Audi Q4, czyli brać co jest
W taki sposób zostałem posiadaczem Audi Q4 Sportback E-Tron 45 Quattro. Cały proces trwał 3 tygodnie. Auto czekało cierpliwie na placu, jako że dealerzy w całym kraju masowo zamówili na końcówkę 2025 r. Q4-rki. Okazało się, że wyprzedają się jak świeże bułeczki, a model, który parkuję dziś w garażu, w rzeczywistości był jedynym dostępnym na tamten moment autem.
Z gustami się nie dyskutuje
Jest biały, a białych samochodów nie lubię. Tapicerkę wykończono czerwoną nitką, co zupełnie nie pasuje do lakieru. Nie ma haka, co było dla mnie warunkiem koniecznym (jako miłośnik wyjazdów z rowerami za miasto), a limit kilometrów wynosi jedynie 10 tys. na rok. Na papierze brzmi jak absurdalna decyzja.

Należy jednak pamiętać, że o ile biały może i nie jest pierwszym lakierem, który bym wybrał, o tyle moja „druga połówka” wręcz przeciwnie – jest wprost zakochana w każdym elemencie tego auta. Biorąc to wszystko pod uwagę, bilans strat i zysków jest na zbliżonym do siebie poziomie – a to pierwszy sukces.
Czy brak ładowarki jest ograniczeniem?
Największą obawą przed podjęciem decyzji o wzięciu auta w leasing był fakt, że życie bez prywatnej ładowarki lub choćby gniazda 230 V może być dość uciążliwe. Owszem, infrastruktury nie brakuje, jednak również i z finansowego punktu widzenia, utarło się wiele mitów, za sprawą których ładowanie na mieście jest demonizowane i opisywane jako koszmarnie drogie. W rzeczywistości każdy może wejść w cennik operatorów i obliczyć, czy faktycznie jest tak źle.
Co się okazało po blisko sześciu miesiącach użytkowania? Nie mam problemu z podładowaniem się na mieście. Owszem, czasem szukam powodu, by pojechać do galerii handlowej, gdzie samochód się podładuje. Zdarza się, że aplikacja się zatnie, albo ładowarka jest w rzeczywistości w pełni obłożona.
Ale są to pojedyncze przypadki – w rzeczywistości brak własnego wallboksa wcale nie jest przeszkodą. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że jest delikatnym utrudnieniem, a podliczając koszty użytkowania, tak czy siak jest oszczędniej, niż przy sportowej benzynie.
Europejska motoryzacja z przewagą
Jestem orędownikiem zmian, innowacji i konkurencji w sektorze motoryzacyjnym, stąd też na „patriotyzm” względem „tradycyjnej”, „naszej”, europejskiej motoryzacji patrzę przez palce i z przymrużeniem oka. Owszem, dla konkurencyjności naszej gospodarki kluczowa jest silna pozycja przemysłu motoryzacyjnego (zwłaszcza dla Polski), lecz pojawienie się producentów z Chin (odkładając na bok subsydia i centralne sterowanie gospodarką) traktowałem i nadal traktuję jako motywację do jeszcze cięższej pracy nad jakością samochodów ze Starego Kontynentu.
Przed wyborem Q4 bardzo poważnie zastanawiałem się jednak, nad autem z Chin. Co by nie mówić, coraz bogatsza oferta, również i z finansowego punktu widzenia jest bardzo kusząca. Czego mnie jednak nauczył ostatni rok i kilka objeżdżonych „chińczyków”?
Mimo gadżetów, usprawnień i udogodnień oraz ciekawych pomysłów, dla Europejczyków kluczowymi aspektami przy codziennym użytkowaniu samochodu nadal są: bezpieczeństwo, jakość prowadzenia i ekonomia. O ile to ostatnie, czyli spalanie i zużycie energii są na zbliżonym poziomie, o tyle pod względem samej precyzji prowadzenia i bezpieczeństwa auta producentów z Europy dystansują o kilka długości samochody z Chin.

