Słony rachunek za elektryfikację

Stellantis płaci za zbyt szybki zwrot w stronę „elektryków”. 22,3 mld euro na minusie

Stellantis zapowiada, że 2026 rok będzie czasem „zamykania luk wykonawczych” i wprowadzania na rynek co najmniej dziesięciu nowych modeli
Źródło zdjęcia: Stellantis

Koncern Stellantis zamyka ubiegły rok z jedną z największych strat w historii europejskiej motoryzacji – ponad 22 miliardami euro na minusie. Jednocześnie pozostaje drugim największym producentem w Europie, z ponad 2,4 mln rejestracji i mocną pozycją w kluczowych segmentach. Ten paradoks dobrze pokazuje, jak trudny i niejednoznaczny stał się dziś rynek samochodowy.

W skrócie:

  • Stellantis zamyka 2025 rok z jedną z największych strat w historii europejskiej motoryzacji – ponad 22 miliardami euro na minusie
  • Powody? Koszty resetu planów produktowych i łańcucha dostaw dla EV, zmiana metod szacowania rezerw gwarancyjnych oraz wydatki związane z redukcją zatrudnienia w Europie
  • Międzynarodowy konglomerat samochodowy jednocześnie pozostaje drugim największym producentem w Europie
  • Grupa zarejestrowała w 2025 roku ponad 2,4 mln pojazdów w regionie EU30, co dało jej 16% udziału
  • Producent zapowiada, że w 2026 roku wprowadzi na rynek co najmniej dziesięć nowych modeli

Od Jeepa po Peugeota

Gdy Reuters podał, że Stellantis zakończył drugą połowę 2025 roku stratą netto w wysokości 20,1 mld euro, branża wstrzymała oddech. Tak głęboki spadek był wynikiem 25,4 mld euro odpisów związanych głównie z korektą strategii elektryfikacji, że stał się symbolem szerszego zjawiska.

Zarówno w Europie, jak i w USA tempo przechodzenia na auta elektryczne okazało się wolniejsze, bardziej kosztowne i mniej przewidywalne, niż zakładali najwięksi gracze. Stellantis, producent od Jeepa po Peugeota, przyznał wprost, że „przecenił tempo transformacji energetycznej”, jak ujął to prezes Antonio Filosa w komunikacie cytowanym przez Reutersa.

Stellantis płaci za zbyt szybki zwrot

Wyniki za cały poprzedni rok, opublikowane w oficjalnym raporcie firmy, nie pozostawiają złudzeń. Przychody spadły o 2 proc. do 153,5 mld euro, a strata netto wyniosła 22,3 mld euro – niemal w całości z powodu wspomnianych odpisów. Wśród nich znalazły się m.in. koszty resetu planów produktowych i łańcucha dostaw dla EV, zmiana metod szacowania rezerw gwarancyjnych oraz wydatki związane z redukcją zatrudnienia w Europie. Firma zawiesiła wypłatę dywidendy i zapowiedziała emisję do 5 mld euro obligacji hybrydowych, aby utrzymać silną płynność.

Ameryka nie zawiodła

Paradoksalnie, w cieniu rekordowej straty kryją się pierwsze oznaki odbicia. Druga połowa 2025 roku przyniosła 10‑procentowy wzrost przychodów i 11‑procentowy wzrost dostaw – do 2,8 mln pojazdów. Najmocniej „odbiła” Ameryka Północna, gdzie sprzedaż wzrosła aż o 39 proc. rok do roku.

Stellantis podkreśla, że poprawa jakości – mierzona liczbą zgłoszonych usterek w pierwszym miesiącu użytkowania – spadła o ponad połowę w USA i o jedną trzecią w Europie. To efekt nowego kierownictwa, które objęło stery w połowie roku.

Inna twarz w Europie

Równolegle europejski rynek pokazuje zupełnie inną twarz koncernu. Według komunikatu Stellantisa, grupa zarejestrowała w 2025 roku 2 421 571 pojazdów w regionie EU30, co dało jej 16 proc. udziału i drugie miejsce wśród producentów. To co prawda wynik o około 6 proc. niższy niż rok wcześniej, ale trzeba nazwać go imponującym w realiach rynku, który wciąż pozostaje o trzy miliony aut poniżej poziomu sprzed pandemii.

Multimarka dominuje w segmencie hybryd z 15‑procentowym udziałem, prowadzi w segmencie A dzięki Fiatowi Panda, a w lekkich pojazdach użytkowych utrzymuje pozycję lidera z udziałem 28,6 proc. Modele takie jak Peugeot 208, 2008 czy 3008 nadal znajdują się w europejskiej czołówce sprzedaży – czytamy w zestawieniu.

Rosnący portfel zamówień

Warto też zauważyć, że mimo trudnego otoczenia popytowego, portfel zamówień w Europie wzrósł o 10 proc. rok do roku, a w ostatnim kwartale 2025 r. zamówienia skoczyły aż o 16 proc. To jasna przesłanka, że klienci pozytywnie reagują na nową strategię, która odchodzi od „elektryfikacji za wszelką cenę” i wraca do szerokiej oferty obejmującej silniki spalinowe, hybrydy i elektryki – pisze Reuters.

Dziesięć modeli w tym roku

Stellantis zapowiada, że 2026 rok będzie czasem „zamykania luk wykonawczych” i wprowadzania na rynek co najmniej dziesięciu nowych modeli. W USA mają to być m.in. Jeep Cherokee i Dodge Charger SIXPACK, w Europie – elektryczne Citroën C5 Aircross i Jeep Compass oraz hybrydowy Fiat 500.

Firma podtrzymuje prognozy wzrostu przychodów i poprawy marż w 2026 roku, choć dodatnie przepływy pieniężne mają wrócić dopiero w 2027 r. Krótko mówiąc, historia Stellantis to przykład i nauczka dla innych oraz opowieść o kosztownym błędzie strategicznym, ale też o szybkim zwrocie i próbie odzyskania równowagi.

Oskar Włostowski

REKLAMA