W skrócie:
- Volkswagen rozważa wykorzystanie swoich fabryk do produkcji zbrojeniowej – donoszą Reuters i Financial Times
- Koncern ponoć prowadzi rozmowy z izraelskim potentatem zbrojeniowym – firmą Rafael Advanced Defence Systems
- Zakład w Osnabrück, który jest w trudnym położeniu nie produkowałby broni, ale komponenty używane w systemach obrony przeciwlotniczej
- Wcześniej do przejęcia fabryki przymierzał się Rheinmetall, ale nic z tego nie wyszło
- VW stara się uratować biznes i 2300 miejsc pracy
Volkswagen szuka wyjścia
Zakład Volkswagena w Osnabrück, zatrudniający około 2300 pracowników, znalazł się w trudnym położeniu. Produkcja wytwarzanego tam, a i tak niszowego modelu T-Roc Cabriolet ma zakończyć się w 2027 roku, a w planach nie ma na dziś następcy, który miałby zjeżdżać z tamtejszej taśmy. W efekcie koncern otwarcie rozważa sprzedaż zakładu albo jego całkowitą zmianę profilu działalności.
Zbrojeniówka w grze
Według informacji podanych przez Reutersa i Financial Times Volkswagen rozważa wykorzystanie swoich fabryk do produkcji komponentów dla przemysłu zbrojeniowego i prowadzi rozmowy z izraelską firmą Rafael Advanced Defence Systems. Scenariusz zakłada przekształcenie fabryki samochodów w zakład produkujący komponenty dla systemów obrony przeciwrakietowej, w tym znanego układu Iron Dome.

Oficjalnie Volkswagen podkreśla, że nie planuje produkcji broni jako takiej, ale jednocześnie przyznaje, że analizuje różne możliwości zagospodarowania zakładu i prowadzi rozmowy z partnerami z rynku. W tle pojawiają się też wcześniejsze, nieudane negocjacje z koncernem Rheinmetall, które utknęły pod koniec 2025 roku.
Przypomnijmy: Rheinmetall rozważał przejęcie zakładu w Osnabrück i przestawienie go na produkcję sprzętu wojskowego – przede wszystkim pojazdów opancerzonych, bo fabryka była uznawana za „bardzo odpowiednią” do takiej działalności.
Rozmowy jednak utknęły pod koniec 2025 roku, bo koncern zbrojeniowy nie potrzebował wówczas dodatkowych mocy produkcyjnych dla planowanych typów pojazdów, a część zapotrzebowania pokrył rozbudową własnych zakładów.
Dla pracowników i lokalnej gospodarki obecne rozmowy to gra o wysoką stawkę. Według doniesień medialnych potencjalne przestawienie produkcji mogłoby uratować miejsca pracy, ale wymagałoby zgody załogi na wejście w zupełnie nowy sektor przemysłu.
Volkswagen z problemami systemowymi
Sytuacja w Osnabrück nie jest odosobnionym przypadkiem, lecz częścią większej restrukturyzacji całego koncernu. Volkswagen od miesięcy zmaga się z rosnącymi kosztami, spadającą rentownością w Europie i coraz silniejszą konkurencją ze strony producentów z Chin.
W ostatnich wynikach finansowych grupa sygnalizowała presję na marże i konieczność głębokich zmian strukturalnych. W Europie sprzedaż rośnie wolniej niż oczekiwano, a popyt na samochody elektryczne – wbrew wcześniejszym prognozom – nie rozwija się tak dynamicznie, jak zakładano kilka lat temu. To szczególnie problematyczne dla Volkswagena, który zainwestował miliardy euro w transformację elektromobilną.

Dodatkowo koncern musi mierzyć się z wysokimi kosztami pracy i energii w Europie, które znacząco przewyższają poziom w Chinach czy nawet w USA. W efekcie coraz trudniej jest utrzymać konkurencyjność produkcji na Starym Kontynencie.
Europejskie fabryki pod presją
Volkswagen już wcześniej zapowiadał przegląd swojej sieci produkcyjnej w Europie. W grę wchodzi nie tylko ograniczanie mocy produkcyjnych, ale również zmiana funkcji niektórych zakładów. Osnabrück jest najbardziej jaskrawym przykładem, ale podobne napięcia widać także w innych fabrykach koncernu.
Problem polega na tym, że europejskie zakłady były projektowane pod produkcję samochodów spalinowych, a transformacja w stronę elektromobilności oznacza mniejsze zapotrzebowanie na pracę i inne kompetencje. Produkcja aut elektrycznych jest po prostu mniej pracochłonna, a dodatkowo coraz większa część wartości przenosi się do obszarów takich jak baterie i oprogramowanie – segmentów, w których Europa dopiero próbuje nadrobić zaległości.
Do tego dochodzi rosnąca presja konkurencyjna. Chińscy producenci oferują tańsze auta elektryczne, często z lepszym stosunkiem ceny do wyposażenia, co zmusza europejskie koncerny do obniżania marż albo ograniczania kosztów.
Motoryzacja na nowych ścieżkach
Rozmowy o produkcji komponentów dla systemów obronnych są symbolem zmieniającej się rzeczywistości. Jeszcze niedawno fabryki samochodów były fundamentem przemysłu cywilnego. Dziś zaczynają być postrzegane jako zasób, który można wykorzystać także w innych sektorach – od energetyki po przemysł zbrojeniowy.
To nie przypadek. W całej Europie rosną wydatki na obronność, a rządy szukają sposobów na szybkie zwiększenie zdolności produkcyjnych. W tym kontekście istniejące zakłady przemysłowe, z wykwalifikowaną kadrą i rozwiniętą logistyką, stają się naturalnym zapleczem dla nowych inwestycji.
Dla Volkswagena to może być sposób na zagospodarowanie nadmiarowych mocy produkcyjnych i ograniczenie kosztów zamykania zakładów. Dla Europy – potencjalna próba utrzymania miejsc pracy w przemyśle, który traci swoją dotychczasową pozycję.
Volkswagen, podobnie jak inni europejscy producenci, stoi przed trudnym wyborem: musi albo dostosować się do nowych realiów, albo będzie stopniowo tracić na znaczeniu. Przekształcenie fabryki samochodów w zakład produkujący elementy systemów obronnych byłoby symbolem tej zmiany – i dowodem na to, że europejska motoryzacja wchodzi w zupełnie nową epokę.
Piotr Sobczyk






