W skrócie:
Egzemplarz Luce „Chassis 0” osiągnął na licytacji RM Sotheby’s cenę 40 milionów USD
To najdroższy nowy samochód sprzedany na aukcji
Podstawowa cena nowego elektryka z Maranello, to …630 tys. USD
Co w zamian? Moc 1100 KM, 2,5 sekundy do „setki” i prędkość maksymalna 310 km/h i…perłowy lakier
Luce uszyty ma miarę
Ferrari potrafi zaskakiwać nawet wtedy, gdy wydaje się, że rynek jest przeciwko niemu. Trzy miesiące po premierze pierwszego w pełni elektrycznego modelu Luce – debiutu, który wywołał gwałtowną krytykę części fanów i chłodną reakcję inwestorów włoska marka odwróciła losy tej historii jednym spektakularnym gestem.
Podczas Monterey Car Week egzemplarz Luce „Chassis 0”, skonfigurowany w ramach programu Tailor Made, został sprzedany na aukcji RM Sotheby’s za 40 milionów dolarów. To najwyższa cena, jaką kiedykolwiek zapłacono za nowy samochód na aukcji.

Aukcja miała charakter charytatywny, a dom Sotheby’s zrezygnował z opłaty aukcyjnej, dzięki czemu cała kwota trafi do Ferrari Foundation, wspierającej programy edukacyjne. Jak podkreślono w katalogu aukcyjnym, była to „niepowtarzalna okazja” zdobycia pierwszego produkcyjnego Luce – samochodu, który już w momencie premiery budził emocje większe niż jakikolwiek elektryk z Maranello – donosi serwis CNBC.
Luce inny niż pozostałe
Egzemplarz „Chassis 0” wyróżnia się unikatowym wykończeniem Madreperla Semi-Gloss, tj. lakierem o perłowym pigmencie, który zmienia odcień od zieleni po fiolet w zależności od kąta padania światła. Wnętrze wykończono skórą Perla Le Mans z akcentami Grigio Corvara, zastępującymi tradycyjną czerń. To konfiguracja przygotowana specjalnie dla tego jednego egzemplarza, zgodnie z filozofią „tematu światła”, którą Ferrari opisywało jako próbę „przekształcenia percepcji powierzchni poprzez biel i refleksy”.

Pod względem technicznym Luce jest równie radykalna. Cztery silniki elektryczne generują łącznie ponad 1000 KM, a pięciodrzwiowe nadwozie – dodajmy pierwsze takie w historii Ferrari – przyspiesza do 100 km/h w 2,5 sekundy i osiąga prędkość maksymalną 310 km/h. To nie tylko odejście od tradycji, ale wręcz manifest nowej epoki. „Ferrari Luce nie ma nic wspólnego z elektrykami, które widzieliście u innych producentów. Trzeba ją zobaczyć i przejechać się, by zrozumieć, że niczego nie skopiowano – ani wnętrza, ani nadwozia, ani osiągów” – mówił podczas premiery dyrektor generalny Benedetto Vigna.
Spadki i wzrosty
Paradoksalnie, to właśnie ta odwaga stylistyczna i technologiczna początkowo wywołała falę krytyki. W dniu premiery analitycy mówili o „design hate”, a część komentatorów zarzucała Ferrari odejście od własnej tożsamości. Notowania spółki spadły, a rynek reagował nerwowo, zwłaszcza że konkurenci – tacy jak Porsche czy Lamborghini – zaczęli wycofywać się z planów dotyczących elektryków z powodu słabnącego popytu.

A jednak rekordowa aukcja pokazała, że w świecie Ferrari ostatecznym weryfikatorem jest nie internetowy komentarz, lecz gotowość kolekcjonerów do wydania pieniędzy. Warto przypomnieć, że standardowa cena katalogowa Luce wynosi około 550 tys. euro, czyli nieco ponad 630 tys. dolarów. Tj. ponad 2 mln zł. Tymczasem „Chassis 0” osiągnął cenę 62 razy wyższą niż wartość rynkowa modelu. To wynik, który przebija poprzedni rekord — 26 milionów dolarów (przeszło 120 ml zł) za Ferrari Daytona SP3 sprzedane rok wcześniej również na rzecz Ferrari Foundation.

Kto ma tak gruby portfel?
Kupującym okazał się amerykański inwestor i optometrysta dr Herbert Wertheim, którego majątek szacuje się na około 5 miliardów dolarów. Auto wróci teraz do Maranello na końcowe prace i zostanie dostarczone dopiero w pierwszym kwartale 2027 roku.
Ta rekordowa sprzedaż wpisuje się w szerszy kontekst finansowy Ferrari. Mimo kontrowersji wokół elektryfikacji, producent podniósł w ostatnim kwartale prognozy roczne, wskazując na rosnący popyt na personalizację i mocne wyniki sprzedażowe. Akcje Ferrari notowane w Mediolanie wzrosły od początku roku o blisko 12 procent, co pokazuje, że rynek zaczyna dostrzegać potencjał nowej strategii.
Oskar Włostowski
Źródło: CNBC, Fot. Ferrari