MENU
Problematyczne badanie techniczne

Polskie rejestracje, długi zagraniczny pobyt i kończący się przegląd. Co wtedy?

By zrobić przegląd techniczny auta na polskich "blachach", trzeba wrócić do kraju i pokonać np. z Hiszpanii kilka tysięcy kilometrów. Badanie trwa 15 minut.
Źródło zdjęcia: EPL

Spędzasz kilka miesięcy w domu w Hiszpanii, a samochód nadal ma polskie tablice. Wszystko działa do chwili, gdy zbliża się termin badania technicznego. Lokalna stacja może sprawdzić samochód, ale nie przedłuży ważności polskiego badania. W efekcie na przegląd trzeba wrócić do kraju i pokonać nawet kilka tysięcy kilometrów, by odbyć 15-minutową wizytę na stacji diagnostycznej. Unia Europejska chce ten problem rozwiązać, jednak na razie przepisy się nie zmieniły.

W skrócie:

  • Jesteś w Europie i korzystasz z własnego samochodu. Super!
  • Problem zaczyna się w momencie kiedy trzeba auto poddać okresowemu badaniu technicznemu
  • Oznacza to konieczność powrotu do kraju, pokonanie często tysięcy kilometrów i poniesienie dużych kosztów
  • W 2025 r. KE zaproponowała zmianę przepisów dotyczących badań technicznych
  • Istnieje szansa na wprowadzenie sześciomiesięcznych świadectw
  • Procedura legislacyjna nadal jednak trwa
  • A może przerejestrować auto? Przyglądamy się tematowi

Przegląd problemem

Taki problem może dotyczyć coraz większej grupy kierowców. Polacy kupują mieszkania i domy w Hiszpanii, Portugalii, Włoszech czy Chorwacji i spędzają tam nie dwa tygodnie urlopu, lecz po kilka miesięcy w roku. Zarejestrowany w Polsce samochód często jedzie z nimi albo wręcz zostaje na miejscu i czeka na przyjazd swoich właścicieli, by służyć im pod południowym słońcem.

Prędzej czy później pojawi się jednak ten problem. Polskiemu badaniu technicznemu kończy się ważność, samochód stoi np. pod Alicante, a kilka kilometrów dalej działa stacja kontroli pojazdów. Teoretycznie rozwiązanie wydaje się oczywiste: zrobić przegląd na miejscu. Tyle że obecnie tak to nie działa.

Hiszpańska stacja może sprawdzić auto, ale polskiego badania nie przedłuży

Okresowe badanie techniczne jest związane z państwem, w którym samochód został zarejestrowany. Wynika to nie tylko z polskich przepisów, ale też z obecnych zasad obowiązujących w Unii Europejskiej.

Dyrektywa 2014/45/UE zakłada, że samochody są okresowo badane przez państwo rejestracji albo przez stacje przez to państwo wyznaczone i nadzorowane.

W przypadku samochodu na polskich tablicach oznacza to polski system badań technicznych. Hiszpańskie ITV, niemiecki TÜV czy francuska stacja Contrôle Technique działają w swoich krajowych systemach. Nie mogą po prostu wykonać polskiego badania i przesłać jego wyniku do Centralnej Ewidencji Pojazdów.

Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby za granicą sprawdzić stan techniczny samochodu. Taka kontrola może dać właścicielowi informację, czy z autem wszystko jest w porządku. Nie zastąpi jednak okresowego badania wymaganego dla samochodu nadal zarejestrowanego w Polsce.

W skrajnym przypadku trzeba przejechać ponad 2000 km na przegląd

Wyobraźmy sobie właściciela mieszkania na Costa Blanca, który spędza tam trzy miesiące zimą. Do Polski ma ponad 2000 km, a termin badania przypada w połowie pobytu.

Najrozsądniej byłoby wykonać badanie w Polsce jeszcze przed wyjazdem albo wrócić przed upływem jego ważności.
Gorzej, jeśli termin już minął. Nie istnieje ogólny unijny wyjątek pozwalający przejechać przez kilka państw samochodem bez aktualnego badania tylko dlatego, że jedziemy nim do stacji kontroli w kraju rejestracji. Zagraniczna kontrola drogowa może sprawdzić, czy pojazd ma ważne badanie, i zastosować przepisy obowiązujące w danym państwie, co może skończyć się słonym mandatem.

