W skrócie:
- W Chinach zeroemisyjne ciężarówki stanowią już około 29% sprzedaży w tym segmencie
- Nowe modele oferowane w Europie mają być nawet o 30% tańsze od średniej ceny elektrycznej ciężarówki na Starym Kontynencie
- Jaka to cena? 320 tys. euro. Za diesla trzeba zapłacić ok. 100 tys. euro
- eHDV w Europie rozwija się powoli. W 2025 roku bateryjne ciężarówki odpowiadały za 4,2% wszystkich nowych rejestracji w UE
Elektryczne ciężarówki – wygrać niższymi kosztami
Europejski rynek samochodów ciężarowych, tzw. eHDV, wchodzi w nową fazę. Po sukcesie chińskich samochodów osobowych producenci z Azji zaczynają coraz śmielej wchodzić w segment ciężkiego transportu drogowego. Jak informuje Reuters, w 2026 roku sprzedaż e-ciężarówek w Europie planuje rozpocząć co najmniej sześć chińskich firm. Będą to: BYD, Farizon (należący do Geely), Sany, Sinotruk oraz start-upy Windrose i SuperPanther.

Strategia jest prosta – chcą wykorzystać przewagę kosztową wynikającą ze skali rynku. W Chinach zeroemisyjne ciężarówki stanowią już około 29 proc. sprzedaży w tym segmencie, co pozwoliło producentom znacząco obniżyć koszty technologii i baterii. W efekcie nowe modele oferowane w Europie mają być nawet o 30 proc. tańsze od średniej ceny elektrycznej ciężarówki na Starym Kontynencie, która dziś wynosi około 320 tys. euro – wynika z danych branżowych przywoływanych przez Reuters.
Na razie barierą jest cena
Na razie elektromobilność w segmencie eHDV w Europie rozwija się powoli. W 2025 roku bateryjne ciężarówki odpowiadały za zaledwie 4,2 proc. wszystkich nowych rejestracji w UE, choć jeszcze rok wcześniej było to tylko 2,3 proc. Główną barierą pozostaje cena, bowiem elektryczny zestaw kosztuje średnio trzykrotnie więcej niż diesel, którego cena oscyluje wokół 100 tys. euro.
Oczywiście europejscy producenci, tacy jak: Daimler Truck, Volvo Group czy koncern Traton (właściciel marek MAN i Scania), wciąż dominują na rynku i korzystają z lojalności firm transportowych wobec sprawdzonych marek.

Jednak w branży rośnie przekonanie, że ta przewaga może szybko stopnieć, jeśli Azjaci zdołają zaoferować tańsze i technologicznie bardziej zaawansowane pojazdy – pisze Global Banking and Finance.
– Mamy rok lub dwa, żeby się przygotować. Inaczej Chińczycy przejmą ten rynek – ostrzegał w rozmowie z mediami Chris Heron z organizacji branżowej E-Mobility Europe. Podobne stanowisko prezentują europejscy producenci. Prezes Volvo Group Martin Lundstedt przyznał, że chińskie firmy są – szybkie, innowacyjne i bardzo zdeterminowane, a rywalizacja dopiero się rozpoczyna.
670 km w 35 minut
Tempo rozwoju nowych konstrukcji rzeczywiście może zaskakiwać. Według konsultanta firmy Grant Thornton Stax Phila Dunne’a branża zakładała, że dostosowanie chińskich ciężarówek do europejskich regulacji zajmie znacznie więcej czasu, bo standardowy cykl rozwoju takiego pojazdu trwa nawet siedem lat. Tymczasem start-up Windrose opracował model Global E700 w zaledwie trzy lata i uzyskał homologację jednocześnie w Chinach, Europie i Stanach Zjednoczonych.
Pojazd oferuje zasięg do 670 km oraz możliwość szybkiego ładowania w około 35 minut, co – według przedstawicieli branży logistycznej – jest ponad dwukrotnie lepszym wynikiem niż w przypadku wielu europejskich elektrycznych ciężarówek dostępnych obecnie na rynku. Belgijska firma logistyczna Gilbert de Clercq już zamówiła pierwszy egzemplarz tego modelu, a jej prezes Filip de Clercq w rozmowie z Reuters stwierdził wprost, że technologia z Chin wyprzedza europejską o około trzy lata.
Produkcja w Europie
Chińscy producenci starają się jednocześnie ograniczyć obawy klientów związane z serwisem i dostępnością części. Sany i SuperPanther podpisały umowy z niemiecką siecią serwisową Alltrucks, która obejmuje około 650 punktów w Europie. BYD planuje produkcję ciężarówek w swojej fabryce autobusów na Węgrzech, a pojazdy SuperPanther mają być montowane w Austrii przez Steyr Automotive, czyli w zakładzie, który wcześniej produkował ciężarówki MAN.
Rosnąca presja konkurencyjna powoduje, że europejscy producenci coraz intensywniej lobują w Brukseli za wsparciem dla rynku elektrycznych ciężarówek. Organizacje branżowe, w tym ACEA, postulują m.in. niższe opłaty drogowe dla pojazdów zeroemisyjnych, obowiązkową elektryfikację części flot transportowych oraz systemy subsydiów powiązanych z produkcją w Europie.
Skala potencjalnego popytu jest już widoczna. Jak podaje Reuters, program dopłat do elektrycznych ciężarówek uruchomiony w styczniu przez rząd Niderlandów – w przybliżeniu wart około 95 mln dolarów – został wyczerpany w ciągu jednego dnia!
Oskar Włostowski






