Lexus z prądem

Model IS może wrócić w 2027 roku jako BEV z zasięgiem do 1000 km

Inspiracją dla bateryjnego IS ma być koncepcyjny Lexus LF-ZC
Źródło zdjęcia: Lexus

Gdy Tesla wygasza produkcję Modelu S, Japończycy mogą wykorzystać ten moment. Według doniesień branżowych mediów, Lexus pracuje nad nową generacją modelu IS, która ma być już wyłącznie elektryczna. To byłby wyraźny zwrot w strategii marki, dotąd znacznie ostrożniejszej wobec elektromobilności niż europejska czy amerykańska konkurencja.

W skrócie:

  • Lexus prawdopodobnie pracuje nad nową generacją IS
  • Model ma być w pełni elektryczny
  • W grę mają wchodzić zarówno wersje z jednym silnikiem i napędem na tył, jak i odmiany AWD o mocy sięgającej niemal 500 KM
  • Submarka Toyoty może wprowadzić na rynek IS-a już w 2027 roku
  • Nowy prezes przyznał, że Lexus musi „z pokorą patrzeć na osiągnięcia Tesli i uczyć się na nich”

Model IS może wrócić na akumulatorach

Serwis Electrek, powołując się na japoński magazyn Best Car, informuje, że Lexus może wprowadzić nową generację modelu IS w 2027 r., już wyłącznie jako samochód elektryczny. Auto miałoby wyraźnie zerwać z dotychczasową stylistyką i konstrukcją, a inspiracją dla niego ma być koncepcyjny Lexus LF-ZC, pokazany podczas Japan Mobility Show 2023.

Według cytowanych przez amerykański portal informacji, bateryjny IS ma mierzyć około 4790 mm długości, 1880 mm szerokości i 1395 mm wysokości, a więc byłby wyraźnie większy od obecnego wcielenia. W grę mają wchodzić zarówno wersje z jednym silnikiem i napędem na tył, jak i odmiany AWD o mocy sięgającej niemal 500 KM.

Najbardziej spektakularna zapowiedź dotyczy zasięgu. Japończycy mają celować w około 1000 km na jednym ładowaniu. To wartość deklarowana, bez podania normy pomiarowej, ale sama skala pokazuje, że Lexus chce przeskoczyć nie tylko własne dotychczasowe możliwości, lecz także większość obecnych konkurentów.

Toyota już w 2023 r. zapowiadała, że LF-ZC trafi do produkcji w 2026 r. jako model oparty na nowej generacji architektury BEV i wysokowydajnych bateriach pryzmatycznych. Jeśli IS rzeczywiście powstanie na tej samej bazie, byłby jednym z pierwszych seryjnych beneficjentów tej technologii.

Elektromobilność po japońsku to ostrożność zamiast rewolucji

Aby zrozumieć wagę tych doniesień, trzeba przypomnieć dotychczasową politykę koncernu. Toyota przez lata konsekwentnie rozwijała napędy hybrydowe i wodorowe, traktując elektromobilność bateryjną z wyraźnym dystansem.

Akio Toyoda wielokrotnie podkreślał, że zbyt szybka transformacja może przynieść więcej szkód niż pożytku. Jak przypomina Wyborcza.pl, Toyoda twierdził, że 27 milionów sprzedanych od 1997 r. hybryd (od czasów pierwszego Toyota Prius) ma taki sam ślad węglowy jak dziewięć milionów aut w pełni elektrycznych, jeśli uwzględnić produkcję baterii i samochodów. W jego ocenie elektryki nie są automatycznie bardziej ekologiczne od hybryd.

W efekcie oferta elektrycznych Lexusów była dość powiedzieć – symboliczna. Klienci mieli do wyboru jedynie Lexus UX 300e oraz Lexus RZ 450e – modele oparte w dużej mierze na istniejących konstrukcjach spalinowych lub hybrydowych. Ich parametry – zasięg, moc ładowania czy osiągi – nie wyznaczały nowych standardów w segmencie premium.

W gamie Toyoty sytuacja wyglądała podobnie. Elektryczny Toyota bZ4X, opracowany wspólnie z Subaru, był jedynym w pełni bateryjnym SUV-em marki, a wodorowa Toyota Mirai pozostała niszową ciekawostką.

Nowe otwarcie pod rządami Watanabe

Zmiana tonu nastąpiła wraz z objęciem sterów Lexusa przez Takashiego Watanabe w 2025 r. Nowy prezes, związany z marką od lat 90., odpowiadał m.in. za rozwój napędu Direct4 i projektu Lexus Electrified. Jak przypomina Wyborcza.pl, Watanabe otwarcie przyznał, że Lexus musi „z pokorą patrzeć na osiągnięcia Tesli i uczyć się na nich”.

Inżynierowie koncernu mieli analizować konstrukcję Tesla Model Y, wskazując na jej uproszczoną i zintegrowaną architekturę jako wzór efektywności produkcyjnej. Toyota zapowiada nową platformę modułową, nowe baterie oraz przeprojektowany system produkcji, który ma zwiększyć produktywność o 20 proc.

Pierwszym spektakularnym efektem nowej strategii ma być elektryczny następca Lexus LFA – supersamochód o przyspieszeniu do 100 km/h w czasie poniżej dwóch sekund i zasięgu około 600 km. IS EV byłby z kolei modelem wolumenowym, który przeniósłby tę technologiczną rewolucję do segmentu średnich limuzyn.

Z kim zmierzy się elektryczny IS?

Jeśli Lexus rzeczywiście wskrzesi IS-a jako elektryczną limuzynę segmentu D, konkurencja będzie wymagająca. Naturalnym rywalem stanie się Tesla Model 3, który od lat dominuje w segmencie elektrycznych sedanów klasy średniej. W Europie dochodzą do tego niemieckie konstrukcje pokroju BMW i4 czy Mercedes-Benz EQE.

Różnica polega na tym, że Lexus dotąd budował swoją tożsamość wokół niezawodności, komfortu i napędów hybrydowych. Elektryczny IS musiałby zaoferować nie tylko konkurencyjny zasięg i osiągi, lecz także nową jakość w zakresie oprogramowania, ładowania i integracji systemów – obszarów, w których Tesla i producenci z Chin wypracowali znaczącą przewagę – przekonują dziennikarze motoryzacyjni.

Między strategią a regulacjami

Presja regulacyjna, zwłaszcza w Unii Europejskiej, sprawia jednak, że konserwatywne podejście może przestać wystarczać. Ograniczenia emisji CO₂ i zapowiedziane odejście od sprzedaży aut spalinowych w kolejnej dekadzie zmuszają producentów do przyspieszenia elektryfikacji.

Elektryczny Lexus IS byłby więc nie tylko odpowiedzią na rynkową lukę po Modelu S, ale przede wszystkim wiadomością dla konkurencji, że japoński producent przestaje traktować e-mobility jako niepewny eksperyment. Jeśli zapowiadany zasięg rzędu 1000 km okaże się realny, a nowa platforma faktycznie uprości produkcję, Lexus może po raz pierwszy od lat znaleźć się w roli goniącego, który zaczyna dyktować warunki.

Oskar Włostowski

REKLAMA