Polskie rejestracje, długi zagraniczny pobyt i kończący się przegląd. Co wtedy? - Przeglad techniczny zagranica 1

Dlatego planowanie kilkudniowej podróży przez Europę samochodem z nieważnym badaniem jest ryzykowne. Formalnie bezpieczniejszym wyjściem pozostaje wtedy transport auta, co oczywiście przy odległości liczonej w tysiącach kilometrów może oznaczać spore koszty, rzędu nawet kilku tysięcy złotych.

Nie jest to tylko polski problem

Z punktu widzenia kierowcy sytuacja jest trudna do zrozumienia. Skoro samochód może legalnie przejechać z Warszawy do Walencji, a hiszpańska stacja potrafi sprawdzić hamulce, zawieszenie, oświetlenie czy emisję spalin, dlaczego nie może przedłużyć ważności jego badania?

Tyle że podobny problem nie dotyczy wyłącznie Polaków. Obecny europejski system został zbudowany wokół państwa rejestracji. Co do zasady Niemiec, Francuz czy Czech przebywający przez kilka miesięcy w innym kraju UE również musi pilnować wymagań państwa, w którym jego samochód jest zarejestrowany.

Nie mamy jeszcze jednego europejskiego „przeglądu”, który można zrobić w dowolnym państwie.

Unia określa minimalny zakres badań i wiele wspólnych wymagań, ale poszczególne kraje nadal organizują systemy po swojemu. Różnią się choćby częstotliwością kontroli.

W Polsce samochód osobowy przechodzi pierwsze badanie przed upływem trzech lat od pierwszej rejestracji, następne przed upływem kolejnych dwóch, a później już co roku. W Niemczech po pierwszym badaniu kolejne wykonuje się zasadniczo co dwa lata. We Francji pierwsza kontrola przypada przed czwartymi urodzinami auta, a następne co dwa lata. W Hiszpanii samochody osobowe do czwartego roku życia są zwolnione z ITV, później badanie wykonuje się co dwa lata, a po ukończeniu 10 lat – co roku.

To pokazuje, dlaczego proste wzajemne uznawanie wszystkich badań nie jest aż tak banalne, jak mogłoby się wydawać.

Unia chce wprowadzić „przegląd na przeczekanie”

Co ciekawe, Komisja Europejska zauważyła właśnie problem osób czasowo mieszkających poza krajem rejestracji samochodu.

W kwietniu 2025 r. zaproponowała zmianę przepisów dotyczących badań technicznych. Jedną z najważniejszych nowości ma być możliwość wykonania kontroli w innym państwie UE.

Nie byłoby to jednak pełne przeniesienie badania do zagranicznej stacji. Kierowca otrzymywałby tymczasowe unijne świadectwo zdatności do ruchu ważne przez sześć miesięcy.

Przykładowo polski samochód stojący w Hiszpanii mógłby przejść tamtejsze badanie, a właściciel otrzymałby dodatkowe pół roku na powrót do Polski. Następna właściwa kontrola miałaby już zostać przeprowadzona w kraju rejestracji.

To rozwiązanie pasuje właśnie do osób posiadających drugi dom i spędzających za granicą kilka miesięcy. Nie tworzy pełnego wspólnego systemu, ale usuwa konieczność organizowania nagłego powrotu przez pół Europy tylko z powodu daty w CEP.

Zmiana jest blisko, ale jeszcze nie obowiązuje

Problem w tym, że na dziś są to nadal dopiero planowane przepisy. Rada UE przyjęła swoje stanowisko pod koniec 2025 r. i poparła możliwość wydawania sześciomiesięcznych świadectw w innym państwie członkowskim. W maju 2026 r. za podobnym rozwiązaniem opowiedział się Parlament Europejski i zgodził się rozpocząć negocjacje z Radą.

Procedura legislacyjna nadal jednak trwa. Nie ma jeszcze obowiązującego prawa, które pozwalałoby właścicielowi polskiego samochodu pojechać dziś do hiszpańskiej ITV, zrobić badanie i dostać sześć dodatkowych miesięcy ważności uznawanej przez Polskę.

