Era masowej autonomii?

Waymo przyspiesza bez kierowcy. Szósta generacja systemu rusza na podbój 20 miast. Milion komercyjnych przejazdów tygodniowo w planach

Waymo przestaje być postrzegana w kategoriach projektu badawczego, a staje się pełnoprawną firmą transportową
Źródło zdjęcia: Waymo/snapshot

Waymo ogłosiło start w pełni autonomicznych operacji z wykorzystaniem systemu 6. generacji. Firma, która jako jedyna wozi pasażerów bez kierowcy bezpieczeństwa na taką skalę, zapowiada gwałtowną ekspansję i ma już określony cel – milion płatnych przejazdów tygodniowo jeszcze w tym roku. Nowa platforma ma być tańsza, bardziej odporna na pogodę i gotowa do pracy w kilkudziesięciu miastach – także tam, gdzie zimą śnieg nie zna litości – czytamy w komunikacie technologicznej firmy.

W skrócie:

  • Waymo ogłosiło start w pełni autonomicznych operacji z wykorzystaniem systemu 6. generacji
  • Nowa platforma ma być tańsza, bardziej odporna na pogodę i gotowa do pracy w kilkudziesięciu miastach
  • Waymo Driver to efekt siedmiu lat rozwoju i niemal 200 mln przejechanych w pełni autonomicznych mil
  • Cena? Poniżej 20 tys. dolarów za egzemplarz, tj. o ponad 50% mniej niż poprzednia generacja
  • Obecnie firma oferuje około 400 tys. płatnych przejazdów tygodniowo w sześciu miastach USA i zapowiada przekroczenie miliona tygodniowo do końca roku

Waymo przyspiesza bez kierowcy

Gdy kilka lat temu autonomiczne taksówki wyjechały na ulice amerykańskiego Phoenix, wielu traktowało to jako technologiczny eksperyment w sprzyjającym, pustynnym klimacie. Dziś Waymo ogłasza początek w pełni autonomicznych operacji z systemem 6. Generacji, czyli bez kierowców bezpieczeństwa na pokładzie – i mówi wprost o globalnych ambicjach.

Informację potwierdził 12 lutego w firmowym komunikacie wiceprezes ds. inżynierii Satish Jeyachandran. Jak podkreśla spółka, nowy Waymo Driver jest efektem siedmiu lat rozwoju i niemal 200 mln w pełni autonomicznych mil przejechanych w ponad dziesięciu dużych miastach USA. To doświadczenie ma być fundamentem do wejścia w „następną erę ekspansji” – zapewnia firma.

Mniej czujników, więcej możliwości

Szósta generacja systemu przynosi wyraźne cięcia w sprzęcie. Jak wylicza branżowy serwis Electrek, liczba kamer spadła z 29 do 13, lidarów z pięciu do czterech, a radarów do sześciu. Łącznie oznacza to redukcję liczby sensorów o 42 proc. względem poprzedniej generacji montowanej w Jaguarach I-PACE. Mniej elementów to niższa cena i prostsza integracja, ale – według Waymo – bez kompromisów w zakresie jakości danych.

Sercem nowego systemu wizyjnego jest 17-megapikselowy przetwornik obrazu, który, jak twierdzi producent, wyprzedza typowe kamery motoryzacyjne pod względem rozdzielczości, dynamiki i pracy w słabym świetle. Firma podkreśla też, że jej kamery „widzą wszędzie naraz”, a szeroki zakres dynamiczny pozwala wychwycić detale w głębokim cieniu i jednocześnie w ostrym świetle reflektorów czy sygnałów uprzywilejowanych.

Lidar, czyli system budujący trójwymiarową „chmurę punktów” za pomocą impulsów laserowych, korzysta z pięciu lat spadków kosztów w całej branży. Waymo informuje, że część kluczowych komponentów – w tym układy scalone i optyka – projektowana i wytwarzana jest w Kalifornii. Krótkiego zasięgu lidary zapewniają dokładność rzędu centymetrów, co ma kluczowe znaczenie przy omijaniu pieszych, otwieranych drzwi czy rowerzystów.

Całość uzupełnia radar obrazujący, który tworzy gęste mapy odległości i prędkości obiektów w każdych warunkach oświetleniowych. Do tego dochodzą zewnętrzne mikrofony (EARs) zdolne wykrywać syreny pojazdów uprzywilejowanych czy sygnały na przejazdach kolejowych, zanim jeszcze pojawią się w polu widzenia.

