- UE chce zastąpić cła importowe na auta elektryczne z Chin, cenami minimalnymi
- Bruksela i Pekin osiągnęły porozumienie w tej kwestii
- Importerzy będą zobligowani do przedstawienia cenników z uwzględnieniem m.in.: wsparcia publicznego, kosztów i marż oraz cen lokalnej konkurencji
- Mechanizm ma szansę zostać wdrożony jeszcze w 2026 roku
- Czy auta elektryczne z Państwa Środka staną się droższe na Starym Kontynencie?
- W krótkoterminowym horyzoncie być może. W dłuższej perspektywie raczej nie
UE i Chiny z porozumieniem
W teorii oznacza to odejście od taryf przywozowych, w praktyce – zupełnie nowy sposób regulowania konkurencji cenowej między producentami z Chin a markami wytwarzającymi auta w Europie.
Porozumienie jest odpowiedzią na napięcia handlowe, które narastały od 2023 roku i znalazły finał w październiku 2024 roku, gdy Unia Europejska wprowadziła dodatkowe cła na elektryczne samochody produkowane w Chinach. Teraz Bruksela sygnalizuje gotowość do ich zniesienia – ale tylko pod warunkiem spełnienia nowych, restrykcyjnych kryteriów.
Minimalne ceny importowe zamiast ceł
Cła na elektryki „Made in China” obowiązują formalnie od października 2024 roku i są efektem wielomiesięcznego dochodzenia prowadzonego przez Komisję Europejską. Ustalono wówczas, że chińscy producenci korzystają z szerokiego wsparcia państwowego – od preferencyjnych kredytów, przez subsydia energetyczne, po wsparcie logistyczne – co zaburza konkurencję na rynku unijnym.

W efekcie nałożono dodatkowe opłaty w wysokości od 7,8 do 35,3 procent, doliczane do standardowego 10-procentowego cła importowego. Objęły one zarówno marki stricte chińskie, jak BYD czy Polestar, jak i producentów zachodnich wytwarzających auta elektryczne w Chinach – m.in. Teslę, BMW czy Cuprę. Cła miały obowiązywać przez pięć lat.
Importerzy z papierowymi obowiązkami
Nowe porozumienie zakłada zastąpienie tych stawek minimalnymi cenami importowymi. Importerzy będą zobowiązani do przedstawienia cenników, które uwzględnią:
- poziom wsparcia publicznego, jaki – według wyliczeń Komisji – otrzymuje producent w Chinach,
- koszty i marże charakterystyczne dla porównywalnych samochodów elektrycznych produkowanych na terenie Unii Europejskiej,
- ceny lokalnej konkurencji w danym segmencie
Deklarowane ceny będą musiały zostać zaakceptowane przez Komisję Europejską. Co istotne, importerzy i producenci zostaną również zobowiązani do ujawnienia planowanej skali sprzedaży w UE oraz poziomu inwestycji realizowanych na jej terytorium. Te ostatnie mogą stać się kluczowym argumentem w negocjacjach o obniżenie minimalnych cen.

Elektryki z Chin droższe czy tańsze? Krótkoterminowo – raczej droższe
Z perspektywy europejskiego klienta zmiany mogą początkowo okazać się niezbyt korzystne. Minimalne ceny importowe mają bowiem zrównoważyć brak ceł, a nie stworzyć furtkę do dalszego dumpingu cenowego. Oznacza to, że importer nie będzie mógł po prostu „odjąć” kilkunastu czy kilkudziesięciu procent cła i przenieść tej różnicy na finalną cenę w salonie.

Wręcz przeciwnie – w wielu przypadkach nowe ceny mogą okazać się zbliżone do obecnych, a w niektórych segmentach nawet wyższe. Komisja Europejska chce bowiem, aby ceny uwzględniały realne koszty produkcji i sprzedaży porównywalnych aut w UE, co w praktyce ogranicza agresywne strategie cenowe znane z ostatnich dwóch lat, kiedy chińskie marki oferowały auta naprawdę tanio.
Producenci wciąż mają jednak pole manewru: mogą ciąć koszty, ograniczać marże lub stopniowo przenosić część produkcji i inwestycji do Europy. Ten ostatni element jest szczególnie istotny w dłuższym horyzoncie.
Długofalowo: więcej inwestycji i powrót presji cenowej?
Nowy system otwiera drogę do rewizji minimalnych cen importowych w przyszłości. Jeżeli producent będzie w stanie wykazać, że nie korzysta już z istotnego wsparcia państwowego w Chinach – lub że znaczną część wartości dodanej generuje w Unii Europejskiej – Komisja może zgodzić się na obniżenie deklarowanych cen.
Istotna jest też zmiana przepływu pieniędzy: różnica między minimalną ceną importową a faktyczną ceną sprzedaży nie trafi do unijnej kasy jako cło. Pozostanie po stronie importera lub producenta, co zwiększa motywację do inwestowania w Europie i budowania tu długofalowej obecności, zamiast krótkoterminowej wojny cenowej.
Porozumienie zostało zaakceptowane zarówno przez Pekin, jak i Brukselę. Konkretnej daty jego wdrożenia na razie nie podano, ale według nieoficjalnych informacji ma to nastąpić jeszcze w 2026 roku.
PMA
