W skrócie:
- Tesla kończy produkcję najbardziej kultowych modeli, wypuszczając limitowaną „Signature Series”
- Mowa o Modelu S i Modelu X
- Do kupienia dla wybranych łącznie 350 egzemplarzy w ekskluzywnym lakierze Garnet Red
- Ceny? Powyżej 500 tys. złotych
Tesla żegna epokę
Tesla żegna się z najbardziej rozpoznawalnymi modelami w sposób, który trudno nazwać skromnym. Ostatnia, limitowana seria Modelu S i Modelu X – nazwana „Signature Series” – to zaledwie 350 sztuk, dostępnych wyłącznie dla wybranych klientów poprzez zaproszenia wysyłane mailowo od producenta.
Jak podają portale motoryzacyjne, w tym Electrek oraz Drive Tesla Canada, to definitywny koniec programów, które rozpoczęły elektryczną rewolucję marki. Oczywiście Tesla nazywa to „honorowym zwolnieniem ze służby”, to jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że to także symboliczny koniec pewnej epoki.
Według informacji ujawnionych przez Ryana McCaffreya, redaktora IGN i gospodarza podcastu Ride the Lightning, Tesla przygotuje 250 egzemplarzy Modelu S oraz 100 egzemplarzy Modelu X w konfiguracji sześciomiejscowej.

Wszystkie auta otrzymają lakier Garnet Red – odcień niedostępny „w regularnej produkcji” oraz złote akcenty stylistyczne, w tym emblematy Tesla T i plakietki Plaid. W przypadku Modelu S nawet klamki drzwi zostaną polakierowane pod kolor nadwozia.
Co się zmienia i wyróżnia?
Wnętrze również zostało potraktowane jak w limitowanych edycjach z dawnych lat. Mowa tu o białej tapicerce z alcantarą, złotych przeszyciach, złotych emblematy Plaid na fotelach, podświetlanych progach z logo Signature oraz indywidualnym numerowaniu tabliczek na desce rozdzielczej. Do tego dochodzi specjalna sekwencja oświetlenia kabiny oraz dedykowany brelok.
Model S otrzyma dodatkowo karbonowo-ceramiczne hamulce z malowanymi na złoto zaciskami. Z kolei X zachowa standardowe czerwone zaciski Plaid, ale wizualnie i wyposażeniowo będzie odpowiadał edycji Signature. Oba modele otrzymają 21‑calowe felgi w S i 22‑calowe w X oraz pełny pakiet Luxe, obejmujący m.in. Full Self-Driving (Supervised), cztery lata serwisu premium, darmowe Supercharging i Premium Connectivity – donosi Electrek.
Końcowa cena końcowej serii
Cena? Źródła zgodnie podają, że Model X Signature kosztuje 159 420 dolarów, czyli 580 tys. zł (wg dzisiejszego przelicznika) i to około 30 tys. dolarów więcej niż obecne egzemplarze Plaid „z magazynu”, czy też ze stoku. Model S nie ma jeszcze oficjalnej ceny, ale przy obecnym poziomie 124 900 dolarów za wersję Plaid można spodziewać się kwoty w okolicach 155 tys. dolarów (ok. 570 tys. zł). To wyraźnie więcej niż kosztowały pierwsze Signature z 2012 roku, które wymagały 40‑tysięcznego depozytu i kosztowały około 100 tys. dolarów (Dziś byłoby to 365 tys. zł).
Tesla zapowiada również specjalne wydarzenie pożegnalne w maju, planowane „o zachodzie słońca”. Symbolika jest oczywista: Model S, który zadebiutował w 2012 roku, oraz Model X z 2015 roku, kończą swoją drogę po 14 latach obecności na rynku.

Jak informują branżowe media, produkcja została już zakończona, a w globalnych magazynach pozostało około 600 sztuk – 295 Modeli S i 301 Modeli X, niemal wyłącznie w USA. Elon Musk ogłosił koniec programów podczas wyników za Q4 2025, zapowiadając, że linia produkcyjna we Fremont zostanie przekształcona do produkcji humanoidalnych robotów Optimus (pisaliśmy o tym na Elektromobilni.pl).
W komentarzach amerykańskich dziennikarzy pobrzmiewa nuta nostalgii. Wspominają czasy, gdy Tesla była marką budzącą entuzjazm, a Model S i X wyznaczały kierunek całej branży. Dziennikarze zauważają, że choć limitowana edycja jest efektownym pożegnaniem, trudno nie dostrzec, że Tesla od lat nie wprowadzała do tych modeli znaczących aktualizacji.

Brakuje nowych ogniw, szybszego ładowania, skrętnych tylnych kół czy ładowania dwukierunkowego, tj. technologii, które konkurenci już oferują. Dlatego dla kolekcjonerów Signature Series będzie łakomym kąskiem, ale dla klientów szukających nowoczesnego luksusowego EV w 2026 roku – już niekoniecznie.
„Specka”
Mimo to trudno odmówić tej serii symbolicznej mocy. Pierwsze Signature z 2012 roku otwierały historię Tesli jako producenta samochodów premium. Ostatnie Signature ją zamykają.
Oto specyfikacje i krótka historia modeli:
Tesla Model s – specyfikacja (wersja Plaid / Signature Series):
– Trzy silniki elektryczne (układ Plaid)
– Moc systemowa przekraczająca 1000 KM
– Przyspieszenie 0–100 km/h w ok. 2,1 s
– Prędkość maksymalna ok. 322 km/h
– Napęd na wszystkie koła
– Bateria o dużej pojemności (ok. 100 kWh)
– Zasięg w zależności od konfiguracji: ok. 600 km (EPA)
– 21‑calowe felgi
– Wersja Signature: lakier Garnet Red, złote emblematy, karbonowo‑ceramiczne hamulce z złotymi zaciskami, biała tapicerka z alcantarą, numerowana tabliczka, pakiet Luxe.
Krótka historia Modelu S
„E-ska” zadebiutowała w 2012 roku jako pierwszy masowo produkowany elektryczny sedan klasy premium. To on zbudował reputację Tesli jako producenta samochodów o imponującym zasięgu i osiągach. Wersje Performance i późniejszy Plaid wielokrotnie biły rekordy przyspieszenia, a sam Model S przez lata pozostawał jednym z najdłużej jeżdżących EV na rynku. Ostatnia duża modernizacja miała miejsce w 2021 roku, kiedy wprowadzono m.in. yoke i odświeżone wnętrze. Po 14 latach produkcji Tesla kończy jego historię.

Tesla Model X – specyfikacja (wersja Plaid / Signature Series):
– Trzy silniki elektryczne (układ Plaid)
– Moc systemowa ok. 1020 KM
– Przyspieszenie 0–100 km/h w ok. 2,6 s
– Napęd AWD
– Charakterystyczne tylne drzwi Falcon Wing
– 6‑miejscowa konfiguracja w edycji Signature
– 22‑calowe felgi
– Wersja Signature: lakier Garnet Red, złote emblematy, biała tapicerka z alcantarą, numerowana tabliczka, pakiet Luxe.
Wcale niekrótka historia Modelu X
„X” pojawił się w 2015 roku jako jeden z najbardziej futurystycznych SUV‑ów na rynku. Słynne drzwi Falcon Wing, ogromna szyba panoramiczna i wysoka moc wersji Performance sprawiły, że stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych modeli Tesli. Podobnie jak Model S, przeszedł odświeżenie w 2021 roku, ale w kolejnych latach nie doczekał się większych modernizacji. Tesla kończy jego produkcję po 11 latach.

Oskar Włostowski






