Ferrari

Luce – pierwszy „elektryk” z Maranello nie będzie kolejnym tabletem na kołach

Włosi od początku sygnalizowali, że ich pierwszy „elektryk” nie będzie próbą kopiowania trendów z rynku
Źródło zdjęcia: Ferrari

Włosi odsłaniają wnętrze swojego pierwszego e-auta, modelu Luce, stworzonego we współpracy z Jonym Ive’em. Zamiast gigantycznych ekranów są tu fizyczne przełączniki, szkło Fusion5 i detale dopracowane jak w zegarmistrzowskiej pracowni.

W skrócie:

  • Pierwszy „elektryk” z Maranello nie będzie próbą kopiowania trendów z rynku
  • Firma postawiła na fizyczne przyciski, pokrętła i przełączniki
  • Centralny panel sterowania zamocowano na przegubie kulowym, dzięki czemu można go skierować zarówno w stronę kierowcy, jak i pasażera
  • Materiały? Wyłącznie aluminium z recyklingu i szkło o nazwie Fusion5, frezowane z pełnych bloków

Już nie „Elettrica”

Ferrari wreszcie odsłoniło nazwę swojego pierwszego samochodu elektrycznego. Model, który do tej pory funkcjonował pod roboczym określeniem „Elettrica”, oficjalnie nazywa się Luce – po włosku „światło”, ale też „elektryczność”. W San Francisco marka pokazała fragmenty wnętrza, przygotowanego we współpracy z kolektywem LoveFrom, kierowanym przez Sir Jony’ego Ive’a i Marca Newsona. To efekt pięciu lat wspólnej pracy – pisze portal Electrek.

Luce – pierwszy „elektryk” z Maranello

Włosi od początku sygnalizowali, że ich pierwszy „elektryk” nie będzie próbą kopiowania trendów z rynku. I rzeczywiście,  wnętrze Luce to manifest przeciwko dominacji wielkich ekranów dotykowych. Jak podają branżowe media, Ferrari „złamało konwencję, według której samochody elektryczne muszą być zdominowane przez duże wyświetlacze”, stawiając na fizyczne przyciski, pokrętła i przełączniki. W czasach, gdy większość producentów ściga się na calaż ekranów, to ruch niemal prowokacyjny.

A co w kabinie?

Najbardziej symboliczny jest nowy, trzyramienny wieniec kierownicy. Inspirowany klasycznymi drewnianymi kierownicami Nardi z lat 50. i 60., wykonany z 19 frezowanych elementów z aluminium pochodzącego w 100 proc. z recyklingu. Jest o 400 gramów lżejszy od standardowej kierownicy Ferrari, a układ przycisków podzielono na dwa moduły, nawiązujące do ergonomii z bolidów F1.

Ferrari chwali się również kluczykiem i trudno się dziwić, bo to pierwszy w branży kluczyk wykonany ze szkła Corning Fusion5 Glass z wyświetlaczem E Ink. Po włożeniu go do gniazda ekran zmienia kolor z żółtego na czarny, a kabina rozświetla się w zaprogramowanej sekwencji. To detal, który brzmi jak żywcem wyjęty z filozofii Apple z czasów Ive’a. Dziennikarze motoryzacyjni zwracają także uwagę na ruchomy daszek zegarów. A co w nim niezwykłego?

Otóż to, że cały moduł porusza się wraz z kierownicą, a jego sercem są dwa nakładające się na siebie wyświetlacze OLED Samsunga z trzema wycięciami odsłaniającymi drugi ekran – rozwiązanie, które Ferrari określa jako światową premierę. Panel powstał we współpracy z inżynierami Samsung Display i ma być wyjątkowo lekki.

Centralny panel sterowania zamocowano na przegubie kulowym, dzięki czemu można go skierować zarówno w stronę kierowcy, jak i pasażera. W jego centrum znajduje się „multigraf”. To urządzenie z trzema niezależnymi silnikami, które może pełnić funkcję zegara, chronografu, kompasu, a nawet elementu sekwencji launch control. Materiały? Wyłącznie aluminium z recyklingu i szkło o nazwie Fusion5, frezowane z pełnych bloków.

Konkurencja to…

Pełny pokaz nadwozia zaplanowano dopiero na maj 2026 roku we Włoszech. Ferrari potwierdza, że samochód trafi na rynek jako jeden z sześciu nowych modeli. Cena? Ponad 500 tys. euro, co dowodzi, że Luce nie zamierza rywalizować ani z Teslą Model S (model jest wycofywany z produkcji), ani z Porsche Taycanem. Jej przeciwnikiem jest raczej sceptycyzm części klientów Ferrari, którzy obawiają się, że elektryfikacja odbierze marce charakter. Z resztą potwierdzają to pierwsze, gorące opinie części dziennikarzy motoryzacyjnych, którzy są zdania, że bateryjne Ferrari może nadal być Ferrari – z rytuałami, zmysłowością materiałów i fizyczną interakcją, której nie zastąpi żaden ekran.

Pytanie, czy nazwa Luce się przyjmie? W języku angielskim może brzmieć nieco obco, ale jej włoskie znaczenie, czyli światło i elektryczność – idealnie wpisuje się w filozofię projektu. A to, że Ferrari odrzuciło robocze „Elettrica”, sugeruje, że marka chce opowiadać o swoim pierwszym EV nie w kategoriach technologii, lecz emocji.

OW

Fot. Ferrari

REKLAMA