W skrócie:
- Kierowcy od 11 marca płacą więcej za 150 przejechanych kilometrów na A2
- Pokonanie trasy Nowy Tomyśl – Konin kosztuje kierowcę osobowego auta 120 złotych
- Kolejna podwyżka uruchomiła polityczną reakcję
- Minister infrastruktury zwrócił się do GDDKiA o analizę możliwości wypowiedzenia umowy z koncesjonariuszem
- Model koncesyjny daje operatorowi, czyli Autostradzie Wielkopolskiej bardzo szerokie uprawnienia w zakresie kształtowania opłat
- Pole manewru Państwa bardzo się zawęża
Droga A2
Od 11 marca 2026 r. kierowcy płacą więcej za przejazd koncesyjnym odcinkiem autostrady A2 między Nowym Tomyślem a Koninem. Stawka dla samochodu osobowego wzrosła do 40 zł za każdy z trzech około 50-kilometrowych odcinków, co oznacza 120 zł za przejazd całej 149-kilometrowej trasy.
Spółka Autostrada Wielkopolska uzasadnia decyzję rosnącymi kosztami utrzymania infrastruktury, obsługi zadłużenia i realizowanych inwestycji. To jeden z najdroższych odcinków autostrady nie tylko w kraju, ale i w Europie.
Wypowiedzenie umowy na horyzoncie?
To właśnie ta kolejna podwyżka uruchomiła polityczną reakcję. Minister infrastruktury Dariusz Klimczak zapowiedział, że zwrócił się do GDDKiA o analizę możliwości wypowiedzenia umowy z koncesjonariuszem. Jak mówił, „te podwyżki zdarzają się zbyt często”, a obecna podwyżka jest w jego ocenie nieuzasadniona.
Czy umowę da się wypowiedzieć? Koncesja dla Autostrady Wielkopolskiej została przyznana w 1997 r. na 40 lat, a po jej zakończeniu w 2037 r. odcinek ma zostać nieodpłatnie przekazany Skarbowi Państwa. To oznacza, że do wygaśnięcia kontraktu pozostaje jeszcze ponad dekada.
Sama długość obowiązywania umowy ma tu ogromne znaczenie, bo im bliżej końca koncesji, tym większe znaczenie mają zapisane wcześniej prawa i obowiązki stron oraz ewentualne koszty sporu lub przedterminowego zakończenia kontraktu.
NIK na tropie
Mechanizm ustalania opłat na tym odcinku od dawna budził zastrzeżenia kontrolerów państwowych. Najwyższa Izba Kontroli już w swoim raporcie wskazywała, że interesy Skarbu Państwa i użytkowników autostrad płatnych nie zostały w umowach koncesyjnych w pełni zabezpieczone.
NIK podkreślała, że umowy zawierają postanowienia niekorzystne zarówno dla strony publicznej, jak i dla kierowców, w tym dotyczące modelu finansowania, rozkładu ryzyka i mechanizmów rozstrzygania sporów. W odniesieniu do A2 problem jest szczególnie wyraźny, bo model koncesyjny daje operatorowi bardzo szerokie uprawnienia w zakresie kształtowania opłat.

Sedno problemu polega więc nie na tym, że państwo „nie zgadza się” z kolejną podwyżką, ale na tym, że wiele lat temu podpisało umowę, która pozostawia koncesjonariuszowi dużą swobodę. Z raportu NIK wynika, że koncesjonariusze na takich odcinkach są uprawnieni do samodzielnego ustalania i zmiany wysokości opłat, a rola strony publicznej jest ograniczona.
W praktyce oznacza to, że GDDKiA może opiniować zmiany, ale pole manewru państwa nie jest tu duże, jeśli proponowane stawki mieszczą się w ramach przewidzianych umową i przepisami. Dlatego polityczna zapowiedź zbadania możliwości wypowiedzenia kontraktu nie jest równoznaczna z realną łatwością jego rozwiązania.
Państwo z ograniczonymi możliwościami
Jest jeszcze drugi, mniej medialny, ale bardzo ważny aspekt: sposób rozstrzygania sporów. NIK zwracała uwagę, że umowy koncesyjne przewidują mechanizmy arbitrażowe, które z perspektywy Skarbu Państwa niekoniecznie są wygodne.
To ma znaczenie, bo nawet gdyby rząd chciał wejść na drogę ostrego sporu z koncesjonariuszem, nie oznacza to klasycznego, prostego starcia przed polskim sądem powszechnym. Taki model ogranicza państwu możliwość szybkiego i jednostronnego działania, a jednocześnie zwiększa ryzyko kosztownego konfliktu prawnego.
Obecny spór pokazuje, że Polska nadal ponosi skutki dawnych decyzji infrastrukturalnych, w których priorytetem było szybkie pozyskanie prywatnego kapitału i przerzucenie części ryzyk poza budżet państwa. Z perspektywy finansów publicznych taki model bywał wygodny, bo Skarb Państwa nie musiał bezpośrednio finansować całego przedsięwzięcia.

Z perspektywy użytkownika drogi oznaczał jednak droższy przejazd i mniejszy wpływ państwa na poziom opłat. Dokładnie to NIK opisywała już kilka lat temu, wskazując, że model relatywnie korzystny dla państwa może być jednocześnie niekorzystny dla kierowców.
Ceny raczej zostaną
Dlatego dziś najważniejsze pytanie nie brzmi, czy minister jest oburzony, ale czy państwo ma realne narzędzia, by skutecznie zmienić reguły gry przed 2037 rokiem bez wejścia w bardzo kosztowny spór. Analiza, o którą poproszono GDDKiA, pokaże zapewne właśnie to: nie tylko, czy wypowiedzenie umowy jest formalnie możliwe, ale też ile mogłoby kosztować i jakie ryzyka niosłoby dla budżetu. Na razie jedno jest pewne: kierowcy już płacą więcej. Szansa na ulgę dla nich wcale nie jest wielka. Pewne jest też to, że do końca koncesji będziemy świadkami niejednej jeszcze podwyżki na A2.
Piotr Sobczyk