Dopiero po przyjęciu ostatecznych przepisów i ich wdrożeniu przez państwa członkowskie taka możliwość stanie się rzeczywistością.

A może przerejestrować samochód?

To zależy przede wszystkim od tego, gdzie właściciel faktycznie mieszka. Sam zakup mieszkania czy domu w Hiszpanii nie oznacza automatycznie konieczności zakładania hiszpańskich tablic. Unijne zasady opierają się na tzw. normalnym miejscu zamieszkania. Co do zasady chodzi o kraj, w którym dana osoba mieszka przez ponad 185 dni w roku ze względu na więzi osobiste lub zawodowe.

Jeśli ktoś mieszka na stałe w Polsce, a w drugim domu w Hiszpanii spędza trzy miesiące zimą, może co do zasady zachować polską rejestrację. Unijne wytyczne wprost przewidują sytuację osób posiadających drugi dom za granicą.

Trzeba jednak uważać na szczegółowe przepisy danego państwa, zwłaszcza jeżeli samochód zostaje tam na stałe.

Inaczej jest, jeśli to właśnie Hiszpania staje się rzeczywistym miejscem zamieszkania. Wtedy sensowniejsze – a często również wymagane – staje się zarejestrowanie samochodu na miejscu.
Hiszpańskie tablice rozwiązują problem, ale wymagają trochę „zachodu”.

Na przykład w Hiszpanii samochód sprowadzony z innego państwa UE trzeba najpierw przedstawić na badaniu ITV, które pozwoli uzyskać hiszpańską kartę techniczną.

Potrzebne są m.in. dokumenty samochodu oraz potwierdzenie jego homologacji, najczęściej europejskie świadectwo zgodności CoC. Dochodzą kwestie podatkowe, lokalny podatek związany z pojazdem oraz właściwa rejestracja w hiszpańskiej DGT.

Po zakończeniu procedury samochód otrzymuje hiszpański numer rejestracyjny i od tego momentu podlega już tamtejszym zasadom badań.

Nie jest to więc rozwiązanie dla kogoś, kto przyjeżdża na sześć tygodni nad Morze Śródziemne. Jeżeli jednak ktoś rzeczywiście przeniósł do Hiszpanii większość swojego życia, trzymanie przez lata samochodu na polskich tablicach tylko po to, żeby raz w roku pokonywać tysiące kilometrów na badanie techniczne, traci sens.

Trochę absurdalne, ale zrozumiałe

Patrząc wyłącznie oczami kierowcy, obecny system rzeczywiście może wydawać się absurdalny. Mamy wspólny europejski rynek, samochody z tą samą homologacją jeżdżą po całej Unii, a badania wykonują profesjonalne stacje. Mimo to auto z polskimi tablicami musi wrócić do polskiego systemu tylko dlatego, że kończy się termin przeglądu.

Z drugiej strony trudno byłoby z dnia na dzień uznać, że każda stacja w dowolnym państwie może przedłużać badanie każdego samochodu zarejestrowanego w UE. Kraje mają różne terminy kontroli, część własnych wymagań, oddzielne rejestry oraz inne systemy nadzoru nad diagnostami i stacjami. Trzeba też zapewnić bezpieczną wymianę danych i możliwość sprawdzenia dokumentu przez policję tysiące kilometrów dalej.

Dlatego sześciomiesięczne badanie tymczasowe wydaje się rozsądnym kompromisem. Kierowca nie musi wracać do kraju tylko z powodu jednej daty, ale odpowiedzialność za regularne badanie samochodu nadal pozostaje po stronie państwa, które go zarejestrowało.

Dziś jednak właściciel auta na polskich tablicach powinien przede wszystkim spojrzeć w datę następnego badania przed dłuższym wyjazdem. Jeśli drugi dom za granicą jest tylko miejscem na kilka miesięcy w roku, najłatwiej zrobić przegląd w Polsce odpowiednio wcześniej. Jeżeli natomiast „drugi dom” stał się już tym pierwszym, warto sprawdzić, czy najwyższy czas przenieść tam również samochód.

Piotr Sobczyk

REKLAMA