W skrócie:
- Ford inwestuje 5 mld USD w nową generację aut elektrycznych, które mają być bardziej konkurencyjne wobec Tesli i chińskich producentów
- Kluczem do transformacji będzie 48-woltowa architektura elektryczna, którą w USA spopularyzowała… Tesla w Cybertrucku
- Pierwszym modelem zbudowanym na tej architekturze ma być kompaktowy, elektryczny pick-up
- Cena? Około 30 tys. USD i debiut w 2027 roku
Ford rzuca wyzwanie Tesli, czyli jak u konkurencji
Kiedy w 2023 roku Tesla wprowadziła na rynek Tesla Cybertruck, branża motoryzacyjna uważnie przyglądała się nie tylko kontrowersyjnemu designowi, ale także rozwiązaniom technicznym. Jednym z nich była 48-woltowa architektura elektryczna, od lat dyskutowana w inżynierskich kręgach, lecz dopiero wtedy wdrożona na szeroką skalę w samochodzie produkcyjnym.

Jak informuje CNBC, teraz tą samą drogą chce podążyć Ford Motor. Koncern z Detroit ogłosił, że jego nowa generacja aut elektrycznych – rozwijana w ramach wartej 5 mld dolarów inwestycji – będzie oparta właśnie na systemie 48 woltów. Pierwszym modelem zbudowanym na tej architekturze ma być kompaktowy, elektryczny pick-up w cenie około 30 tys. dolarów i planowany na 2027 rok.
O co chodzi z tymi woltami?
Przez dekady motoryzacja opierała się na instalacji 12-woltowej z akumulatorem kwasowo-ołowiowym, odpowiadającej za zasilanie osprzętu pojazdu. W dobie elektryfikacji rozwiązanie to zaczęło jednak sprawiać problemy – zwłaszcza w autach bateryjnych, gdzie dodatkowy system 12 V bywał źródłem usterek i akcji serwisowych. Nowa architektura wykorzystuje główną baterię wysokiego napięcia do zasilania wszystkich systemów, a napięcie może być obniżane do 12V za pomocą nowoczesnych sterowników – piszą amerykańcy dziennikarze.
Zyski?
To przede wszystkim mniejsze okablowanie, niższa masa, większa przepustowość energetyczna i uproszczona konstrukcja. Ford podaje, że wiązka przewodów w nowym pick-upie będzie o ponad 1200 metrów krótsza i o
około 10 kilogramów lżejsza niż w pierwszej generacji elektrycznego SUV-a marki. A to już coś, tym bardziej, że w świecie, w którym każdy kilogram i każdy dolar mają znaczenie, takie liczby przestają być detalem.

Prezes Forda, Jim Farley, określa ten moment mianem „Model T moment”, nawiązując do przełomowego dla branży modelu sprzed ponad wieku – Ford Model T. Jego zdaniem to najbardziej radykalna zmiana w sposobie projektowania i budowania samochodów w historii firmy od czasów upowszechnienia produkcji taśmowej.
Przemysłowa rewolucja
Nowe auta mają powstawać w oparciu o wspólną platformę Universal Electric Vehicle (UEV). Ford zapowiada redukcję liczby części o 20 proc., 25 proc. mniej elementów złącznych, 40 proc. mniej stanowisk produkcyjnych w fabryce oraz skrócenie czasu montażu o 15 proc. To przemysłowa rewolucja, która ma doprowadzić do zrównania kosztów produkcji elektryków z autami spalinowymi – od lat pozostającymi dla producentów bardziej rentownymi.
Rynkowy kontekst
Kontekst rynkowy jest dość jasny. Według danych Cox Automotive, przytoczonych przez CNBC, udział samochodów elektrycznych w rynku nowych aut w USA osiągnął we wrześniu 10,3 proc., by po wygaszeniu federalnych dopłat spaść w czwartym kwartale do wstępnych 5,8 proc. W obliczu spowolnienia popytu Ford ogłosił niedawno odpisy aktualizujące o wartości 19,5 mld dolarów, związane głównie z korektą planów elektryfikacji.

Jednocześnie firma podtrzymuje inwestycję 5 mld dolarów w rozwój platformy UEV do 2027 roku.
48-woltowa architektura to nie jedyny element tej układanki. Ford zamierza także wykorzystać tzw. gigacasting – technologię wielkoformatowych odlewów aluminiowych, którą wcześniej rozwinęła Tesla. Zamiast dziesiątek tłoczonych elementów strukturalnych można zastosować dwa duże odlewy – przedni i tylny. Dla porównania: obecny spalinowy Ford Maverick składa się ze 146 takich komponentów.
Taniej i lżej
Amerykański producent przekonuje też, że jego nowe odlewy aluminiowe są o ponad 27 proc. lżejsze niż analogiczne elementy w Tesla Model Y. To deklaracja, która pokazuje, że rywalizacja przenosi się z poziomu marketingu na poziom czystej inżynierii.
W tle tej ofensywy pozostaje rosnąca presja ze strony chińskich marek, które dzięki skali i kontroli nad łańcuchem dostaw baterii potrafią agresywnie konkurować ceną. Farley zapowiada wprost: „Podejmujemy walkę z konkurencją, w tym z Chińczykami”.
Oskar Włostowski
