Energia na życzenie

Domowy magazyn i samochód elektryczny. Kiedy to ma sens?

Kluczowe znaczenie mają nie tylko ceny energii czy wielkość instalacji PV, ale również sposób użytkowania samochodu, profil zużycia energii w domu, moc przyłączeniowa, pojemność baterii oraz jakość integracji całego systemu.
Źródło zdjęcia: Łukasz Lewandowski, EV Klub Polska

Magazyn energii coraz częściej trafia do domów właścicieli samochodów elektrycznych. Pytanie brzmi jednak nie tylko „czy warto”, ale przede wszystkim: w jakiej konfiguracji rzeczywiście ma to sens ekonomiczny i techniczny.

Jeszcze kilka lat temu domowe magazyny energii były w Polsce rozwiązaniem niszowym i bardzo drogim. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Dynamiczny rozwój fotowoltaiki, rosnące ceny energii, przejście z systemu opustów na net-billing oraz coraz większa liczba samochodów elektrycznych sprawiły, że magazyny energii zaczynają być postrzegane jako kolejny etap budowy nowoczesnego, częściowo niezależnego energetycznie domu.

Wielu użytkowników dochodzi do podobnego wniosku. Skoro dom produkuje energię z fotowoltaiki, a samochód elektryczny staje się jednym z największych odbiorników prądu, naturalnym krokiem wydaje się „zatrzymanie” nadwyżek energii we własnej baterii zamiast oddawania ich do sieci. Szczególnie że w obecnym modelu rozliczeń prosumenckich energia sprzedawana do sieci w środku dnia bywa wyceniana bardzo nisko, podczas gdy wieczorem i nocą trzeba kupować ją znacznie drożej.

Problem polega jednak na tym, że wokół domowych magazynów energii narosło bardzo dużo uproszczeń, a z drugiej strony: marketingowych obietnic. W materiałach reklamowych często pojawia się wizja domu praktycznie niezależnego od sieci, w którym samochód elektryczny ładowany jest „za darmo” energią ze słońca. Rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana.

Kluczowe znaczenie mają bowiem nie tylko ceny energii czy wielkość instalacji PV, ale również sposób użytkowania samochodu, profil zużycia energii w domu, moc przyłączeniowa, pojemność baterii oraz jakość integracji całego systemu.

Tak naprawdę magazyn energii przy samochodzie elektrycznym bardzo rzadko działa jako prosty „zbiornik” pozwalający na pełne ładowanie auta energią z fotowoltaiki. Dzisiejsze samochody elektryczne mają akumulatory o pojemności 60, 80 czy nawet ponad 100 kWh, podczas gdy typowy domowy magazyn energii oferuje zwykle od 5 do 15 kWh pojemności użytkowej. To oznacza, że nawet duża domowa bateria jest w stanie pokryć jedynie część zapotrzebowania energetycznego EV.

Nie oznacza to jednak, że takie rozwiązanie nie ma sensu

Wręcz przeciwnie – dobrze zaprojektowany system może znacząco zwiększyć autokonsumpcję energii z fotowoltaiki, ograniczyć pobór energii z sieci w najdroższych godzinach i poprawić stabilność całego domowego systemu energetycznego. Coraz częściej magazyn energii nie jest już więc dodatkiem do fotowoltaiki, ale elementem większego ekosystemu obejmującego pompę ciepła, inteligentne zarządzanie energią i właśnie samochód elektryczny.

Jeszcze do niedawna właściciel samochodu elektrycznego z instalacją fotowoltaiczną mógł stosunkowo łatwo zbudować prosty model energetyczny. Panele produkowały energię w dzień, nadwyżki trafiały do sieci, a samochód ładował się wieczorem lub nocą. W czasach systemu opustów taka konfiguracja była wyjątkowo korzystna finansowo, ponieważ sieć elektroenergetyczna działała de facto jak wirtualny magazyn energii.

Sytuacja zaczęła się zmieniać wraz z przejściem na net-billing, rosnącą zmiennością cen energii oraz coraz większym udziałem fotowoltaiki w krajowym miksie energetycznym. W praktyce oznacza to, że właściciele instalacji PV coraz częściej sprzedają energię do sieci po bardzo niskich stawkach w środku dnia, by kilka godzin później kupować ją znacznie drożej. To właśnie w tym miejscu pojawia się magazyn energii.

W teorii idea wydaje się rewelacyjna

Nadwyżka energii z fotowoltaiki trafia do domowej baterii zamiast do sieci, a następnie jest wykorzystywana wieczorem do zasilania domu albo ładowania samochodu elektrycznego. Problem polega na tym, że rzeczywistość techniczna i ekonomiczna jest dużo bardziej złożona.

Znaczenie ma przede wszystkim profil zużycia energii oraz sposób użytkowania samochodu elektrycznego. Tutaj wielu użytkowników popełnia podstawowy błąd: zakłada, że magazyn energii pozwoli naładować całe auto „z własnego prądu”.

Ale przeciętny domowy magazyn energii ma dziś pojemność od 5 do 15 kWh. Tymczasem współczesne samochody elektryczne dysponują akumulatorami o pojemności 60-100 kWh. Oznacza to, że nawet stosunkowo duży domowy magazyn energii jest w stanie pokryć jedynie niewielką część pełnego ładowania samochodu.

To jednak nie oznacza, że takie rozwiązanie nie ma sensu

W rzeczywistości magazyn energii przy EV coraz rzadziej służy do pełnego ładowania auta, a coraz częściej do inteligentnego zarządzania energią w całym gospodarstwie domowym. Samochód elektryczny staje się po prostu największym odbiornikiem energii w domu i jednocześnie elementem wpływającym na ekonomikę całego systemu.

