- Chiński rząd przedłużył dotacje do zakupu nowych aut
- W przypadku samochodów elektrycznych wsparcie wynosi 12% ceny zakupu
- Kupujący spalinówki mogą liczyć na 10%
- Dopłaty do elektryków sięgają 20 tys. juanów, a do aut spalinowych 15 tys. juanów
- rynek zmaga się z dużą nadpodażą samochodów
- Analitycy wróżą spadki sprzedaży aut na chińskim rynku w roku bieżącym
Pekin dołoży 20 tys. juanów
Pekin po raz kolejny sięga po sprawdzone narzędzie pobudzania popytu na samochody. Ale tym razem zrobił to szybciej , niż oczekiwał rynek. Na co najmniej tydzień przed planowanym terminem chińskie władze ogłosiły przedłużenie programu dopłat do wymiany aut, próbując ustabilizować sektor, który coraz wyraźniej wpada w turbulencje.
Zgodnie z komunikatem Narodowej Komisji Rozwoju i Reform oraz Ministerstwa Finansów, nabywcy, którzy zdecydują się zastąpić swoje dotychczasowe auto – i tu uwaga, zarówno spalinowe, jak i elektryczne – nowym pojazdem, mogą liczyć na dopłatę sięgającą 20 tys. juanów, czyli około 2,9 tys. dolarów.
W przypadku samochodów elektrycznych wsparcie wynosi 12 proc. ceny zakupu, przy czym obowiązuje wspomniany limit kwotowy. Kupujący auta spalinowe otrzymają 10 proc. wartości pojazdu, maksymalnie 15 tys. juanów – donosi dziennik South China Morning Post (SCMP).
Niższa półka cenowa nie skorzysta
Formalnie to kontynuacja czy też prolongata mechanizmu znanego z ostatnich dwóch lat, jednak w praktyce jego konstrukcja uległa istotnej zmianie – wskazują analitycy cytowani przez tamtejsze media. Wcześniej dopłaty miały charakter bardziej jednolity, dziś są wyraźnie powiązane z ceną samochodu.

Jak zauważa Wang Bin, analityk Deutsche Banku, nowe zasady oznaczają relatywne ograniczenie wsparcia dla pojazdów z niższych i średnich segmentów cenowych, szczególnie tych kosztujących poniżej 150 tys. juanów. To z kolei może najmocniej uderzyć w producentów wyspecjalizowanych w masowych, przystępnych cenowo modelach.
Kto straci, a kto zyska?
Na liście potencjalnych „przegranych” wymienia się m.in. Leapmotor, BYD oraz Geely, czyli firmy, które w ostatnich latach budowały swoją pozycję przede wszystkim na rynku krajowym, odpowiadając na popyt rosnącej klasy średniej.
Pomimo, że Pekin dołoży 20 tys. juanów do każdego elektryka, presja na cały sektor narasta. Deutsche Bank prognozuje, że w 2026 roku hurtowa sprzedaż samochodów osobowych w Chinach spadnie o około 5 proc., do 28,9 mln sztuk. JPMorgan jest równie ostrożny, szacując spadek całkowitej sprzedaży (obejmującej zarówno auta spalinowe, jak i elektryczne) na poziomie od 3 do 5 proc.
Potężna nadpodaż
Jeśli prognozy się potwierdzą, będzie to pierwszy spadek sprzedaży od 2020 roku. Problemem nie jest jednak wyłącznie popyt. Chiński przemysł motoryzacyjny zmaga się z nadpodażą na niespotykaną dotąd skalę. Według danych JPMorgan, zdolności produkcyjne sektora sięgają około 50 mln pojazdów rocznie, podczas gdy rzeczywista produkcja w 2025 roku może wynieść około 33 mln sztuk. Tak duża luka niemal automatycznie prowadzi do kolejnej rundy wojen cenowych.
Jak pisał portal Elektromobilni.pl, już dziś rynek doświadcza brutalnej konkurencji, która odbija się na wynikach finansowych producentów, zwłaszcza w segmencie aut elektrycznych. Spośród niemal 50 chińskich firm rozwijających pojazdy bateryjne, rentowność osiągnęło dotąd zaledwie kilka!
W gronie nielicznych dochodowych graczy znajduje się wspomniany BYD, czyli największy producent aut elektrycznych na świecie oraz Seres, wspierany technologicznie przez koncern technologiczny Huawei.

Sytuację dodatkowo komplikuje stopniowe wygaszanie preferencji podatkowych dla nabywców samochodów na prąd. Od dziś (1 stycznia 2026 roku – przyp. red.), kupujący przestaną być całkowicie zwolnieni z 10-procentowego podatku od zakupu. Zamiast tego zapłacą 5 proc., a pełna stawka ma powrócić w 2028 roku. To znak, że rząd, choć wciąż gotów interweniować, coraz ostrożniej podchodzi do bezpośredniego subsydiowania rynku – uważają analitycy.
Widmo polaryzacji
W ocenie przedstawicieli branży same dopłaty mogą okazać się niewystarczające. – To wyraźny sygnał, że władze chcą dalej stymulować rynek, ale bez realnych obniżek cen ze strony producentów i dealerów trudno będzie utrzymać sprzedaż na dotychczasowym poziomie – przyznaje Tian Maowei z firmy Yiyou Auto Service w Szanghaju, cytowany przez SCMP.

Pozostaje zatem nieodparte wrażenie, że dla chińskiej motoryzacji nadchodzące lata zapowiadają się więc jako okres surowej selekcji, gdzie część producentów może zostać zmuszona do ograniczenia działalności lub konsolidacji, a inni – jak pokazują niedawne inwestycje i przejęcia – próbują wzmocnić pozycję kapitałowo i technologicznie, myśląc o ekspansji zagranicznej, szczególnie w bogatej Europie, w tym Polsce, gdzie na rynku obecnych jest już przeszło 70 różnych modeli z Kraju Środka.
OW
