Vehicle-to-Grid (V2G), zapewniającą możliwość współdzielenia energii. Dodatkowo razem z samochodem dostajemy od Kii ładowarkę Green Cell Habu, a to akurat bardzo miły dodatek.

System inforozrywki jest intuicyjny i dobrze zaprojektowany z wyjątkiem mapy i funkcji planowania trasy. Edycja zaproponowanych przez komputer pokładowy przystanków to droga przez mękę i po kilku próbach się poddałem. Chętnie poznam tych, którym sztuka opanowania nawigacji w tym aucie się udała.

Zimno na samą myśl

Czy temperatura na poziomie -15 st. C. brzmi jak wystarczające wyzwanie dla testu autostradowego samochodu elektrycznego? Postanowiłem to sprawdzić na odcinku Zielona Góra – Warszawa (460 KM), który pokonałem drogą ekspresową S3 i autostradą A2 podróżując – tam gdzie to było możliwe i zasadne – zgodnie z dozwoloną prędkością.

Przy 120 km/h zużycie energii (z wykorzystaniem pompy ciepła do podgrzania baterii przed ładowaniem) wyniosło 27 kWh. Z kolei przy prędkości autostradowej, czyli 140 km/h (dozwolone prędkości celowo wypisuję dla zapominalskich), Kia EV4 Fastback zużyła średnio 29,2 kWh.

Czas przejechania całej trasy, bez uwzględnienia ładowania, wyniósł 4 godziny 38 minut. Natomiast na ładowarkach (2 przystanki) spędziłem łącznie około 45 minut. Co ważne – nie dojeżdżałem do stacji na rezerwie, tak samo pod dom.

Oczywiście, zarówno trasę, jak i ładowanie, można było załatwić szybciej. Ale ja się spieszyć nie lubię, a ładowarki w domu nie posiadam – dlatego potrzebowałem mieć samochód naładowany na minimum 25 procent na następny dzień.

Co się okazało? Że 400V daje radę, a maksymalna moc ładowania wynosząca 120 kW nie jest aż taką przeszkodą. Faktycznie, chciałoby się więcej, jednak podróżując w bądź co bądź wymagających warunkach, dwie około 20-minutowe przerwy są dla kierowcy wręcz wskazane.

Dodatkowo muszę też przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczony przyzwoitym zużyciem energii, jak na trudne warunki jazdy. Sam samochód prowadził się niezwykle komfortowo, przewidywalnie i stabilnie. Jazda nim była relaksująca, między innymi za sprawą dobrego wyciszenia kabiny i wygodnych foteli. O nic więcej bym nie prosił (z wyjątkiem niedoskonałej funkcji planowania trasy).

Werdykt – czy Kia EV4 Fastback zdała egzamin?

Mity mówiące o tym, że samochody elektryczne nie nadają się do jazdy podczas mrozów można włożyć między bajki. EV4 Fastback okazała się autem, na którym można polegać – zarówno w mieście, jak i na trasie niezależnie od pogody. Jeśli nie należycie do grupy osób, która liczy każdą sekundę podczas ładowania i ma w zwyczaju dojeżdżać do domu na 1% naładowania, przeciętne parametry ładowania nie będą dla Was przeszkodą.

Za cenę 237 tys. zł. otrzymujemy naprawdę porządny samochód, który odwdzięcza się wszechstronnością. Dobrze sprawdzi się podczas codziennej jazdy w mieście, ale i poradzi sobie w podróży nawet przy dwucyfrowych mrozach. Mimo kilku niedociągnięć, to naprawdę ciekawa propozycja dla tych, którzy szukają na rynku czegoś nowego, co dodatkowo się wyróżni.

Chyba, że przeciwieństwa dla Was nie powinny się przyciągać.

Jan Wiewiór

Fot. Autor

REKLAMA