Największą korzyścią magazynu energii jest dziś przede wszystkim zwiększenie autokonsumpcji energii z fotowoltaiki. W Polsce produkcja energii z PV jest mocno skoncentrowana w środku dnia, czyli wtedy, gdy większość użytkowników nie ma samochodu w domu. Auto elektryczne stoi zwykle na parkingu pod biurem lub w trasie, a nadwyżki energii trafiają do sieci po relatywnie niskich cenach hurtowych.

Magazyn energii pozwala przesunąć część tej energii na godziny wieczorne i nocne. To szczególnie ważne po zachodzie słońca, gdy zapotrzebowanie energetyczne domu rośnie jednocześnie z uruchomieniem ładowania samochodu. Dobrze skonfigurowany system potrafi znacząco ograniczyć ilość energii kupowanej z sieci w godzinach najwyższych cen.

Kluczowe znaczenie zaczynają mieć również taryfy dynamiczne i przyszły rozwój rynku energii

Polska energetyka coraz mocniej zmierza w kierunku modelu, w którym cena energii będzie zmieniała się praktycznie w czasie rzeczywistym. Już dziś na rynku pojawiają się oferty powiązane z notowaniami na Towarowej Giełdzie Energii, a wraz ze wzrostem udziału OZE amplituda cen będzie coraz większa.

To oznacza, że magazyn energii może w przyszłości pełnić nie tylko funkcję „przechowywania energii z fotowoltaiki”, ale również arbitrażu cenowego. System będzie ładował baterię wtedy, gdy energia jest bardzo tania lub wręcz chwilowo darmowa, a następnie wykorzystywał ją w godzinach wysokich cen.

W połączeniu z samochodem elektrycznym otwiera to zupełnie nowy model zarządzania energią

Coraz większe znaczenie ma również stabilność sieci elektroenergetycznej. Polska infrastruktura dystrybucyjna nie była projektowana pod miliony rozproszonych źródeł energii i rosnącą liczbę ładowarek EV. W wielu regionach operatorzy już dziś ograniczają możliwość przyłączania nowych instalacji PV lub wymagają redukcji eksportu energii do sieci.

Domowy magazyn energii częściowo rozwiązuje ten problem, ponieważ ogranicza oddawanie nadwyżek do sieci lokalnej. To ważne zarówno dla operatorów, jak i samych użytkowników.

Coraz częściej dochodzi dziś do sytuacji, w których falowniki fotowoltaiczne ograniczają produkcję energii z powodu zbyt wysokiego napięcia w sieci. W takich warunkach magazyn energii pozwala zagospodarować część energii lokalnie zamiast tracić ją przez redukcję mocy instalacji PV.

Ale czy to wszystko się opłaca?

Tutaj odpowiedź nie jest jednoznaczna. Koszt domowego magazynu energii o pojemności 10-15 kWh wraz z instalacją nadal często przekracza 30-50 tys. zł. Nawet uwzględniając programy dopłat, okres zwrotu inwestycji w wielu przypadkach pozostaje bardzo długi.

Największy sens ekonomiczny magazyny energii mają dziś zwykle w domach o bardzo wysokim zużyciu energii, szczególnie tam, gdzie jednocześnie działa pompa ciepła, fotowoltaika oraz samochód elektryczny regularnie ładowany w domu.

Im większa autokonsumpcja energii, tym większy potencjał na oszczędności

Znaczenie ma również sposób użytkowania samochodu. Paradoksalnie właściciele EV pokonujący bardzo duże przebiegi nie zawsze najbardziej skorzystają na magazynie energii. Samochód zużywający 20-25 kWh dziennie potrafi błyskawicznie „opróżnić” nawet duży magazyn energii.

W praktyce magazyn najlepiej sprawdza się tam, gdzie auto pokonuje umiarkowane dystanse, regularnie wraca do domu i może być ładowane inteligentnie w oparciu o produkcję PV oraz ceny energii.

Ogromne znaczenie ma też integracja całego systemu

Sam magazyn energii nie gwarantuje wysokiej efektywności. Kluczowe są algorytmy sterowania, komunikacja między falownikiem, wallboxem i magazynem oraz możliwość dynamicznego zarządzania przepływem energii.

Nowoczesne systemy EMS potrafią dziś decydować, czy energia ma trafić do samochodu, magazynu, pompy ciepła czy do sieci. To software coraz częściej decyduje o opłacalności całej inwestycji.

Coraz częściej mówi się również o technologii V2H i V2G, czyli wykorzystaniu samego samochodu elektrycznego jako magazynu energii dla domu lub sieci. Teoretycznie EV z baterią 70-100 kWh mógłby pełnić funkcję znacznie większego magazynu niż większość domowych rozwiązań tego typu. Problem polega na tym, że technologia nadal raczkuje w Europie, wymaga odpowiednich ładowarek dwukierunkowych i kompatybilnych samochodów, a kwestie regulacyjne pozostają niejasne.

Ale kierunek wydaje się oczywisty

W kolejnych latach granica między samochodem elektrycznym, magazynem energii i domowym systemem energetycznym będzie się zacierać.

I właśnie dlatego magazyn energii przy EV coraz rzadziej należy traktować jako pojedyncze urządzenie. To element większej transformacji energetycznej domu, w której samochód elektryczny staje się częścią lokalnego systemu zarządzania energią, a nie tylko środkiem transportu.

PS

REKLAMA