Drugi obieg elektromobilności

Elektryki z drugiej ręki tanieją i przyciągają kierowców. Czy Polska pójdzie śladem USA?

Postęp technologii, spadające ceny i rosnąca podaż aut poleasingowych sprawiają, że rynek używanych samochodów elektrycznych zaczyna się dynamicznie rozwijać. W Stanach Zjednoczonych staje się już ważnym filarem elektromobilności. W Polsce zjawisko dopiero raczkuje, ale pierwsze dane pokazują, że wtórny rynek aut na prąd przestaje być egzotyką.

W skrócie:

  • Rynek używanych samochodów elektrycznych zaczyna się dynamicznie rozwijać
  • W Stanach Zjednoczonych staje się już ważnym filarem elektromobilności
  • W całym 2025 r. sprzedano w USA 378 tys. używanych elektryków – aż o 35 proc. więcej niż rok wcześniej
  • W Polsce zjawisko dopiero raczkuje, ale widać pierwsze oznaki ożywienia

Elektryki z drugiej ręki już widać

Kilka lat wstecz elektromobilność kojarzyła się głównie z drogimi, nowymi samochodami. Dziś coraz częściej punktem wejścia do świata aut elektrycznych staje się rynek wtórny. W Stanach Zjednoczonych trend ten nabiera wyraźnego tempa, a eksperci wskazują, że podobny proces, ale na razie w znacznie mniejszej skali, zaczyna być widoczny także w Europie, w tym w Polsce.

Według danych firmy analitycznej Cox Automotive sprzedaż używanych samochodów elektrycznych w USA osiągnęła w styczniu 2026 r. poziom 31,5 tys. sztuk, czyli o około 21 proc. więcej niż rok wcześniej. Z kolei portal CarEdge podaje, że w całym 2025 r. sprzedano tam 378 tys. używanych elektryków – aż o 35 proc. więcej niż rok wcześniej. Jak zauważa Reuters, rosnąca dostępność tańszych egzemplarzy sprawia, że rynek wtórny staje się dla wielu kierowców najłatwiejszą drogą do elektromobilności.

Szybka utrata wartości bodźcem

Powodów jest kilka. Przede wszystkim samochody elektryczne – podobnie jak luksusowe modele spalinowe – stosunkowo szybko tracą na wartości. Wynika to głównie z błyskawicznego postępu technologicznego, bo nowe modele oferują coraz większy zasięg, szybsze ładowanie i bardziej zaawansowane oprogramowanie.

W efekcie kilkuletnie auta stają się znacznie tańsze. Według Cox Automotive różnica cenowa między używanymi samochodami elektrycznymi a spalinowymi zmniejszyła się w USA z 2591 dolarów w grudniu do 1376 dolarów w styczniu ( to ok. 5 tys. zł).

Degradacja to nie problem

Jednocześnie zmienia się percepcja samej technologii. Jeszcze niedawno jednym z głównych argumentów przeciwko elektrykom była obawa o trwałość baterii. Tymczasem, jak zauważa Sam Fiorani z AutoForecast Solutions, cytowany przez Reuters – nowoczesne akumulatory trakcyjne są projektowane tak, aby wytrzymać cały cykl życia samochodu. Ich stopniowa degradacja jest porównywalna z naturalnym zużyciem elementów w starszych autach spalinowych.

Na popularność używanych elektryków wpływa także rosnąca liczba aut wracających na rynek po leasingu. W Stanach Zjednoczonych aż połowę dziesięciu najczęściej leasingowanych modeli stanowią dziś samochody elektryczne. Po kilku latach trafiają one na rynek wtórny, zwiększając podaż i obniżając ceny.

Duży udział w tym procesie mają również firmy flotowe. Przykładem była wyprzedaż samochodów Tesli przez wypożyczalnię Hertz, która znacząco zwiększyła liczbę używanych aut tej marki dostępnych dla prywatnych klientów.

Rynek wtórny BEV w Polsce

Choć sytuacja za oceanem jest wyjątkowa, pewne podobieństwa można zauważyć także w Polsce. Tutaj jednak elektromobilność wciąż pozostaje niszowa. Z badania „Portfele Polaków pod lupą” wynika, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy zakup samochodu planuje 42 proc. Polaków, jednak zaledwie 4 proc. rozważa pojazd elektryczny. Jednocześnie aż 58 proc. potencjalnych nabywców deklaruje zainteresowanie samochodem używanym, co pokazuje, jak ważną rolę odgrywa w Polsce rynek wtórny.

Na razie „elektryki” stanowią na nim niewielki fragment. Z raportu przygotowanego przy udziale Volkswagen Financial Services wynika, że na koniec listopada 2025 r. po polskich drogach jeździło 118 203 w pełni elektryczne samochody. W ogłoszeniach sprzedaży auta tego typu stanowiły około 1,1 proc. wszystkich ofert, co przekłada się na ponad 4,3 tys. pojazdów dostępnych na rynku wtórnym.

Udział ten wydaje się niewielki, ale tempo wzrostu jest znaczące. Eksperci prognozują, że do 2030 r. liczba elektryków w Polsce może wzrosnąć do około 700 tys. egzemplarzy. Oznacza to, że w ciągu kilku lat na rynek wtórny zacznie trafiać coraz więcej aut po leasingach i flotach firmowych – dokładnie tak, jak wcześniej stało się to w Stanach Zjednoczonych.

Pojemność akumulatorów ma się dobrze

Raport Volkswagen Financial Services wskazuje też, że wiele obaw związanych z używanymi elektrykami nie znajduje potwierdzenia w praktyce. Przykładem jest test długodystansowy Volkswagena ID.3 Pro S z baterią 77 kWh: po czterech latach i ponad 160 tys. km samochód zachował 91 proc. pierwotnej pojemności akumulatora, a jego realny zasięg wciąż wynosił około 400 km latem i ponad 300 km zimą.

Perspektywy

Zdaniem ekspertów z Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności rodzimy rynek wtórny e-aut pozostaje na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Liczba ofert jest stosunkowo skromna, ceny wciąż stosunkowo wysokie, a infrastruktura ładowania, mimo że rozwija się szybko, to nadal nie daje takiego komfortu jak w krajach Europy Zachodniej. Do tego dochodzi niepewność części kierowców, podsycana mitami, dotycząca trwałości baterii i wartości rezydualnej pojazdu – przyp. red.

Ale rosnąca liczba używanych elektryków w ogłoszeniach oraz spadające ceny nowych modeli mogą w najbliższych latach zmienić obraz rynku. Bo to właśnie rynek wtórny – tak jak już dzieje się to w USA – może okazać się dla wielu kierowców pierwszym realnym krokiem w stronę elektromobilności. W Polsce będzie to jednak proces rozłożony na lata, a nie na kilka sezonów sprzedażowych.

Oskar Włostowski

REKLAMA