W skrócie:
- Siedem państw Unii Europejskiej sprzeciwia się złagodzeniu norm CO₂ dla samochodów
- Cofnięcie kursu spowolni elektryfikację i podważy miliardowe inwestycje europejskiego przemysłu
- Stanowisko „siódemki” stawia je w otwartym sporze z inną grupą państw, m.in. Włochami, Polską i Węgrami, które od miesięcy naciskają na Komisję, by dopuściła „neutralność technologiczną”
- Transport drogowy pozostaje największym emitentem, odpowiadając za 73 proc. emisji sektora w 2023 r.
Europa podzielona, czyli kto jest na „nie”?
W europejskiej debacie o przyszłości motoryzacji znów iskrzy. Jak donosi Brussel Signal, siedem państw Unii Europejskiej, tj. Dania, Francja, Luksemburg, Niderlandy, Portugalia, Hiszpania i Szwecja oficjalnie sprzeciwiło się jakiejkolwiek próbie złagodzenia norm emisji CO₂ dla samochodów. To wyraźny afront wobec Komisji Europejskiej, która w tym roku ma przeprowadzić przegląd regulacji i już wcześniej sugerowała, że po 2035 r. większą rolę mogłyby odegrać hybrydy oraz paliwa odnawialne.

Ta koalicja siedmiu państw nie pozostawia jednak złudzeń. Ich zdaniem każde poluzowanie zasad byłoby krokiem wstecz, spowolniłoby elektryfikację i podważyło przewidywalność regulacyjną, na której europejscy producenci opierają swoje inwestycje. W dokumencie, do którego dotarł Brussel Signal, rządy podkreślają, że elastyczność dla producentów powinna być „ściśle ograniczona” i powiązana z realnymi zobowiązaniami przemysłowymi oraz środowiskowymi.

Stanowisko „siódemki” stawia je w otwartym sporze z inną grupą państw, m.in. Włochami, Polską i Węgrami, które od miesięcy naciskają na Komisję, by dopuściła „neutralność technologiczną”. W praktyce oznaczałoby to większą przestrzeń dla hybryd plug‑in czy paliw syntetycznych, które miałyby współistnieć z elektromobilnością także po 2035 r. – pisaliśmy o tym na Elektromobilni.pl.
Spór a redukcja emisji
Siedem państw przypomina jednak o danych Komisji, według których hybrydy plug‑in emitują w realnym użytkowaniu nawet 3,5 razy więcej CO₂ niż w testach homologacyjnych. W ich ocenie rozszerzenie roli paliw odnawialnych w segmencie samochodów osobowych mogłoby osłabić impuls do elektryfikacji i stworzyć nowe zależności surowcowe, podczas gdy technologie te są bardziej potrzebne w lotnictwie i żegludze.
Spór o regulacje toczy się w momencie, gdy europejski transport wciąż nie radzi sobie z redukcją emisji. Raport Europejskiej Agencji Środowiska (EEA), opublikowany w listopadzie 2025 r., pokazuje, że emisje gazów cieplarnianych z transportu w UE od 2005 r. spadły jedynie symbolicznie. Po pandemicznym załamaniu w 2020 r. szybko wróciły na ścieżkę wzrostu, a wstępne dane za 2024 r. wskazują na kolejny wzrost o 0,7 proc. względem roku poprzedniego.

Transport drogowy pozostaje największym emitentem, odpowiadając za 73 proc. emisji sektora w 2023 r. EEA przewiduje, że tylko w tym segmencie emisje będą realnie spadać, podczas gdy lotnictwo i żegluga – już dziś rosnące – będą zwiększać swój udział w unijnym bilansie. Państwa członkowskie prognozują, że przy obecnych politykach emisje transportu w 2030 r. wrócą do poziomu z 1990 r., a dopiero dodatkowe działania mogłyby obniżyć je o 13 proc. – ostrzegają eksperci.
Polska nie ma się czym chwalić
Na tle unijnych danych szczególnie wyraźnie widać różnice między poszczególnymi krajami. Zestawienie Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) pokazuje, że Europa jako całość wyemitowała w 2023 r. 3,35 mld ton CO₂ z samego spalania paliw. Największym emitentem pozostają Niemcy z wynikiem 549 mln ton. Dalej są Turcja, Wielka Brytania, Włochy i Francja.
Polska plasuje się na szóstym miejscu w Europie z emisjami na poziomie 258 mln ton CO₂ w 2023 r. To wynik zbliżony do Francji, choć przy znacznie mniejszej populacji i gospodarce o mniejszym udziale przemysłu wysokich technologii. W przeliczeniu na mieszkańca Europa jako całość emituje o 12 proc. więcej CO₂ niż średnia światowa, co dobrze pokazuje, jak trudna będzie transformacja transportu i energetyki w regionie.
W tym kontekście spór o przyszłość norm emisji nabiera dodatkowego znaczenia. Dla jednych państw elektryfikacja to kwestia bezpieczeństwa energetycznego i uniezależnienia się od paliw kopalnych. Dla innych, zwłaszcza tych z silnym sektorem motoryzacyjnym opartym na silnikach spalinowych, zbyt szybkie tempo zmian może oznaczać ryzyko dla miejsc pracy i konkurencyjności.
Oskar Włostowski