Przytoczę tu tylko pewną historię: fotografując jeden z chińskich samochodów, zatrzasnąłem się wewnątrz i przez dobrych kilka minut nie byłem w stanie otworzyć samochodu. W parku prasowym podczas zdawania samochodu usłyszałem potem: „czasem mu się to zdarza”.
W innym „Chińczyku” system utrzymania pasa ruchu działał tak agresywnie, że kilkukrotnie byłem o krok od potrącenia lusterka zaparkowanego przy drodze samochodu. Nie wspominając już o niedokończonych i niedopracowanych systemach inforozrywki, nieprzetłumaczonym menu …
Wszystko działa normalnie
Żadnej z tych rzeczy nie uświadczyłem w swoim Q4. Samochód otwiera się i zamyka normalnie, auto prowadzi się jak na Audi przystało – pewnie i precyzyjnie. Przy podróżowaniu z prędkością autostradową mam pełną kontrolę nad autem, zaś w mieście – mimo sporych gabarytów, manewrowanie Q4 jest przyjemne. W zasadzie już po pierwszym kwadransie, zarówno ja, jak i moja partnerka bez problemu przyzwyczailiśmy się do prowadzenia, systemów asystujących czy całego software’u.
Po prostu: jest intuicyjnie, trochę minimalistycznie, ale ze smakiem i klasą. Czyli tak, jak być powinno – bez dodatkowych rozpraszaczy. Tym autem podróżuje się po prostu miło. Być może to trywializm, ale dobrze się w nim czuję, a to coś, czego w chińskich autach nie uświadczyłem, no może z wyjątkiem XPENGów.

Choć Audi mogłoby się bardziej postarać przy materiałach użytych do wykończenia wnętrza, mimo wszystko odwdzięcza się jakością prowadzania i poczuciem bezpieczeństwa, które przynajmniej dla mnie, są zdecydowanie ważniejsze, niż tapicerka i skrzypiące boczki drzwi.
Wykup? Nie, dziękuję
Podsumowując, jestem zadowolony z podjętej decyzji. Cieszę się również, że nie dałem się skusić na elektryka z Chin – na to obawiam się jest jeszcze odrobinę za wcześnie, choć potencjał producentów z Państwa Środka jest ogromny, o ile mądrze „podejdą” (w zasadzie już to robią – przyp. red.) europejskiego klienta. Tym, co odróżnia Q4 od sprzedanego przeze mnie cabrio jest jednak fakt, że Audi … nigdy nie będzie tak naprawdę moje.
Wiem, zabrzmiało to patetycznie i w pewien sposób romantycznie. Cieszę się, drogi Czytelniku, że uśmiechnąłeś się nad klawiaturą.
Chodzi o coś innego. Mój poprzedni samochód opłacało się wykupić po zakończeniu leasingu. Można wręcz powiedzieć, że na jego sprzedaży zarobiłem. Przez lata poczyniłem w nim też wiele modyfikacji, które nadały mu spersonalizowanego charakteru. Tymczasem elektrycznego Q4 nie wykupię, bo byłaby to najgorsza decyzja z finansowego punktu widzenia, jaką bym w życiu podjął.

Sam samochód jest wyceniony katalogowo na nieco ponad … 300 tysięcy złotych, a jego wartość po 2 latach użytkowania … cóż, zaryzykuję stwierdzenie, że będzie dość żałosna. Dlaczego więc nad tym faktem ubolewam? Zawsze można wziąć kolejne auto w leasing lub wynajem.
Rzecz w tym, że są na tym świecie ludzie, którzy do aut się przywiązują. Ja do tej grupy należę. I choć Q4 nie wywołuje u mnie takich emocji, jak sportowy kabriolet, gdzieś z tyłu głowy chciałbym znów mieć auto, z którym zbuduję więź. Ale niestety, czasy się zmieniają i za 1,5 roku moje Audi będzie szukało nowego właściciela – a ja nowego auta. Już teraz wiem, że będzie to elektryk.
Jan Wiewiór
Fot. Autor






