Home Testy Test: e-tron S – performance to mało

Zeroemisyjne portfolio Audi

Test: e-tron S – performance to mało

Zeroemisyjne portfolio Audi

Test: e-tron S – performance to mało

System zarządzania energią wymaga w modelu dopracowania
Fot. Audi
Przeczytasz w 5 min
Przeczytasz w 5 min

Pojazdy elektryczne to nie tylko ekologia, ale też sport przez duże „S”. Wie o tym Audi, które w minionym czasie wypuściło usportowioną odmianę jednego ze swoich elektrycznych modeli, czyli e-tron S 55 Sportback. Czy jednak w tym szale mocy nie zabrakło pierwiastka rozsądku?

Elektromobilność to przyszłość Europy. Firmy motoryzacyjne zainwestowały miliardy dolarów w przygotowanie fabryk oraz rozwój technologii związanej z pojazdami zeroemisyjnymi. Przykładem może być grupa Volkswagena, która na przestrzeni trzech lat zdecydowanie urozmaiciła ofertę modeli ładowanych z gniazdka. Dotyczy to również marki Audi, która w swoim portfolio ma już 6 zeroemisyjnych aut.

W ostatnim czasie miałem okazję testować jeden z tych modeli. Był nim Audi e-tron S. Choć sam model był jednym z pierwszych na rynku, to z biegiem lat nie wychodzi z mody. Linie nadwozia są nowoczesne i przyciągają wzrok. Nic dziwnego jest to auto o długości 4902 mm, szerokości 2043 mm oraz posiadające rozstaw osi 2928 mm. Po dodaniu do tego 22 calowych kół, o prostym, ale niebanalnym kształcie otrzymujemy bryłę trafiającą prosto w gusta entuzjastów marki. Przykładem może być choćby model testowy. Dobór kolorystyki oraz dodatków designerskich z zewnątrz sprawia, że ten samochód nie może się nie podobać.

We wnętrzu z kolei mamy do czynienia z połączeniem nowoczesności z klasycznymi rozwiązaniami. Oczywiście nie zabrakło trzech ekranów, z czego dwa są dotykowe. Na szczęście jednak zachowano fizyczne przełączniki, choć tylko w małej części. To na co we wnętrzu jeszcze zwrócić należy uwagę to nienaganne wykończenie, gigantyczny schowek w tunelu środowym oraz stosunkowo dużo miejsca w drugim rzędzie siedzeń.

Przejdźmy jednak do rzeczy najważniejszej w przypadku e-trona S – napędu. W tym przypadku mamy do dyspozycji trzy silniki (dwa na tylnej osi) umożliwiając tym samym niezależne sterowanie momentem na każdym z tylnych kół. W efekcie moc szczytowa to subtelne 503 KM – moc w trybie boost zwiększyła się o 95 KM, a liczba niutonometrów zwiększa się o 309 do 973. Czas przyspieszenia do 100 km/h przy pełnej mocy (dostępna przez 8 sekund w trybie Boost) wynosi 4,5 sekundy. Prędkość maksymalna to 210 km/h, która została ograniczona elektronicznie.

Bateria? Cóż, Audi zaszalało z jej wielkością. Do dyspozycji jest wariant o pojemności 95 kWh i moc ładowania do 150 kW. Jednak mimo to nie liczmy na dobre zasięgi. Niestety system zarządzania energią wymaga znacznej poprawy. Wartości średnie wynoszące między 25,8 a 28,1 kWh na każde 100 kilometrów są dużą wartością. Zbyt dużą. Życie weryfikuje to jeszcze bardziej i szybko okazuje się, że osiągnięcie rezultatów poniżej 30 kWh/100 km nie jest takie trudne. Przez to zasięg na w pełni naładowanym akumulatorze to ok. 300 km. Mało? Zdecydowanie. Tego typu auto mimo swoich genialnych osiągów przestaje się nadawać na dłuższe trasy, gdyż po prostu wymaga częstego ładowania.

PLUSY

  • Ciekawy design
  • Przestrzeń we wnętrzu
  • Dobra ergonomia wnętrza
  • Bardzo dobre osiągi
  • Reflektory przednie

MINUSY

  • Zużycie energii
  • Cena
  • Słaba widoczność przez tylną szybę
  • Wysoki prób załadunkowy bafażnika

Podsumowując

W efekcie samochód kosztujący od 428 100 zł brutto (wariant testowy: 571 220 zł brutto) staje się bardziej miejską zabawką niż pełnoprawnym, pierwszym autem w rodzinie. Szkoda, gdyż w tym pojeździe drzemie wielki potencjał. Wystarczyłoby nastawić się na zasięg i optymalizację zużycia energii, a nie na performance, który faktycznie może zaoferować tylko kilka aut na rynku, ale niestety w codziennej eksploatacji chodzi o coś więcej niż tylko przyspieszenie.  

Maciej Gis

Źródło: Własne
REKLAMA

Narzędzia
i kalkulatory