- Na koniec roku 2025 w Europie funkcjonowało już blisko 1,14 mln ogólnodostępnych punktów ładowania
- 79% wszystkich publicznych punktów dostarczało prąd AC, a 21% DC
- Najszybciej ładowarki AC i DC rosły w Danii
- W grudniu w Europie przypadało średnio 8,9 publicznych punktów ładowania o mocy 22 kW na tysiąc samochodów osobowych i dostawczych – wylicza ICCT
Ponad milion europejskich punktów
Rok 2025 to kolejna data w kalendarzu, która tym razem zapisze się w historii europejskiej elektromobilności nie tylko jako następny etap wzrostu sprzedaży samochodów elektrycznych, lecz przede wszystkim jako moment wyraźnego przyspieszenia rozbudowy infrastruktury uzupełniania energii.
Najnowszy raport ICCT pokazuje bowiem coś, co kilka lat temu wydawało się mało realne, a mianowicie to, że sieć publicznych punktów ładowania na Starym Kontynencie zaczęła rozwijać się szybciej niż sama flota aut elektrycznych.
Dowód? Proszę bardzo – na koniec roku funkcjonowało już blisko 1,14 mln ogólnodostępnych punktów ładowania. To wyraźny skok w porównaniu z końcówką trzeciego kwartału, kiedy licznik zatrzymał się na poziomie około 1,09 mln. Jeszcze bardziej znaczące są jednak dane roczne.
W segmencie ładowarek prądu przemiennego (AC), które wciąż dominują w europejskim krajobrazie, liczba punktów wzrosła o 16 proc. względem końcówki 2024. Jeszcze szybsze tempo notowały ładowarki prądu stałego (DC), kluczowe z punktu widzenia podróży dalekodystansowych – tutaj wzrost sięgnął aż 35 proc. – podlicza ICCT.
Liczba publicznie dostępnych punktów ładowania zainstalowanych według kraju i rodzaju mocy wyjściowej:

Które kraje się wyróżniają?
Struktura infrastruktury nadal pokazuje, że Europa opiera się głównie na wolniejszym ładowaniu. Około 79 proc. wszystkich publicznych punktów dostarcza prąd AC, a tylko 21 proc. to ładowarki DC. Ten obraz nie jest jednak jednolity w całej Europie. Norwegia, od lat będąca laboratorium elektromobilności, niemal zrównała udział obu technologii, co jasno pokazuje, w jakim kierunku może zmierzać reszta kontynentu w kolejnych latach.
Publicznie dostępne punkty ładowania zainstalowane na tysiąc samochodów osobowych i dostawczych, według rodzaju mocy wyjściowej i kraju do końca 2025 r.

Jeśli spojrzeć na dynamikę rozwoju, to prym wiodła Dania. To właśnie tam liczba szybkich ładowarek DC wzrosła najbardziej, bo aż o 55 proc. w porównaniu z rokiem wcześniejszym. Belgia i Austria również odnotowały imponujące tempo, odpowiednio 52 i 45 proc. Dania była także liderem wzrostu w segmencie AC, notując 37-procentowy przyrost. Te liczby nie są przypadkowe, bowiem te kraje konsekwentnie łączą politykę wsparcia elektromobilności z inwestycjami infrastrukturalnymi, traktując jedno jako warunek powodzenia drugiego.
Ładowarki na liczbę pojazdów
Kluczowym wskaźnikiem, który coraz częściej pojawia się w analizach ICCT, jest natomiast liczba punktów ładowania w przeliczeniu na liczbę pojazdów. Na koniec 2025 roku w Europie przypadało średnio 8,9 publicznych punktów ładowania o ekwiwalencie mocy 22 kW na tysiąc samochodów osobowych i dostawczych. Jeszcze we wrześniu było to 8,2, a to oznacza, że poprawa dostępności następuje dość szybko – przekonują branżowi analitycy.
Liderem pozostaje wciąż Norwegia, gdzie wskaźnik ten sięga niemal 53. Wysoko plasują się także: Islandia (47), Dania (41) i Szwecja (28). Na drugim biegunie są Włochy i Hiszpania, które z wynikiem około 3 punktów na tysiąc pojazdów wyraźnie odstają od europejskiej średniej.

Ten kontrast dobrze pokazuje jedno z głównych wyzwań roku 2025, tj. infrastruktura w skali Europy rośnie szybko, ale nierównomiernie. W krajach północnych i części Europy Zachodniej ładowarki stały się elementem codziennego krajobrazu. Na południu i w części państw Europy Środkowo-Wschodniej wciąż są one barierą, która hamuje tempo elektryfikacji transportu.
E-auta i dane
Na tym tle interesująco wypada zestawienie z rynkiem pojazdów. W 2025 roku w Europie zarejestrowano około 11 mln nowych samochodów osobowych, o 2 proc. więcej niż rok wcześniej. Udział aut w pełni elektrycznych (BEV) w całorocznej sprzedaży sięgnął 19 proc., co daje wzrost o 4 punkty procentowe względem 2024 roku. Sam grudzień przyniósł rekord – 25 proc. nowych rejestracji stanowiły BEV. Równolegle rosła sprzedaż hybryd plug-in. PHEV-y osiągnęły w 2025 roku średni udział na poziomie 9 proc., również poprawiając wynik sprzed roku o 2 punkty procentowe.
Polska pozytywna zmiana
Z raportu ICCT wynika również to , że jednym z najbardziej zaskakujących przykładów tej pozytywnej zmiany była Polska. Rejestracje aut w pełni elektrycznych „podskoczyły” nad Wisłą aż o 163 proc. rok do roku, co stawia nasz rynek w jednym szeregu z Hiszpanią (+77 proc.) i Włochami (+46 proc.), tj. krajami do niedawna postrzeganymi jako znacznie bardziej dojrzałe pod względem elektromobilności.
Zdaniem analityków, kluczową rolę odegrały tu programy wsparcia – w Polsce impulsem okazało się uruchomienie w lutym 2025 roku programu „NaszEauto”, który wyraźnie pobudził popyt ze strony klientów indywidualnych i flot. Podobny mechanizm zadziałał w Hiszpanii, gdzie reaktywacja programu MOVES III po jego wygaszeniu pod koniec 2024 roku szybko przełożyła się na wzrost liczby rejestracji.

Z kolei we Włoszech efekty nowych dopłat, wprowadzonych dopiero pod koniec października, były niemal natychmiastowe, bo w listopadzie i grudniu sprzedaż BEV przekroczyła 12 tys. aut miesięcznie, ponad dwukrotnie więcej niż średnia z pozostałej części roku. Równolegle zmieniała się struktura innych napędów – udział hybryd plug-in najszybciej rósł w Niderlandach i Hiszpanii, podczas gdy w Belgii spadł, co ICCT wiąże z bardzo silnym popytem na auta w pełni elektryczne.
Na tle Europy Polska wyróżniała się także wysokim udziałem klasycznych hybryd – podobnie jak we Francji sięgał on 22 proc. nowych rejestracji – oraz rosnącą popularnością miękkich hybryd, które odpowiadały już za 26 proc. rynku, pokazując, że droga do pełnej elektryfikacji wciąż przebiega u nas etapami.
Wnioski ICCT
W praktyce oznacza to, że infrastruktura ładowania zaczęła wreszcie wyprzedzać popyt, zamiast desperacko próbować go dogonić. To dobra wiadomość zarówno dla producentów, jak i kierowców, którzy coraz rzadziej muszą traktować dostęp do ładowarki jako główny argument „przeciw” przesiadce na auto elektryczne.
OW