Zima nie będzie już wymówką

Nowy system zaprojektowano z myślą o odporności na warunki atmosferyczne. Czujniki otrzymały powłoki hydrofobowe i zintegrowane systemy czyszczenia, a ich modułowa budowa ma umożliwiać dostosowanie do konkretnych klimatów. Według informacji Electrek testy prowadzono w jednych z najbardziej śnieżnych miast USA, co ma otworzyć drogę do całorocznej eksploatacji także w północnych stanach.

To ważna zmiana, bo dotychczasowa flota Jaguara była projektowana głównie z myślą o cieplejszych regionach. Jeśli walidacja w zimowych warunkach rzeczywiście się powiedzie, przed Waymo otworzą się rynki, które wcześniej pozostawały poza zasięgiem.

Mniej niż 20 tys. dolarów za „mózg” auta

Jednym z najczęściej powtarzanych zarzutów wobec robotaksówek były koszty. Branżowe media podają, że nowy Waymo Driver ma kosztować poniżej 20 tys. dolarów za egzemplarz, tj. o ponad 50 proc. mniej niż poprzednia generacja. To kwota doliczana do ceny bazowego pojazdu, ale przy produkcji liczonej w dziesiątkach tysięcy sztuk rocznie może istotnie poprawić ekonomię przedsięwzięcia.

I tu trzeba zaznaczyć, że Waymo nie buduje własnych samochodów, lecz „kierowcę”, którego integruje z różnymi platformami. Obecnie 6. generacja działa w dwóch modelach – autonomicznym minivanie Ojai produkowanym przez Zeekr oraz w Hyundai IONIQ 5. Według doniesień Electreka partnerstwo z Hyundaiem może objąć nawet 50 tys. egzemplarzy tego modelu dla floty robotaksówek, co byłoby największym pojedynczym zamówieniem w historii autonomicznej mobilności.

Produkcja systemów odbywa się w zakładzie Waymo w rejonie metropolii Phoenix, gdzie firma deklaruje skalowanie mocy do dziesiątek tysięcy jednostek rocznie.

20 milionów przejazdów i apetyt na więcej

Skala operacji już dziś robi wrażenie. Jak podają amerykańskie serwisy branżowe, w 2025 r. Waymo zrealizowało 15 mln przejazdów, czyli czterokrotnie więcej niż rok wcześniej, przekraczając 20 mln kursów łącznie. Obecnie firma oferuje około 400 tys. płatnych przejazdów tygodniowo w sześciu miastach USA i zapowiada przekroczenie miliona tygodniowo do końca roku.

Ekspansja ma objąć kolejne amerykańskie metropolie, a także pierwsze rynki zagraniczne – Londyn i Tokio. Jeśli plan się powiedzie, Waymo przestanie być ciekawostką z Doliny Krzemowej, a stanie się realnym operatorem transportu miejskiego na masową skalę – przekonują dziennikarze.

Kontrast z Teslą

Na tle konkurencji szczególnie wyraźnie rysuje się różnica wobec Tesla. Choć Tesla uruchomiła usługę robotaxi w wybranych miastach, wciąż opiera się na nadzorze – z operatorami w kabinie lub pojazdami asekuracyjnymi. Według danych przywołanych przez Electrek koszt przejazdu Teslą jest niższy w przeliczeniu na kilometr, ale czas oczekiwania bywa kilkukrotnie dłuższy, a firma nie uzyskała homologacji poziomu SAE 4 dla swoich aut.

Waymo podkreśla natomiast przewagę w zakresie bezpieczeństwa. Spółka raportuje o 90 proc. mniej wypadków skutkujących poważnymi obrażeniami oraz o 82 proc. mniej aktywacji poduszek powietrznych względem kierowców ludzkich na dystansie 127 mln mil. To dane, które – o ile potwierdzą się przy dalszej ekspansji – mogą być najmocniejszym argumentem w rozmowie z regulatorami i pasażerami.

Moment przełomowy

Electrek ocenia, że to chwila, w której Waymo przestaje być projektem badawczym, a staje się pełnoprawną firmą transportową. Redukcja kosztów i gotowość do pracy w trudnych warunkach pogodowych odpowiadają na dwa główne zarzuty krytyków. Pytanie brzmi już nie „czy”, lecz „jak szybko” autonomiczne taksówki staną się codziennością w kolejnych miastach.

Pozostaje jednak najważniejsza kwestia – czy przy tak dynamicznym wzroście uda się utrzymać deklarowany poziom bezpieczeństwa, bo historia motoryzacji pokazuje, że skala bywa największym testem dla każdej technologii.

OW

REKLAMA