- Do października 2025 roku na tureckie drogi wyjechało 183,7 tys. nowych samochodów elektrycznych i hybryd plug-in
- Togg i Tesla walczą o prymat w Turcji
- W hybrydach plug-in BYD zmonopolizował tamtejszy rynek
- Elektryfikacja motoryzacji oznacza realne ograniczenie zewnętrznej zależności energetycznej kraju nad Bosforem
Turcja przyspiesza na bateriach. To już nie są elektromobilne peryferie
Jeszcze kilka lat temu Turcja była na europejskich peryferiach elektromobilności. Dziś wyprzedza unijną średnią, a dynamika wzrostu sprawia, że rynek nad Bosforem coraz częściej trafia na biurka analityków branży automotive. Dane EV Volumes, przytaczane przez Autovista24, pokazują skalę zmiany, gdzie między styczniem a październikiem 2025 roku na tureckie drogi wyjechało 183,7 tys. nowych samochodów elektrycznych i hybryd plug-in. To aż o 154 proc. więcej niż rok wcześniej.

Trzonem tego boomu są auta w pełni elektryczne. BEV-y odpowiadały za blisko 80 proc. wszystkich rejestracji EV, a ich sprzedaż wzrosła rok do roku o ponad 114 proc., do 146,5 tys. sztuk. Hybrydy plug-in, choć wciąż niszowe, zanotowały wręcz eksplozję popularności – wzrost o ponad 820 proc. i 37,2 tys. sprzedanych egzemplarzy w ciągu dziesięciu miesięcy.
Siła lokalnej marki
Na szczycie rynku BEV rozgrywa się pojedynek, który ma wyraźny wymiar symboliczny. Z jednej strony Tesla Model Y, globalny bestseller i wizytówka amerykańskiej elektromobilności. Z drugiej – Togg T10X, narodowy projekt, który w 2023 i 2024 roku był najchętniej kupowanym elektrykiem w kraju. Po dziesięciu miesiącach 2025 roku minimalnie prowadzi Tesla – 27 420 aut wobec 23 754 sztuk Togga – ale różnica jest na tyle niewielka, że rywalizacja wciąż pozostaje otwarta.

Październik przyniósł jednak wyraźny sygnał siły lokalnej marki. Togg zdominował miesięczne zestawienie dzięki nowemu modelowi T10F, który w zaledwie drugim miesiącu obecności na rynku wskoczył na pierwsze miejsce sprzedaży. Wraz z T10X turecki producent pokazał, że nie jest jednorazowym sukcesem, lecz realnym graczem zdolnym do poszerzania oferty.

Za plecami duetu Tesla–Togg formuje się coraz bardziej zróżnicowana stawka. Kia z modelem EV3, BYD z kilkoma elektrykami, Volvo EX30 czy Mini Countryman budują konkurencyjne tło, które jeszcze kilka lat temu było w Turcji nie do pomyślenia. Szczególnie widoczna jest ofensywa chińskich marek, zarówno w segmencie BEV, jak i PHEV.
W hybrydach plug-in BYD wręcz zmonopolizował rynek. Seal U odpowiada za ponad połowę wszystkich rejestracji PHEV w 2025 roku, wyraźnie dystansując konkurencję z Volvo czy Peugeota. To nie tylko sukces handlowy, ale element szerszej strategii.

Chiński koncern zapowiedział inwestycję w fabrykę w Turcji o wartości około miliarda dolarów, choć tempo realizacji projektu pozostaje niepewne. Jeśli jednak plany dojdą do skutku, presja konkurencyjna na rodzimy przemysł – z Toggiem na czele – znacząco wzrośnie.
O co chodzi Ankarze?
Dlaczego Ankara tak mocno stawia na elektromobilność? Odpowiedź wykracza poza kwestie klimatyczne. Jak podkreśla dziennik „Türkiye Today”, niemal 90 proc. ropy zużywanej w kraju pochodzi z importu. Transport drogowy oparty na paliwach kopalnych bezpośrednio pogłębia deficyt na rachunku obrotów bieżących i uzależnia gospodarkę od wahań globalnych cen energii.
Przeniesienie transportu na energię elektryczną zmienia tę arytmetykę. Około połowa prądu w Turcji pochodzi już ze źródeł odnawialnych, a tylko 40 proc. produkcji energii opiera się na surowcach importowanych. Elektryfikacja motoryzacji oznacza więc realne ograniczenie zewnętrznej zależności energetycznej – i to o więcej niż połowę w porównaniu z rynkiem paliwowym.
Do tego dochodzi kontekst miejski. Stambuł, uznawany za najbardziej zakorkowane miasto świata, jest naturalnym poligonem dla zalet napędu elektrycznego. W warunkach ciągłego hamowania i ruszania EV-y są tańsze w eksploatacji, mniej awaryjne i cichsze, a regeneracyjne hamowanie zmniejsza straty energii. W skali kraju te drobne oszczędności przekładają się na miliardy lir mniej wydanych na paliwo i serwis.

Istotną rolę odgrywa także polityka. Turcja, w przeciwieństwie do państw UE, nie musi bilansować norm emisyjnych flot sprzedawanych na własnym rynku. Paradoksalnie to sprawia, że europejscy producenci często traktują ją jako rynek zbytu dla modeli spalinowych i hybrydowych, ograniczając dostępność elektryków lub wyceniając je niekonkurencyjnie. W tę lukę idealnie wpisał się Togg, korzystając z systemu podatkowego i preferencyjnego finansowania oferowanego przez państwowe banki.
W ślady Norwegii
Choć Turcja nie może – ze względu na unię celną z UE – uprzywilejować krajowej marki zerowym VAT-em, robi to w sposób pośredni: poprzez konstrukcję progów podatkowych, zamówienia publiczne i dostęp do taniego kredytu. To wystarczyło, by rozpędzić rynek, ale niekoniecznie, by osiągnąć pełną transformację energetyczną.
Przykład Norwegii pokazuje, że kolejnym krokiem powinny być zachęty infrastrukturalne i miejskie: darmowe parkowanie, preferencje na autostradach, gęsta sieć ładowarek. Turcja ma już solidne fundamenty fiskalne i popytowe. Teraz kraj ten stoi przed wyborem, czy wykorzysta rynek 90 milionów konsumentów do zbudowania trwałej niezależności energetycznej – czy poprzestanie na imponujących, lecz wciąż częściowych statystykach sprzedaży.
OW
